Najważniejszym spotkanie 14. kolejki I ligi był mecz pomiędzy Sandecją Nowy Sącz a Podbeskidziem Bielsko-Biała. O jedno trafienie lepsi byli goście i to oni zainkasowali trzy punkty.
Początek spotkania, a właściwie pierwsze pięć minut, to zdecydowany napór gości. Sandecja zaskoczona taką postawą swoich rywali, wyglądała na nieco zagubioną. Na szczęście dla drużyny Dariusza Wójtowicza goście dość szybko stracili impet z pierwszych pięciu minut i gra spod bramki przeniosła się do środka pola. W szóstej minucie fantastyczną okazję do zdobycia prowadzenia dla Sandecji zmarnował Kukol, który z około dziesięciu metrów uderzył obok słupka.
Następne minuty meczu nie przyniosły ani bramek, ani też klarownych sytuacji do ich zdobycia. Obie drużyny sporadycznie gościły w polu karnym, a próby uderzeń z dystansu nie były na tyle groźne, aby sprawić problem bramkarzom.
Dopiero w 38. minucie kibice zgromadzeni na stadionie w Nowym Sączu zobaczyli pierwszego gola. Po fantastycznym podaniu Sebastiana Ziajki z głębi pola, na wolną pozycję wyszedł Sylwester Patejuk i z wielkim spokojem, płaskim, technicznym strzałem wykończył akcję Podbeskidzia. Jednobramkowe prowadzenie gości utrzymało się już do końca pierwszej połowy meczu.
Pierwsze 45 minut lekko rozczarowało. Częściej przy piłce byli piłkarze Podbeskidzia. Szczególnie mogła się podobać wysoka gra pressingiem w ich wykonaniu. Dlatego też do przerwy zasłużenie prowadzili podopieczni Roberta Kasperczyka.
Drugą połowę piłkarze obu drużyn zaczęli znacznie żwawiej niż pierwszą. Akcje nabrały tempa, a sytuacje pod jedną i drugą bramką były coraz groźniejsze. Najpierw zaatakowało Podbeskidzie. Po rzucie rożnym strzelał Cienciała, ale jego uderzenie zostało w ostatniej chwili zablokowane. W 54. minucie bliscy szczęścia byli gospodarze. W wymarzonej sytuacji znalazł się Gawęcki, ale z pięciu metrów nie potrafił skierować futbolówki do bramki gości.
Po tych kilku początkowych szarżach tempo spotkania znów siadło. Podbeskidzie nadal mądrze grało w środku pola, a Sandecja, mimo że się starała, nie potrafiła zagrozić bramce strzeżonej przez Zajaca. Na piętnaście minut przed końcem kolejny groźny fragment gry w wykonaniu gości. Z rzutu wolnego centrował Osiński, głową uderzał Koman, ale piłka odbiła się od zewnętrznej części słupka i wyszła poza boisko. Dwie minuty później powinno być 2:0. Fantastycznie do strzału z woleja złożył się Demian, ale na posterunku był Kozioł.
W 81. minucie drugą żółtą kartką, a w konsekwencji czerwoną, ukarany został kapitan Sandecji, Frohlich. To zdarzenie znacznie utrudniło grę drużynie gospodarzy. Jednak piłkarze Dariusza Wójtowicza do samego końca dzielnie walczyli o korzystny wynik. Kilka razy nawet groźnie atakowali, ale nie udało im się doprowadzić do remisu.
Podbeskidzie było dziś zespołem bardziej dojrzałym piłkarsko. To nie było porywające widowisko, w którym można by obejrzeć mnóstwo sytuacji bramkowych. To raczej mecz walki w środku pola i tę walkę wygrali goście. Dlatego też Podbeskidzie wywiozło z Nowego Sącza niezwykle cenne trzy punkty.










