Stojąc w kolejce przed Camp Nou czułem, że oto spełnia się jedno z moich największych marzeń. Już za nieco ponad godzinę miał rozpocząć się mecz gospodarzy – FC Barcelony z Sevillą. Pojedynek na szczycie Primera Division.

Barceloński sen rozpoczął się jednak wcześniej. Dzień przed meczem wybraliśmy się na trening drużyny „Pepe” Guardioli. Ośrodek treningowy ulokowany na obrzeżach miasta, wybudowany kosztem 70 milionów euro, robi niesamowite wrażenie. Niestety nie wiedzieliśmy, że dojazd do niego zajmuje około półtorej godziny, przez co przegapiliśmy większą część treningu. Jednak głównym celem podróży było spotkanie z zawodnikami „Blaugrany”.
FC Barcelona – Sevilla FC – czyli pokaz futbolu na Camp Nou

Valdes – Alves, Pique, Marquez, Abidal – Toure, Keita, Iniesta, Xavi, Henry – Eto’o – tych jedenastu piłkarzy miało sprawić, aby zgromadzeni kibice byli świadkami kolejnego widowiska na Camp Nou. I tak też się stało. Przed meczem cały stadion odśpiewał hymn Dumy Katalonii, gromkimi brawami zagrzewając zawodników do walki. Barcelona zaczęła wyśmienicie – druga minuta i wspaniała bramka Iniesty. Po kwadransie gry na 2:0 podwyższył Eto’o. Zawodnicy Guardioli grali niesamowicie – szybko, dokładnie, finezyjnie. Kibice zapewnili wspaniałą atmosferę na trybunach, a piłkarze zadbali o najwyższy poziom sportowy. Trzecia drużyna Primera Division nie miała na boisku zupełnie nic do powiedzenia. Do przerwy wynik 2:0 dla gospodarzy. Był to najniższy wymiar kary dla gości z Sevilli. Barca niepodzielnie dominowała na placu gry. Po przerwie swoje bramki dołożyli Xavi i Henry i wynik na świetlnej tablicy pokazywał już 4:0. Święto na Camp Nou trwało. Owacją na stojąco fani nagrodzili schodzących z boiska Xaviego i Iniestę, który rozegrał wspaniały mecz. Otwierająca bramka i trzy asysty – geniusz.
Wrócić tam jak najszybciej

Niemal osiemdziesiąt tysięcy ludzi w spokoju opuszczało Camp Nou. Niesamowity wieczór, niesamowity Iniesta, niesamowita Barca. Z mieszanymi uczuciami wychodziłem ze stadionu. Zachwycony widowiskiem, jakiego byłem świadkiem, lecz zmartwiony tym, iż ten piękny sen właśnie się skończył. Już myślę o kolejnej wyprawie do Barcelony i, co najważniejsze, o kolejnym meczu Dumy Katalonii. Oby jak najszybciej.











