Podbeskidzie Bielsko-Biała w tym sezonie zdobyło tylko 24 bramki, co wraz z Stalą Mielec stanowi najsłabszy wynik w lidze. Choć ma w swoich szeregach najskuteczniejszego Polaka tego sezonu – Kamila Bilińskiego – to ewidentnie drużynie nie idzie. Co jest przyczyną tak mizernego wyniku „Górali”? Czynników jest wiele, ale najważniejsze przeanalizujemy w niniejszym artykule. Zapraszamy do lektury.
Zespół prowadzony przez Roberta Kasperczyka zajmuje obecnie ostatnią bezpieczną lokatę w lidze. – 15 miejsce w tabeli – i tylko jeden punkt nad strefą spadkową przyprawia w Bielsku-Białej o nerwy. Duże nerwy. Potęgowane są one szczególnie po takich meczach jak ostatnio w Lubinie. Goście prowadzili od 8. minuty po bramce, jakżeby inaczej, Kamila Bilińskiego, ale potem uznali, że można bronić wyniku przez 80 minut i ostatecznie wrócili z niczym. Taki stan rzeczy jest i był nie do zaakceptowania przez kibiców i trudno się im dziwić, skoro „Górale” mogli odbić się od dna i wskoczyć „aż” na 14. miejsce w tabeli.
Zmiana ustawienia kluczem do bramek?
Już przed przerwą reprezentacyjną trener Podbeskidzia eksperymentował z ustawieniem. W meczu z Wartą Poznań „Górale” wyszli zestawieniem z trójką środkowych obrońców i ich gra, delikatnie mówiąc, nie porywała. Nie oddali nawet jednego celnego strzału. Podczas dwutygodniowej przerwy Robert Kasperczyk nie zrezygnował jednak z tego pomysłu. Piłkarze intensywnie trenowali grę w nowym systemie i to przyniosło efekty. Wygrana z Wisłą Kraków 2:0 w ładnym i efektownym – jak na Podbeskidzie – stylu mogła wlać i wlała w serca kibiców optymizm na następne spotkania. Jednak już tydzień później liga brutalnie zweryfikowała ten optymizm. To, co funkcjonowało w meczu z „Białą Gwiazdą”, nie przyniosło punktów w spotkaniu z Zagłębiem Lubin. Dlaczego?
Chimeryczność. Tak jednym słowem można by odpowiedzieć na pytanie, dlaczego raz Podbeskidzie naprawdę fajnie gra, a już tydzień później jest fatalnie. To cechuje zespół z Bielska-Białej praktycznie od początku sezonu. Chimeryczność towarzyszy również indywidualnym piłkarzom. Przykłady można mnożyć, ale w dwóch ostatnich spotkaniach najlepiej pokazuje to Desley Ubbink. Z Wisłą Kraków Holender rozegrał kapitalne spotkanie (najlepsze pod Klimczokiem), był aktywny, popisywał się fantastycznymi podaniami, zdobył bramkę po indywidualnym rajdzie. A już tydzień później na boisku było widać tylko jego cień, bo sam piłkarz był niewidoczny. I tu nasuwa się pytanie: dlaczego? Słabe przygotowanie motoryczne, słaba mentalność albo po prostu przeciętne, bardzo przeciętne umiejętności piłkarskie to jedyne, co przychodzi w takich sytuacjach na myśl.












