Podbeskidzie, po porażce z Piastem, chciało za wszelką cenę udowodnić, że zakończenie passy meczów bez porażki w ostatniej kolejce było jedynie wypadkiem przy pracy. Ta sztuka jednak się nie udała, bo na stadionie przy alei Jana Pawła II lepsi okazali się gospodarze, a bramkę na wagę trzech punktów zdobył Adrian Paluchowski.
Od pierwszego gwizdka sędziego mogliśmy oglądać wymianę ciosów. Po 15 minutach meczu za aktywność można było pochwalić Roberta Demjana, lecz jeśli chodzi o skuteczność, to na ciepłe słowa zasługiwali wyłącznie dobrze spisujący się w destrukcji obrońcy obu drużyn. Dopiero po fatalnym błędzie Pawła Magdonia piłkarze Podbeskidzia mogli stworzyć sytuację bramkową, jednak wspomniany wcześniej Demjan został zablokowany przez zawodników gospodarzy. Niecałe 10 minut później, po kolejnym nieporozumieniu piłkarzy Górnika, w znakomitą sytuację zaprzepaścił Ziajka.

W kolejnej części meczu oglądaliśmy twardą walkę, czego efektem była kontuzja jednego z zawodników Podbeskidzia. Po starciu w walce o piłkę Komana z Nikitoviciem ten pierwszy musiał opuścić plac gry.
W końcówce pierwszej odsłony spotkania bielszczanie byli bardzo bliscy objęcia prowadzenia. Po dośrodkowaniu Rogalskiego z rzutu rożnego pod bramką Sergiusza Prusaka zrobiło się ogromne zamieszanie i jedynie szczęście, poparte dobrym refleksem golkipera gospodarzy, uchroniło Górnika przed utratą bramki.
W drugiej połowie piłkarze obu drużyn, niezadowoleni z remisu, coraz częściej faulowali rywali, co było powodem przyznania trzech żółtych kartek. Jednak emocji związanych z akcjami podbramkowymi również nie brakowało. Groźnie strzelał Paluchowski, w odpowiedzi bliscy zdobycia gola byli Demjan i Łatka, dwukrotnie szczęścia strzałami zza pola karnego szukał Ziajka, lecz golkiper łęcznian był na posterunku.

W 72. minucie zrobiło się gorąco pod bramką „Górali”. Groźny strzał oddał Zagurskas, piłka minęła bramkarza, ale również o centymetry prawy słupek bramki. W rewanżu Rogalski strzałem głową po raz kolejny sprawdził umiejętności Prusaka, lecz ten był dziś w wyśmienitej dyspozycji. Na boisku pachniało bezbramkowym remisem i chyba właśnie to rozprężyło defensorów gości. Do podania z prawego skrzydła doszedł zupełnie nie pilnowany Adrian Paluchowski. Były napastnik warszawskiej Legii pewnie strzelił obok interweniującego Zajaca i ukarał zespół Podbeskidzia za brak koncentracji w defensywie. Od 78. minuty Górnik Łęczna prowadził z faworyzowanym Podbeskidziem i zanosiło się na niespodziankę.











