W jednym z ostatnich spotkań drugiej kolejki I ligi GieKSa Katowice zremisowała 1:1 z Wartą Poznań. Wynik meczu po ładnym uderzeniu z dystansu otworzył Tomasz Magdziarz. Do wyrównania doprowadził z kolei Adrian Napierała.
Jednym z ciekawiej zapowiadających się spotkań drugiej kolejki I ligi był mecz GieKSy Katowice z Wartą Poznań. Katowiczanie podchodzili do tej rywalizacji, chcąc zmazać plamę porażki z końca poprzedniego sezonu, kiedy ulegli „Zielonym” 0:3. Podopieczni Rafała Góraka, chociaż przegrali inauguracyjny mecz z ŁKS-em Łódź, to jednak zaprezentowali się publiczności zasiadającej na trybunach z dobrej strony. Z poznaniankami czekała ich jednak trudna przeprawa, ponieważ ci podchodzili do ligowego meczu opromienieni zwycięstwem w Pucharze Polski. Po tym jak wyeliminowali z tych rozgrywek zespół Podbeskidzia Bielsko-Biała, ich morale znacznie wzrosło i do stolicy Górnego Śląska warciarze przyjechali z jasno określonym celem, którym miało być zgarnięcie trzech punktów. „Trójkolorowi” nie mieli jednak zamiaru ułatwiać zadania swojemu rywalowi i wzmocnieni Denissem Rakelsem oraz Bartłomiejem Chwalibogowskim również chcieli opuszczać murawę stadionu przy Bukowej z tarczą.

Spotkanie od pierwszych minut nie powalało na kolana. Goście z Poznania dłużej utrzymywali się przy piłce. Natomiast gospodarze czekali na swoją szansę po kontrataku. Pierwsi klarowną okazję do zdobycia gola mieli w 7. minucie gry poznaniacy, którzy za sprawą Piotra Giela sprawili sporo kłopotu bramkarzowi GieKSy – Witoldowi Sabeli. Jednak w pojedynku golkipera katowiczan z napastnikiem Warty górą był ten pierwszy. 240 sekund później gospodarze starali się zaskoczyć rywali ładna kontrą. Dośrodkowanie Dominika Kruczka nie dotarło jednak do Wołkowicza i cała akcja spaliła na panewce.
Początek drugiego kwadransa gry rozpoczął się również od ataku podopiecznych Czesława Owczarka. Ponownie swoich sił próbował Piotr Giel, aczkolwiek tym razem piłka po strzale 22-latka przeleciała obok bramki. Chwilę później podobną drogą podążył Przemysław Pitry, który także chciał zaskoczyć Radlińskiego uderzeniem z dystansu i zrobił to z podobnym efektem końcowym co wcześniej zawodnik Warty.
Na dziewięć minut przed końcem regulaminowego czasu pierwszej części gry drużyna dowodzona przez Rafała Góraka postanowiła ruszyć do intensywniejszych ataków. Najpierw po podaniu Denissa Rakelsa blisko szczęścia był Marcin Pietroń, lecz strzał pomocnika „Trójkolorowych” przeleciał nad bramką. Dwie minuty później Cholerzyński ładnym podaniem uruchomił Rakelsa, ale w porę niebezpieczeństwo zażegnał bramkarz Warty i uchronił swój zespól przed stratą gola. Chociaż w późniejszych fragmentach meczu bliski zdobycia bramki był jeszcze Przemysław Pitry, to rezultat do końca pierwszej połowy nie uległ zmianie i pierwsze trzy kwadranse zakończyły się bezbramkowym remisem.










