Gdybyśmy dziś, po dwunastu kolejkach, mieli wskazać najbardziej nieprzewidywalną drużynę sezonu, bez wątpienia byłaby to Stal Mielec. Jeśli przegrywają – to wysoko. Jeśli wygrywają – to wysoko. Potrafią dostać czwórkę od Piasta czy Jagiellonii, by następnie pewnie pokonać liderującą Pogoń Szczecin, również strzelając cztery gole. Ta gra w kratkę doprowadziła Stal na szóste miejsce w tabeli, które jest dla niej sporym sukcesem.
Tym bardziej że przed sezonem prawie każdy wymieniał mielczan w gronie kandydatów do spadku. Podobnie jak rok temu, podobnie jak dwa lata temu. A Stal nic sobie z tego nie robi i bez kompleksów weszła z buta w już trzeci sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. „Biało-niebiescy” zdołali już dwa razy oszukać przeznaczenie i wydaje się, że tym razem także to zrobią, choć mamy dopiero październik. Mecz z Pogonią utwierdza nas w tym przekonaniu.
Stal Mielec 4:2 Pogoń Szczecin
Bardzo przyjemne jest to, że z losowej łapanki zawodników można zrobić drużynę, która rozegrała tak znakomite spotkanie przeciwko mocnemu zespołowi. Stal zdecydowanie postawiła na futbol na tak. Oglądając to spotkanie, naprawdę można było się zastanawiać, czy to ta sama drużyna, która wiosną zdobyła zaledwie dziewięć punktów. Drużyna może nie ta sama, bo Stal przeszła letnią rewolucję kadrową, ale ten sam trener i wydaje się, że to on jest kluczem w tej układance.
Wielki podziw dla Adama Majewskiego, że zdołał zbudować taką drużynę z takich piłkarzy, ale wróćmy już do spotkania. Pogoń Szczecin bardzo szybko otworzyła wynik. Już w 5. minucie bramkę na 1:0 strzelił Kamil Grosicki, który przed tym trafieniem miał jeszcze jedną okazję, by sprawdzić Bartosza Mrozka. Po początku spotkania mogło się więc wydawać, że Pogoń zamknie mecz jeszcze w pierwszej połowie i pójdzie w ślady Jagiellonii czy Piasta. Nic bardziej mylnego.










