Wielu kibiców Podbeskidzia pamięta historyczny awans klubu do ekstraklasy. Fecie na rynku i radości kibiców nie było końca. Teraz, kiedy „Górale” grają w pierwszej lidze, sympatycy drużyny znowu chcieliby ujrzeć swoich zawodników grających w najwyższej klasie rozgrywkowej. Czy jest możliwe jeszcze w tym roku?
Ostatnim rywalem na drodze Podbeskidzia do ekstraklasy była Sandecja Nowy Sącz. Mecz nie rozpoczął się dobrze dla bielszczan, którzy już w 2. minucie sprokurowali rzut karny dla przeciwników. Jednak jak przystało na każdą historię z happy-endem, znalazł się bohater, który uratował swoich kolegów – tym razem był to Richard Zajac, który popisał się świetną obroną. Mimo niewielu sytuacji bramkowych Podbeskidzie wygrało 2:0. Robert Kasperczyk osiągnął to, co do tej pory nie udało się nikomu w Bielsku-Białej – po dziewięciu sezonach gry na zapleczu ekstraklasy kibice mogli fetować największy sukces w historii klubu. Tak zakończył się pamiętny sezon 2010/2011.
Powrót do przeszłości
Po kilku latach gry w ekstraklasie Podbeskidzie ponownie znalazło się w pierwszej lidze. Spadek był o tyle bolesny, że bielski klub szykował się już do gry w grupie mistrzowskiej. Po zamieszaniu okazało się jednak, że „Górale” znaleźli się w drugiej ósemce i po słabej końcówce sezonu opuścili ten poziom rozgrywek. Nowy trener i zawodnicy, określali drużynę jako jednego z kandydatów do ponownego awansu. Pojawiały się nawet głosy, mówiące o możliwości osiągnięcia takiego wyniku w ciągu jednego roku. Jednak zamiast okupowania czołówki pierwszej ligi, Podbeskidzie plasuje się w połowie tabeli, tracąc do prowadzącej Chojnicznki 11 punktów.
Przeszłość kontra teraźniejszość
W sezonie 2010/2011 Podbeskidzie od 4. kolejki ani razu nie wypadło ze strefy premiowanej awansem. Wtedy to inne drużyny musiały gonić „Górali”. Teraz sytuacja jest zgoła odmienna – bielscy zawodnicy muszą zacząć regularnie punktować i liczyć na potknięcia innych drużyn. Co więcej, może okazać się, że zamiast walczyć o awans, że Podbeskidzie będzie musiało skupić się na utrzymaniu, ponieważ klub ma tylko sześć punktów przewagi nad strefą spadkową. Niezależnie od tego, o co będą w Bielsku-Białej walczyć, drużyna musi zacząć regularnie punktować u siebie. Pod tym względem Podbeskidzie było w tej rundzie najgorszym klubem. Z dziesięciu meczów pod Klimczokiem „Górale” wygrali tylko jeden, zremisowali cztery razy i aż pięciokrotnie schodzili z boiska pokonani. Takie wyniki na pewno nie zadowoliły kibiców, którzy mają prawo być rozczarowani rezultatami swoich zawodników.
Problemy obecnej drużyny
W Podbeskidziu brakuje przede wszystkim piłkarza, który wyraźnie odstaje poziomem. Poza tym „Górale” rozgrywają większość meczów tym samym składem. Ławka rezerwowych bielskiej drużyny nie jest zbyt długa i mocna. Zmiany zawodników można właściwie przewidzieć już przed meczem. Klub potrzebuje także lidera, który byłby w stanie wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Przez długi czas taką funkcję pełnił Marek Sokołowski, ale ostatnio kapitanowi drużyny idzie to coraz gorzej. Dodatkowo bielszczanin zerwał więzadło krzyżowe w lewym kolanie, co wykluczy go z rozgrywek na parę miesięcy, dlatego inny zawodnik będzie musiał przejąć funkcję kapitana. Czy jest jednak taki piłkarz, który będzie w stanie sprostać tak trudnemu zadaniu i stanie się liderem Podbeskidzia?











