W pojedynku pomiędzy Valencią a Levante nie wyłoniono zwycięzcy. Wynik spotkania otworzył w pierwszej połowie Jonas po świetnej akcji całego zespołu. Niecałe dziesięć minut po przerwie wyrównał Kone, ustalając rezultat na 1:1.
Drugie w tym sezonie ligowe derby Walencji zapowiadały się znacznie ciekawiej niż pierwsze. Obie drużyny znajdują się obecnie w sporym dołku, a mecz z lokalnym rywalem to zawsze dobry sposób, by powrócić na szczyt. Juan Ignacio Martinez, trener gości, przed spotkaniem nie miał wielkiego problemu z wyborem wyjściowej jedenastki. Wszyscy najważniejsi piłkarze Levante są w pełni sił. Gorzej sprawy mają się w ekipie „Los Ches”. Unai Emery musiał znaleźć sposób na załatanie dziury powstałej z powodu absencji zawieszonych za kartki Soldado i Jordiego Alby. Bask ostatecznie zdecydował się na najbezpieczniejszy wariant i wystawienie Aritza Aduriza i Pabla Hernandeza.

Pierwszy jęk zawodu na Estadio Mestalla rozległ się już po dwóch minutach od pierwszego gwizdka. Gospodarze spotkania przyspieszyli i bliski znalezienia się w dogodnej sytuacji był Aduriz, nie opanował jednak dobrze futbolówki. Z odpowiedzią Levante bez problemu poradził sobie Vicente Guaita. W 8. minucie w polu karnym „Nietoperzy” szarżował Valmiro Valdo, po czym wycofał piłkę do Arouny Kone, a czarnoskóry zawodnik bez zastanowienia uderzył w środek bramki. Taki strzał nie mógł zaskoczyć golkipera Valencii. W kolejnych akcjach gracze Levante równie bezskutecznie usiłowali przedrzeć się przez szczelną obronę ekipy Emery’ego. Niebezpiecznie było też po drugiej stronie boiska – po świetnym podaniu Jonasa dośrodkowywał Feghouli, ale do piłki nie doszedł Parejo. Jak do tej pory mecz w Walencji był całkiem wyrównany i ciekawy. Niestety, piłkarzom obu drużyn brakowało dokładności oraz cierpliwości w ofensywie. Po kwadransie nastąpił okres przewagi „Żab”. W 16. minucie po faulu Botelho z rzutu wolnego uderzał Barkero, ale strzelił za wysoko.
Swoją szansę w derbach Walencji miał także Mathieu. Po strzale francuskiego obrońcy futbolówka odbiła się od Juanfrana i opuściła plac gry. Gdy upłynęło 25 minut pojedynku, Andaluzyjczyk Fernandez Borbalan jasno dał do zrozumienia, że nie potrzebuje doradców przy podejmowaniu decyzji, i pokazał dwie żółte kartki za protesty – ukarani zostali Cabral i Pablo Hernandez. Próby „Los Ches” przypominały trochę walenie głową w mur. W 29. minucie niebezpiecznie centrował Pablo Hernandez, nikt jednak nie przeciął lotu piłki. Zaraz potem futbolówkę w trybuny posłał Xavi Torres. Levante nie rezygnowało z walki o trzy punkty, rozpędzonego Valdo faulem powstrzymać musiał Dani Parejo. W kolejnej akcji goście po kontrataku zostali ograni jak dzieci przez formację ofensywną Valencii! Najpierw piłkę na wolne pole podał Aduriz, Feghouli wyprzedził obrońców i odegrał na lewą stronę do Jonasa. Niepilnowany Brazylijczyk nie mógł nie trafić, praktycznie wszedł z futbolówką do pustej bramki, 1:0 dla gospodarzy! Po strzeleniu gola zawodnicy w białych trykotach nie przestali atakować, mając zapewne ochotę na drugą bramkę. Przed przerwą nie udało się jednak po raz drugi pokonać Gustava Munuy.











