Pod wieloma względami była to wyjątkowa runda jesienna w Bundeslidze. Zakończyła się już ponad tydzień temu, a już niedługo kluby zaczną się przygotowywać do drugiej części sezonu. Skoro jednak mamy „okres ogórkowy”, to warto przeanalizować, dla kogo jesień 2016 roku była na plus, a dla kogo na minus.
Na plus:
1. Postawa RB Lipsk
O RB Lipsk powiedziano i napisano już chyba wszystko. Nie będziemy więc rozpisywać się na temat tego zespołu, co nie znaczy, że odpuścimy całkowicie komentarz do sytuacji tej drużyny w pierwszych miesiącach po awansie do Bundesligi. Powiedzieć, że ten okres był udany, to nic nie powiedzieć. „Die Bullen” (czyli popularne „Byki”) zakończyły rok na drugim miejscu z imponującym dorobkiem 36 punktów (tyle samo punktów na tym etapie sezonu miało Kaiserslautern, kiedy zdobywało mistrzostwo Niemiec w sezonie 1997/1998), a dwie wpadki, które się im przydarzyły (mowa o meczu z Ingolstadt i kompletnie nieudanym spotkaniu z Bayernem), nie mogą przysłonić pięknego obrazu, który podopieczni Ralpha Hasenhuettla wykreowali w ostatnich miesiącach w niemieckiej elicie.
Jeżeli chcecie poczytać więcej o rewelacyjnym beniaminku, zapraszamy na nasz niedawny tekst.
RB Lipsk zakończył rok na drugim miejscu z dorobkiem 36 punktów (tyle samo punktów na tym etapie sezonu miało Kaiserslautern, kiedy zdobywało mistrzostwo Niemiec w sezonie 1997/1998).
2. Mieli bić się w dole tabeli, są na górze
Ale nie tylko RB Lipsk jest pozytywnym zaskoczeniem. Jeszcze większą niespodzianką jest postawa dwóch klubów, które kilka miesięcy temu drżały do końca o ligowy byt, a dziś mogą zacząć myśleć o walce o europejskie puchary. Pewnie już domyślacie się, o kogo chodzi, ale z dziennikarskiego obowiązku uzupełnijmy tę informację, mówiąc, że rzecz tyczy się Hoffenheim i Eintrachtu Frankfurt.
Oba zespoły posiadają elementy charakterystyczne, o których przez kilka najbliższych lat będą wspominać eksperci, mówiąc o sezonie 2016/2017. Eintracht to nie tylko wielokulturowa ekipa (aż 17 nacji), którą świetnie prowadzi Niko Kovac, ale przede wszystkim drużyna, która bazuje na szczelnej defensywie. Frankfurtczycy stracili tylko 12 bramek, co daje im pod tym względem drugie miejsce w tabeli (za Bayernem). Jeżeli dodamy do tego w miarę dobrze poukładaną grę z przodu, która bazuje na zespołowości, a po stracie piłki na atakowaniu rywala wysokim pressingiem, możemy powiedzieć jedno: Niko Kovac dobrze poukładał w ostatnich miesiącach frankfurtczyków i uczciwą pracą zapracował na przedłużenie kontraktu do 2019 roku.
Eintracht Frankfurt stracił 12 bramek. To jest drugi najlepszy wynik w tym sezonie Bundesligi (lepszy jest tylko Bayern).
Co z kolei jest wyróżnikiem Hoffenheim oprócz samych wyników? Przede wszystkim osoba Juliana Nagelsmanna, który nie dość, że jest najmłodszym trenerem w Bundeslidze, to jeszcze obejmował klub w lutym, kiedy był on w dramatycznej sytuacji, ponieważ musiał drżeć o utrzymanie. W lidze udało się utrzymać, a w tym sezonie piłkarze z Sinsheim pokazują, że nie są jeszcze do końca nasyceni i chcieliby awansować po raz pierwszy w historii Hoffenheim do europejskich pucharów. Czy są na to szanse? Jeżeli utrzymają formę z jesieni, jak najbardziej tak.









