Podbeskidzie Bielsko-Biała pokonało na swoim stadionie Pogoń Szczecin 2:1. Zdobyte trzy punkty pozwoliły bielszczanom ponownie wspiąć się na czoło tabeli I ligi i znacznie przybliżyć się do awansu do Ekstraklasy.
Mecz Podbeskidzia z Pogonią zapowiadał się interesująco. Bielszczanie chcieli wykorzystać potknięcie ŁKS-u i prześcignąć łodzian w tabeli I ligi, jednocześnie uciekając goniącej pierwszą dwójkę Flocie. Z kolei szczecinianie za wszelką cenę chcieli uciec od strefy spadkowej, w której mogą się niedługo znaleźć. Pierwsze minuty należały do „Górali”, lecz długo nie oglądaliśmy celnych strzałów. Tak naprawdę pierwsza groźna akcja miała miejsce w 30. minucie i skutkowała ona bramką. W zamieszaniu podbramkowym największym sprytem wykazał się Robert Demjan, który wepchnął piłkę do bramki obok bezradnie interweniującego bramkarza i kibiców licznie zgromadzonych na stadionie w Bielsku-Białej opanowała euforia.

Bielszczanie długo nie cieszyli się z prowadzenia. „Portowcy” po stracie gola ruszyli do huraganowych ataków i już po kilku chwilach na tablicy świetlnej był remis. Rzut wolny z lewej strony boiska wykonywał Łukasz Matuszczyk. Po jego dośrodkowaniu piłka trafiła na głowę Błażeja Radlera, który nie dał żadnych szans na skuteczną interwencję Richardowi Zajacowi.
Druga połowa to już totalna dominacja Podbeskidzia. Szczecinianie zdołali się przedrzeć dopiero w 62. minucie, ale Frączczak nie pokonał Zajaca. Sześć minut później bielszczanie mieli doskonałą okazję do objęcia prowadzenia, Najpierw Fabiniak obronił świetny strzał z dystansu Malinowskiego, a dobitkę Demjana w ostatniej chwili zdołali zablokować defensorzy Pogoni. W 72. minucie szczęście w końcu się uśmiechnęło do trenera Kasperczyka i spółki. Cieśliński ruszył z piłką z prawej strony boiska i dośrodkował ją do Piotra Malinowskiego, a ten z bliskiej odległości pokonał golkipera Pogoni.
W ostatnich minutach Podbeskidzie kontrolowało grę. Piłkarzy Pogoni ponosiły nerwy, czego efektem były dwie żółte kartki. Tylko w ten sposób „Portowcy” mogli wyładować swoją frustrację, bo pod względem piłkarskim nie mieli argumentów, żeby przeszkodzić „Góralom” w marszu do Ekstraklasy.











