Vladislavs Gutkovskis po trzynastu kolejnych ligowych spotkaniach bez zdobytej bramki wreszcie się przebudził. I to w jakim stylu! Cztery gole strzelone Wiśle Płock to wynik znakomity, który z pewnością zapisze się w historii całej ligi. Zwłaszcza gdy wspomnimy, że wszystkie te trafienia padły w pierwszej połowie spotkania. Łotysz do tej pory rozgrywał bardzo przeciętny sezon, brakowało mu zwłaszcza liczb. Ku uciesze kibiców z Częstochowy ostatnim meczem dość mocno poprawił swój strzelecki dorobek.
Wyłączając to spotkanie, Gutkovskis mógł „pochwalić się” zaledwie jedną zdobytą bramką w czternastu spotkaniach ligowych. Warto także dodać, że było to trafienie, które zainaugurowało aktualny sezon PKO Ekstraklasy. Łatwo więc domyślić się, że było to dość dawno, a konkretniej w połowie lipca. Ponad trzy miesiące bez gola dla regularnie grającego napastnika to wynik fatalny. Czy można było więc uznać Łotysza za jednego z gorszych atakujących w lidze?
Rola napastników w układance Marka Papszuna
Nie do końca. Pozycja, a dokładniej rola napastnika w Rakowie Częstochowa nie ogranicza się jedynie do zdobywania bramek. Ba, patrząc na ostatnie sezony i dorobki strzeleckie poszczególnych napastników, można uznać, że zdobywanie goli w Rakowie należy do „zadań pobocznych” atakującego. Wynika to przede wszystkim z taktyki Marka Papszuna. Napastnik w drużynie „Medalików” jest jednocześnie jej pierwszym obrońcą. To on ma narzucać pressing na obronę rywali i wykonywać masę czarnej roboty z przodu.
W taktyce Marka Papszuna nie znaleźlibyśmy miejsca dla takiego napastnika jak chociażby Krzysztof Piątek. Skuteczna „dziewiątka”, której praktycznie jedynym zadaniem jest zdobywanie bramek, nie pasowałaby 48-latkowi w jego koncepcji drużyny. W Rakowie napastnik ma dużo więcej zadań niż tylko strzelanie goli. Dotyczy to zwłaszcza gry w obronie. Marek Papszun stawia więc na zawodników silnych, wybieganych, wysokich. Wystarczy spojrzeć na wzrost aktualnych napastników drużyny w Częstochowy:
- Vladislavs Gutkovskis − 187 cm











