I liga, jako ta dużo mniej medialna od najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, ma mniejszy (jeśli nie powiedzieć, że malutki) zasięg dla kibiców. Informacje o gwiazdach docierają tylko do wąskiego, zainteresowanego nią grona widzów i fanów zaplecza T-Mobile Ekstraklasy. W poniższym zestawieniu zaprezentujemy Wam największe zaskoczenia pierwszej połowy sezonu 2014/2015!
Za nami już 19 z 34 kolejek I ligi. Zaplecze T-Mobile Ekstraklasy prezentuje się niezwykle ciekawie! Między piętnastym a szóstym miejscem jest tylko sześć punktów różnicy, co zapowiada piekielnie zaciętą walkę o utrzymanie takiego wyniku do końca tego sezonu. Na szczycie tabeli z trzypunktową przewagą nad kolejną Wisłą Płock i Zagłębiem Lubin znajduje się Termalica Bruk-Bet Nieciecza. Zespół z 750-osobowej wsi po kolejnych nieudanych próbach awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej wreszcie na poważnie powalczy o osiągnięcie góry lodowej. Do tego potrzeba przebudowywanego stadionu i świetnych zawodników. Podstawą jest oczywiście bramkarz. 32-letni Sebastian Nowak wyrasta na lidera zespołu. Trudno powiedzieć, jak długo będzie reprezentował barwy „Słoników”, jednak wiele wskazuje na to, że powróci do najlepszej ligi w Polsce. Do tej pory wystąpił we wszystkich dziewiętnastu spotkaniach, puszczając mniej niż gola na mecz. Zaliczył również siedem czystych kont, w pojedynkę ratując punkty ekipie z powiatu tarnowskiego.
Warszawska pomyłka?
Trudno również nie wspomnieć o byłym zawodniku rezerw Legii Warszawa, który także miał okazję trenować z pierwszą drużyną. Alan Fialho, bo o nim mowa, po zakończeniu wypożyczenia do stolicy Polski wrócił do Fluminense. Pierwszoligowiec z Pomorza nie zamierzał długo czekać i pamiętając o dobrych notach mającego polskie korzenie Brazylijczyka, sięgnął po niego, podpisując roczny kontrakt. W Trójmieście z pewnością już się głowią, czy uda im się zatrzymać młodego Latynosa. Kibice „Żółto-niebieskich” w jednym z plebiscytów wybrali go na piłkarza rundy, dziennikarze „wrzucali” go do jedenastek kolejnych kolejek.
Wszystko zaczęło się dużo gorzej. W jednym z przedsezonowych sparingów przymierzany do młodzieżowej reprezentacji Polski stoper złamał nogę rywalowi. Grę na poważnie rozpoczął od dziesiątej kolejki, a boisko przed końcem meczu opuścił tylko raz. W meczu z Olimpią Grudziądz obejrzał czerwony kartonik (wcześniej strzelił gola). – Gdy przychodziłem do Arki, drużyna była już praktycznie zbudowana. Do Gdyni trafiłem tydzień przed początkiem rozgrywek. Po tym faulu ciągnęła się za mną łatka brutala. Dobrze pamiętam całe zajście. Ale nie chcę już o tym więcej mówić. Faktem jest, że po tej sytuacji nie dostawałem szansy gry. Ciężko pracowałem na treningach. A zaraz po nich szedłem na siłownię. Nie przestawałem ćwiczyć. Czekałem, aż mi trener zaufa. Wiedziałem, że mój czas w końcu nadejdzie – powiedział na łamach oficjalnego serwisu klubu.
Jego czas wreszcie nadszedł. Pytanie: jak szybko ucieknie z zaplecza na sam szczyt, bo z pewnością ktoś go na niego w końcu zabierze!
Katowicki lis pola karnego
W dzisiejszym zestawieniu latamy z jednego krańca Polski w drugi. Tym razem zatrzymujemy się w Katowicach, gdzie w barwach miejscowej „GieKSy” swoimi popisami czaruje Grzegorz Goncerz. 26-latek pochodzący z Krakowa jest oddany barwom pracodawcy od ośmiu lat (z jedną, roczną przerwą, gdy grał w Chorzowie). Ten rok może uznać za bardzo udany! Trafienia zalicza co 112 minut i tak naprawdę głównie dzięki niemu katowicki zespół jest na szóstym miejscu. „Trójkolorowi” zawdzięczają mu strzelenie ponad połowy bramek (14 z 27) i ciągłą nadzieję na powrót do Ekstraklasy.
