Pocztówka z San Marino


Ciężko napisać coś więcej o drużynie, która zajmuje dość marginalną rolę w europejskiej piłce nożnej. Marginalną, ale jednak zauważalną, bowiem kto nie słyszał o reprezentacji San Marino w piłce nożnej? Polacy znają ją na wylot i 1 kwietnia zagrają z nią po raz szósty.


Udostępnij na Udostępnij na

W Prima Aprilis powinno obyć się bez niespodzianek, jak zawsze zresztą w meczach z jedną z najgorszych reprezentacji w historii futbolu. Nikt bowiem nie wyobraża sobie, aby grupa kelnerów, kucharzy czy nauczycieli wychowania fizycznego mogła wyciąć jakiś numer naszym atletom i strzelić im bramkę albo, nie daj Boże, odebrać jakiś punkt.

Jak już zostało wspomniane, dotychczas Polska z San Marino grała pięciokrotnie i trzeba przyznać, że te potyczki nigdy nie należały do najprzyjemniejszych. Może poza spotkaniem z 2003 roku, kiedy to wygraliśmy 5:0. Mimo że działo się to ledwie sześć lat temu, nikt już raczej nie kojarzy nazwisk Szymkowiaka, Kosowskiego, Kuźby czy Karwana w kontekście reprezentacji Polski.
Co innego Jana Furtoka, przed laty całkiem dobrego napastnika, który niechlubną sławę zyskał sobie strzeleniem bramki ręką właśnie w meczu z San Marino, który miał miejsce dokładnie 28 kwietnia 1993 roku w Łodzi. Większość ludzi zapomina jednak, że Furtok to prawdziwy asceta, który kompromitując sam siebie uratował przy tym honor polskiej piłki. Gdyby wtedy nie trafił do siatki, mecz całkiem możliwie mógłby się zakończyć bezbramkowym remisem, a to byłoby wydarzenie, o którym w piłkarskiej Europie pamiętano by przez długie lata. Tak przecież jest w przypadku reprezentacji Turcji, która oczywiście bezbramkowo zremisowała z reprezentacją San Marino w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata 1994 w Stanach Zjednoczonych.

Annus Magnus

Bardziej jednak w pamięci wszystkich zapadło wielkopomne i oczywiście jedyne zwycięstwo w historii nad innym piłkarskim „kopciuszkiem” – drużyną Liechtensteinu w kwietniu 2004 roku. Jeden wygrany mecz na ponad 70 prób, to jakiś 1,4% efektywności. Jednak patrząc na tę reprezentację matematykę trzeba zdecydowanie odłożyć na bok.
Warto raczej wspomnieć o tym, kto to zwycięstwo zapewnił, strzelając bramkę już w piątej minucie gry. Jest to Andy Selva, jedyny zawodowiec w kadrze, do tego najlepszy strzelec w historii, który dla swojej reprezentacji strzelił… osiem goli. Na miejscu drugim plasują się ex aequo inni zawodnicy, nazwisk nie pomnę, którzy zdołali jeden jedyny raz trafić do siatki w oficjalnym meczu kadry. Zbyt wielu takich ludzi nie ma…

Selva gra obecnie w modeńskim Sassuolo we włoskiej Serie B i nigdy nie ukrywał zachwytu po tym jednorazowym wybryku natury, jak można pokusić się o nazwanie tego zwycięstwa:
– Jestem zachwycony ze strzelenia zwycięskiej bramki – mówił po meczu. – To historyczny gol i dla całego San Marino i dla mnie.

I trzeba przyznać, że momentami naprawdę widać poprawę w grze drużyny. Jest to z pewnością efekt pracy selekcjonera, Włocha Giampaolo Mazzy, który na swoim stanowisku zasiada najdłużej ze wszystkich trenerów drużyn narodowych w Europie, bowiem od roku 1998. Z wykształcenia nauczyciel wychowania fizycznego.

Jednak to nie Selva uchodzi, za najlepszego zawodnika w historii kraju. To jakże zaszczytne wyróżnienie przypisuje się bardziej grającemu w latach 80. w Juventusie Turyn Massimo Boniniemu, który grając na prawej pomocy zdobył Puchar Mistrzów, Superpuchar Europy i Puchar Zdobywców Pucharów.

Dreszczowców nie chcemy

Wracając jednak do potyczek „Biało-czerwonych” z „Biało-niebieskimi” nie sposób nie wspomnieć o meczu jakże niedawnym, bo tym z września ubiegłego roku, kiedy w eliminacjach do Mundialu w RPA pokonaliśmy San Marino po niebywałych mękach 2:0. A mogło skończyć się wręcz tragicznie, gdyby na początku Łukasz Fabiański nie obronił strzału Selvy z rzutu karnego. Grając na strasznym kartoflisku Polakom udało się wywieźć trzy punkty między innymi za sprawą Roberta Lewandowskiego, który wtedy dopiero wprowadzał się do kadry.

Przypominając te wydarzenia nie mam zamiaru znowu wywoływać wilka z lasu i czekać, aż po raz kolejny otrzemy się o cud i pokonamy obecnie 200. drużynę w rankingu FIFA. Chciałbym raczej zwrócić uwagę na piękno futbolu, całej piłki nożnej, gdzie może ona kiełkować nawet na takiej piłkarskiej Saharze, jak właśnie San Marino.

Ciężko znaleźć specjalny powód, aby wybrać się do tej enklawy. Zabytki bowiem są takie, jakie moglibyśmy znaleźć chociażby na krakowskim czy warszawskim podwórku. Nie ulega jednak wątpliwości, że to niespełna 30-tysięczne miasteczko-państwo ma swój niesamowity urok. I to niekoniecznie dlatego, że znajduje się na terytorium Włoch.

Komentarze
Bartosz Ratajczyk (gość) - 15 lat temu

Nie zapominajmy, że San Marino to rekordziści pod
względem najszybciej strzelonej bramki w eliminacjach
MŚ: 17.11.2003 w meczu z Anglią Davide Gualtieri
strzelił gola po 8.3 sekundy
(http://www.youtube.com/watch?v=SGdQvqbIexk)

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze