Sergio Ramos. Piłkarz, obrońca, urodzony przywódca, wojownik, bestia. Opisywać można go godzinami, używając zarówno pozytywnych, jak i negatywnych słów. Swoją osobą wzbudza wiele kontrowersji. Albo się go kocha, albo nienawidzi. Nieważne, jak bardzo się go lubi lub nie, jednego nie można mu odebrać, jego nazwisko na zawsze wpisało się do historii hiszpańskiego, ale przede wszystkim światowego futbolu. Czy pamiętacie, jak zaczynał?
Zanim jednak przejdziemy do początków jego kariery, zatrzymajmy się na tym, co jest dzisiaj. Sergio Ramos wdrapał się na sam szczyt, dostał się na piłkarski Olimp. I tego nikt mu nie zabierze. Zdobył chyba wszystko, co było do wygrania. Mistrz świata z 2010 roku, dwukrotny mistrz Europy (z 2008 i 2012 roku), a do tego pięciokrotny mistrz Hiszpanii z Realem Madryt, dwukrotny zdobywca CdR, czterokrotny zwycięzca Superpucharu Hiszpanii, a ponadto cztery razy sięgał po Ligę Mistrzów, tyle samo po klubowe mistrzostwo swiata i trzy razy po Superpuchar UEFA. Jak widać, lista osiągnięć jest długa i szeroka.
Za obecnym kapitanem „Królewskich” nie przemawiają tylko puchary, robią to również czyny na boisku. Fakt, czasami głupie, a nawet idiotyczne, ale zdecydowanie więcej jest tych dobrych dla jego zespołu. Jego niektóre, nazwijmy to wyskoki miały miejsce już dawno temu. Wraz z wiekiem Sergio Ramos dojrzał, nie popełnia młodzieńczych grzechów, ale momentami wciąż może irytować swoją postawą, pewnymi gestami piłkarzy czy kibiców przeciwnej drużyny (czasami też swojej).
Krótki opis
Część z Was uważa stopera Realu Madryt za brutala i jeśli spojrzymy w statystyki otrzymanych kartek przez piłkarzy w całej historii La Liga, to można się z tym po części zgodzić. Tylko po części, bo kilkukrotnie Sergio Ramos dostawał od sędziego żółty czy czerwony kartonik, dlatego że taktycznie zatrzymywał przeciwnika, nie pozwalając mu na rozwinięcie groźnie zapowiadającej się akcji. Koniec końców ma już na swoim koncie aż 171 żółtych i 21 czerwonych kartek. W obu tych zestawieniach jest niekwestionowanym liderem. Gra na granicy faulu, jest bezkompromisowy.
Przez lata gry o najwyższe cele lider „Królewskich” nabrał ogromnego doświadczenia, które pomaga mu w grze. Jest sprytnym, żeby nie powiedzieć cwanym zawodnikiem. Bezlitośnie wykorzystuje błędy rywali, nawet te najmniejsze. Przykładem jest ostatnie El Clasico, gdzie poczuł szarpnięcie Lengleta i przewrócił się, dzięki czemu jego drużyna otrzymała rzut karny. A jeśli już mowa o jego obecności w polu karnym przeciwników, to jak na obrońcę jest niezwykle skuteczny, zwłaszcza przy stałych fragmentach gry.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że przyciąga on piłkę jak magnes. W dorosłym futbolu (nie licząc rezerw Sevilli) zdobył już 127 goli. To jeden z najlepszych wyników uzyskanych przez obrońców w historii (jeśli mowa o piłce nożnej na najwyższym poziomie). Ponadto jest szybki – jak na stopera – zwrotny, silny fizycznie i ma zdolność do antycypowania ruchów rywali.
Podsumowując, jest liderem, prawdziwym szefem, który ma ogromny wpływ na cały zespół, a szczególnie na formację obronną. Bez niego na boisku jego koledzy z obrony wyglądają jak juniorzy z akademii. Ostatnimi czasy, gdy go brakuje, Real nie potrafi wygrać meczu, a to dużo mówi o tym, jak ważnym jest on piłkarzem. Oczywiście ma wiele wad, bo gdy już pojawia się na placu gry, to zmienia się w nieprzyjemnego, nieco aroganckiego i lubiącego podyskutować gościa. Nie zawsze gra fair.