Pomocnik GKS-u jest w tym roku podwójnym zwycięzcą, bo nie tylko zdobył zainteresowanie ekstraklasowego imiennika z Bełchatowa, ale również osiągnął duży „sukces” w życiu prywatnym. Chodzi nie tylko o miejsce w jedenastce jesieni według Orange Sport, ale również, a w zasadzie przede wszystkim, o narodziny synka.
Jesteśmy pewni, że w trakcie rundy rewanżowej zawodnikowi z Krakowa dane będzie wykonanie niejednej kołyski dla małego Oskara!
Nie oczekuj gruszek na wierzbie!
Kibice Stomilu Olsztyn przez długi czas przyzwyczajeni byli do tzw. ligowej egzystencji. Na Mazurach nie oczekiwano wielkiej piłki – po awansie do I ligi ekipa cały czas walczyła jedynie o utrzymanie… Walka ta wyglądała dość rozpaczliwie. Wszystko zmieniło się wraz z przyjściem nowego prezesa. Od 30 czerwca 2014 roku tę funkcję objął Robert Kiłdanowicz. Jego pierwszą decyzją była zmiana trenera. Wakat objął Mirosław Jabłoński, były szkoleniowiec między innymi Legii Warszawa.
Dla olsztynian była to znakomita decyzja. Przed pierwszymi meczami szkoleniowiec mówił, że „praca w Stomilu nie będzie łatwa”. – Oglądałem mecze. Czeka nas ostra walka – powiedział 64-latek. I rzeczywiście tak było – pierwsze mecze zapowiadały powtórkę z historii. Dwa remisy nie napawały optymizmem, jednak w kolejnych meczach było już coraz lepiej. „Duma Warmii” mimo aż dziewięciu remisów utrzymuje się w czołówce tabeli, a zespół wreszcie gra dość fajny, ofensywny futbol.
O awans w tym sezonie będzie bardzo trudno. Jeśli jednak praca szkoleniowca nie pójdzie na marne, a sam trener zostanie na kolejny rok, to drużyna może powalczyć o grę na najwyższym szczeblu. Na wielki futbol w Olsztynie trzeba będzie poczekać najmniej kilkanaście miesięcy, jednak jeśli tylko „Biało-niebiescy” utrzymają formę, to z pewnością urozmaicą nam pierwszoligowe zmagania.
Łakomy kąsek transferowy
Do schrupania została nam dziś jeszcze jedna postać. Łukasz Grzeszczyk z Sandecji Nowy Sącz zmieni klub prawdopodobnie bardzo szybko. 27-letni pomocnik, były zawodnik GKS-u Bełchatów, zanotował w tej rundzie aż 10 asyst i cztery trafienia, przestrzelił też jednego karnego. W klasyfikacji kluczowych podań nie ma sobie równych, więc nic dziwnego, że pytają o niego coraz lepsze kluby. Ostatnio na celownik wzięła go Arka Gdynia.
Trener z Nowego Sącza nie chce się pozbywać skutecznego zawodnika, ale coraz większą presję na zarząd nakładają kibice. O co się rozchodzi? Tym razem nie chodzi o pieniądze, ale nierozważną „cieszynkę” 27-latka. Zawodnik strzelił gola Termalice Bruk-Bet Nieciecza i w geście radości pokazał kibicom „eLkę”, symbol Legii Warszawa. Kto zna realia kibicowskie, ten dobrze wie, że ekipa z małopolskiego wspiera raczej „czarną” stronę stolicy, czyli Polonię Warszawa.
Dlaczego sam zawodnik jest łakomym kąskiem? Trudno nie polować na zawodnika, któremu wraz z końcem grudnia wygasa kontrakt. Jeszcze trudniej utrzymać zawodnika, który mimo tego, że jest gwiazdą zespołu, non-stop słyszy pod swoim adresem masę wyzwisk, nawet po zaliczeniu dwóch asyst i strzeleniu gola. Gdzie zagra Grzeszczyk w rewanżowej rundzie I ligi? Okaże się z pewnością w najbliższych dniach.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
I liga, jako ta dużo mniej medialna od najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, ma mniejszy (jeśli nie powiedzieć, że malutki) zasięg dla kibiców. Informacje o gwiazdach docierają tylko do wąskiego, zainteresowanego nią grona widzów i fanów zaplecza T-Mobile Ekstraklasy. W poniższym zestawieniu zaprezentujemy Wam największe zaskoczenia pierwszej połowy sezonu 2014/2015!
