Było ich niewielu, za to każdy z nich zdołał zaliczyć swoje minuty, spełniając tym samym marzenie o występie na najważniejszej piłkarskiej imprezie. Piłkarze z ekstraklasy, którzy reprezentowali swoje kraje na mundialu, zakończyli już swój udział w turnieju, więc przyszedł czas, abyśmy podsumowali ich występy.
Widok piłkarza z ekstraklasy grającego na mundialu należy raczej do rzadkich i niecodziennych. W całym XXI wieku zaszczytu występu na najważniejszej piłkarskiej imprezie dostąpiło tylko kilkunastu wybrańców, którym udało się wyjechać na mistrzostwa świata z polskiego klubu. Najczęściej byli to oczywiście Polacy, ale trafiło się też kilku zawodników z zagranicy, którzy reprezentowali swój kraj, grając na co dzień w klubie z polskiej ligi.
Porównywanie ekstraklasy z silniejszymi ligami nie ma raczej większego sensu. Do Kataru poleciało 134 zawodników z Premier League, 82 z La Liga, 78 z Bundesligi, podczas gdy z ekstraklasy na mundialu mieliśmy okazję oglądać zaledwie czterech piłkarzy. Oczywiście naturalne jest, że najwięcej zawodników na Bliski Wschód wyruszyło z najsilniejszych lig, jednak nawet jeżeli porównamy naszą rodzimą ekstraklasę z ligą belgijską, która miała 23 reprezentantów, wciąż pozostajemy daleko w tyle.
Filip Mladenović
Widok piłkarza Legii w kadrze Serbii na mundial nie mógł nas raczej specjalnie dziwić. W końcu nie pierwszy raz Mladenović pakował walizki i wyruszał na zgrupowanie swojej drużyny narodowej. Jednak jego występ od pierwszej minuty w meczu Brazylii z Serbią mógł być już traktowany jako pewna niespodzianka. Legionista skorzystał na problemach mięśniowych Filipa Kosticia, przez które dostał szansę gry.
W meczu zagrał 65 minut. Był aktywny, szukał gry. Często machał rękami, oczekując na futbolówkę od kolegów z zespołu, ale rzadko przenosiło się to na otrzymanie od nich piłki. Mimo to zaliczył łącznie 32 kontakty z piłką, z czego aż 16 na połowie rywala. Grał wysoko i często podłączał się do akcji ofensywnych swojej drużyny. Raz nawet udało mu się uderzyć z główki, ale strzał nie był specjalnie groźny. Zabrakło mu jednak jakiegoś konkretu, akcji, z której mógłby zostać zapamiętany. Pomimo to dobrze wykonał swoją robotę i mógł schodzić z boiska z poczuciem solidnie wykonanego obowiązku.











