Gola, który dodał wiary w zdobycie kompletu punktów przez Piasta Gliwice w meczu z Wisłą Płock, zdobył uwielbiany przez sympatyków „Piastunek”, Tomasz Podgórski. Po spotkaniu zawodnik przyznał, że wypełniony po brzegi stadion wraz z żywiołowo dopingującymi kibicami bardzo pomaga w odniesieniu upragnionego zwycięstwa.
Końcówka spotkania wyglądała tak jakby to kapitan dał sygnał do natarcia na bramkę rywali.
Nie powiedziałbym, że jestem zadowolony z tego występu, ale sama bramka dała mi powody do radości. Jest to pierwszy gol Piasta zdobyty na nowym obiekcie, w związku z tym mnie jako wychowanka klubu, to szczególnie cieszy.
Przed meczem z Wisłą wiele mówiło się o presji związanej z nowym stadionem. Jak Pan to odczuwał?

Staraliśmy się przygotować do tego meczu jak do każdego. Jednak nie codziennie gra się na takim stadionie i przy takiej publiczności, więc może na początku trochę nas to paraliżowało. Aczkolwiek z rozwojem spotkania wyglądało to coraz lepiej i w końcówce były tego efekty.
Kibice do końca w Was wierzyli. Bez ich dopingu chyba nie zdołalibyście przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Zgadza się Pan z tym?
Publiczność pomaga i to bardzo! Kiedy gra się na własnym stadionie, przy takich kibicach, to na pewno czuje się, jak doping niesie do przodu. Dzięki naszym fanom w dużej mierze przechyliliśmy szalę na swoją korzyść. Mam nadzieję, że w następnych meczach frekwencja dopisze, a my będziemy się odwdzięczać i nadal będziemy wygrywać.
Dwie bramki strzelone w samej końcówce i ostatecznie zwycięstwo. Scenariusz podobny do pamiętnego finału Ligi Mistrzów z udziałem Manchesteru United i Bayernu Monachium. Lepszego scenariusza chyba nie mogliście sobie wyobrazić?
Wiadomo, że człowiek chciałby strzelić szybko dwie bramki i spokojnie prowadzić mecz. Cóż, potoczyło się to inaczej. Cieszy, że późno, bo późno, ale zdobyliśmy te dwa gole, dzięki czemu kibice opuszczali stadion w dobrych nastrojach. Podobnie jak ludzie, którzy są związani z Piastem i w ostatnim czasie angażowali się przy organizacji tego spotkania. Wiem, że praca trwała dzień i noc. Szacunek dla tych ludzi, bo wszystko wyglądało dzisiaj pięknie.
Gol wyrównujący był najpiękniejszym momentem w Pana przygodzie z piłką?
Nie wiem, czy najpiękniejszym, ale bardzo cieszył. Zależało mi na tym, aby zagrać i pokazać się z dobrej strony. Bramka dała zespołowi wyrównanie, a mnie frajdę. Najważniejsze jednak, że potem zdołaliśmy trafić jeszcze raz i wygrać. Punktujemy regularnie w tym sezonie, co cieszy najbardziej.