Za nami już 19 z 34 kolejek I ligi. Zaplecze T-Mobile Ekstraklasy prezentuje się niezwykle ciekawie! Między piętnastym a szóstym miejscem jest tylko sześć punktów różnicy, co zapowiada piekielnie zaciętą walkę o utrzymanie takiego wyniku do końca tego sezonu. Na szczycie tabeli z trzypunktową przewagą nad kolejną Wisłą Płock i Zagłębiem Lubin znajduje się Termalica Bruk-Bet Nieciecza. Zespół z 750-osobowej wsi po kolejnych nieudanych próbach awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej wreszcie na poważnie powalczy o osiągnięcie góry lodowej. Do tego potrzeba przebudowywanego stadionu i świetnych zawodników. Podstawą jest oczywiście bramkarz. 32-letni Sebastian Nowak wyrasta na lidera zespołu. Trudno powiedzieć, jak długo będzie reprezentował barwy „Słoników”, jednak wiele wskazuje na to, że powróci do najlepszej ligi w Polsce. Do tej pory wystąpił we wszystkich dziewiętnastu spotkaniach, puszczając mniej niż gola na mecz. Zaliczył również siedem czystych kont, w pojedynkę ratując punkty ekipie z powiatu tarnowskiego.
Warszawska pomyłka?
Trudno również nie wspomnieć o byłym zawodniku rezerw Legii Warszawa, który także miał okazję trenować z pierwszą drużyną. Alan Fialho, bo o nim mowa, po zakończeniu wypożyczenia do stolicy Polski wrócił do Fluminense. Pierwszoligowiec z Pomorza nie zamierzał długo czekać i pamiętając o dobrych notach mającego polskie korzenie Brazylijczyka, sięgnął po niego, podpisując roczny kontrakt. W Trójmieście z pewnością już się głowią, czy uda im się zatrzymać młodego Latynosa. Kibice „Żółto-niebieskich” w jednym z plebiscytów wybrali go na piłkarza rundy, dziennikarze „wrzucali” go do jedenastek kolejnych kolejek.
Wszystko zaczęło się dużo gorzej. W jednym z przedsezonowych sparingów przymierzany do młodzieżowej reprezentacji Polski stoper złamał nogę rywalowi. Grę na poważnie rozpoczął od dziesiątej kolejki, a boisko przed końcem meczu opuścił tylko raz. W meczu z Olimpią Grudziądz obejrzał czerwony kartonik (wcześniej strzelił gola). – Gdy przychodziłem do Arki, drużyna była już praktycznie zbudowana. Do Gdyni trafiłem tydzień przed początkiem rozgrywek. Po tym faulu ciągnęła się za mną łatka brutala. Dobrze pamiętam całe zajście. Ale nie chcę już o tym więcej mówić. Faktem jest, że po tej sytuacji nie dostawałem szansy gry. Ciężko pracowałem na treningach. A zaraz po nich szedłem na siłownię. Nie przestawałem ćwiczyć. Czekałem, aż mi trener zaufa. Wiedziałem, że mój czas w końcu nadejdzie – powiedział na łamach oficjalnego serwisu klubu.
Jego czas wreszcie nadszedł. Pytanie: jak szybko ucieknie z zaplecza na sam szczyt, bo z pewnością ktoś go na niego w końcu zabierze!
Katowicki lis pola karnego
W dzisiejszym zestawieniu latamy z jednego krańca Polski w drugi. Tym razem zatrzymujemy się w Katowicach, gdzie w barwach miejscowej „GieKSy” swoimi popisami czaruje Grzegorz Goncerz. 26-latek pochodzący z Krakowa jest oddany barwom pracodawcy od ośmiu lat (z jedną, roczną przerwą, gdy grał w Chorzowie). Ten rok może uznać za bardzo udany! Trafienia zalicza co 112 minut i tak naprawdę głównie dzięki niemu katowicki zespół jest na szóstym miejscu. „Trójkolorowi” zawdzięczają mu strzelenie ponad połowy bramek (14 z 27) i ciągłą nadzieję na powrót do Ekstraklasy.
