Wisła Płock po serii słabych spotkań wreszcie się przełamuje. „Nafciarze” na zwycięstwo musieli czekać ponad miesiąc. Ostatni raz trzy punkty zainkasowali 20 sierpnia przeciwko Koronie Kielce. Od tamtego momentu (wyłączając Puchar Polski) Wisła rozegrała cztery spotkania i aż trzykrotnie schodziła z boiska z zerowym dorobkiem punktowym. Tylko raz udało jej się zremisować z Górnikiem Zabrze (1:1). Teraz, po przerwie reprezentacyjnej, w meczu z Piastem mogliśmy zauważyć powrót Wisły z początku sezonu. Czy ta tendencja utrzyma się dłużej?
Wisła w sezon weszła znakomicie, najlepiej w historii. Szesnaście punktów po sześciu pierwszych kolejkach mogło robić wrażenie. Potem jednak coś się zacięło. Najpierw porażka z Widzewem, w meczu z którym „Nafciarze” nie wyglądali źle, i remis z Górnikiem (dość szczęśliwy). W tamtej chwili widać było lekki spadek formy podopiecznych trenera Stano, ale nastroje specjalnie się nie pogorszyły. Wisła wciąż miała lidera.
Przyszedł czas na dwa fatalne spotkania przeciwko najpierw Radomiakowi Radom (0:2), a potem Zagłębiu Lubin (1:2). Poczynania zawodników w niebiesko-biało-niebieskich barwach nie przypominały niczym ich gry sprzed zaledwie kilku tygodni. W obu meczach oglądaliśmy Wisłę słabą, bez pomysłu na grę, rażącą swoimi poczynaniami w defensywie. Przerwa reprezentacyjna przyszła w idealnym momencie i pozwoliła piłkarzom z Płocka na lekki reset. W meczu z Piastem mogliśmy zobaczyć drużynę, która bardziej przypominała Wisłę z początku sezonu niż z ostatnich spotkań.
Wisła Płock 1:0 Piast Gliwice
Przypominała pod wieloma względami, ale nie pod względem skuteczności. Płocczanie powinni zamknąć to spotkanie zdecydowanie wcześniej, ale po kolei. Już od początku meczu było widać, która drużyna stawia warunki gry. Piast oddał piłkę Wiśle i liczył… sam nie wiem na co. Gliwiczanie starali się wychodzić wyżej i przypresować, ale „Nafciarze” świetnie radzili sobie z rozegraniem piłki od tyłu i po którejś z kolei próbie odbioru Piast odpuścił. Podopieczni trenera Pavola Stano całkowicie przejęli środek pola i goście musieli szukać swoich okazji w bocznych strefach boiska.
Niewiele z tego jednak wynikało, bo boczni obrońcy Piasta praktycznie w ogóle nie pomagali swoimi skrzydłowym, grali zdecydowanie za nisko. Holubek próbował kilka razy dośrodkować, ale niewiele z tego wynikało. Wisła Płock najgroźniejsze sytuacje miała po odbiorach w środku pola i kontrze lub po szybkim rozegraniu piłki. Kilka razy próbowała zagrać długie podanie, ale praktycznie za każdym razem oddawała wówczas za darmo piłkę rywalowi.











