Warta Poznań zremisowała na własnym stadionie z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Rezultat bez rozstrzygnięcia stawia gości w niepewnej sytuacji.
Pierwsza połowa spotkania zakończyła się bezbramkowym remisem, mimo to o wiele lepsze wrażenie pozostawili po sobie gospodarze. Warta stworzyła kilka bramkowych okazji, w kluczowych momentach akcji brakowało jednak dokładności. Poznaniacy grali również bardzo konsekwentnie i mądrze w obronie, czego wynikiem był brak zagrożenia ze strony gości.

Od pierwszych minut bardzo aktywny był Białożyt, który nękał rywali strzałami z dystansu. Jeden z nich mógł się zakończyć otwarciem wyniku. Pomocnik Warty posłał fantastyczne uderzenie z linii pola karnego, ale piłka trafiła jedynie w słupek.
W drugiej połowie na placu gry zameldował się Zakrzewski, co było strzałem w dziesiątkę. Coraz śmielsze ataki gospodarzy zostały udokumentowane w 73. minucie. Po dobrej akcji Gajtkowskiego na skrzydle, zamieszaniu w polu karnym, napastnik Warty instynktownym strzałem nie dał szans golkiperowi rywali. Dziesięć minut później przebudzenia doznali goście. Dokładne zagranie z głębi pola i błąd defensora gospodarzy wykorzystał Patejuk. Bielszczanin znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem i wykazał się zimną krwią, nie dając mu szans na dobrą interwencję.
Rezultat remisowy praktycznie przekreśla szanse Podbeskidzia na awans do Ekstraklasy z pierwszego miejsca. Sytuacja robi się jednak jeszcze bardziej nieciekawa. Bielszczanie czują na plecach oddech Floty Świnoujście, która nie jest na straconej pozycji w odniesieniu do rewelacji Pucharu Polski. Walka o awans do Ekstraklasy będzie trwała do samego końca.