Pomocnik GKS-u jest w tym roku podwójnym zwycięzcą, bo nie tylko zdobył zainteresowanie ekstraklasowego imiennika z Bełchatowa, ale również osiągnął duży „sukces” w życiu prywatnym. Chodzi nie tylko o miejsce w jedenastce jesieni według Orange Sport, ale również, a w zasadzie przede wszystkim, o narodziny synka.
Jesteśmy pewni, że w trakcie rundy rewanżowej zawodnikowi z Krakowa dane będzie wykonanie niejednej kołyski dla małego Oskara!
Nie oczekuj gruszek na wierzbie!
Kibice Stomilu Olsztyn przez długi czas przyzwyczajeni byli do tzw. ligowej egzystencji. Na Mazurach nie oczekiwano wielkiej piłki – po awansie do I ligi ekipa cały czas walczyła jedynie o utrzymanie… Walka ta wyglądała dość rozpaczliwie. Wszystko zmieniło się wraz z przyjściem nowego prezesa. Od 30 czerwca 2014 roku tę funkcję objął Robert Kiłdanowicz. Jego pierwszą decyzją była zmiana trenera. Wakat objął Mirosław Jabłoński, były szkoleniowiec między innymi Legii Warszawa.
Dla olsztynian była to znakomita decyzja. Przed pierwszymi meczami szkoleniowiec mówił, że „praca w Stomilu nie będzie łatwa”. – Oglądałem mecze. Czeka nas ostra walka – powiedział 64-latek. I rzeczywiście tak było – pierwsze mecze zapowiadały powtórkę z historii. Dwa remisy nie napawały optymizmem, jednak w kolejnych meczach było już coraz lepiej. „Duma Warmii” mimo aż dziewięciu remisów utrzymuje się w czołówce tabeli, a zespół wreszcie gra dość fajny, ofensywny futbol.
O awans w tym sezonie będzie bardzo trudno. Jeśli jednak praca szkoleniowca nie pójdzie na marne, a sam trener zostanie na kolejny rok, to drużyna może powalczyć o grę na najwyższym szczeblu. Na wielki futbol w Olsztynie trzeba będzie poczekać najmniej kilkanaście miesięcy, jednak jeśli tylko „Biało-niebiescy” utrzymają formę, to z pewnością urozmaicą nam pierwszoligowe zmagania.
Łakomy kąsek transferowy
Do schrupania została nam dziś jeszcze jedna postać. Łukasz Grzeszczyk z Sandecji Nowy Sącz zmieni klub prawdopodobnie bardzo szybko. 27-letni pomocnik, były zawodnik GKS-u Bełchatów, zanotował w tej rundzie aż 10 asyst i cztery trafienia, przestrzelił też jednego karnego. W klasyfikacji kluczowych podań nie ma sobie równych, więc nic dziwnego, że pytają o niego coraz lepsze kluby. Ostatnio na celownik wzięła go Arka Gdynia.
Trener z Nowego Sącza nie chce się pozbywać skutecznego zawodnika, ale coraz większą presję na zarząd nakładają kibice. O co się rozchodzi? Tym razem nie chodzi o pieniądze, ale nierozważną „cieszynkę” 27-latka. Zawodnik strzelił gola Termalice Bruk-Bet Nieciecza i w geście radości pokazał kibicom „eLkę”, symbol Legii Warszawa. Kto zna realia kibicowskie, ten dobrze wie, że ekipa z małopolskiego wspiera raczej „czarną” stronę stolicy, czyli Polonię Warszawa.
Dlaczego sam zawodnik jest łakomym kąskiem? Trudno nie polować na zawodnika, któremu wraz z końcem grudnia wygasa kontrakt. Jeszcze trudniej utrzymać zawodnika, który mimo tego, że jest gwiazdą zespołu, non-stop słyszy pod swoim adresem masę wyzwisk, nawet po zaliczeniu dwóch asyst i strzeleniu gola. Gdzie zagra Grzeszczyk w rewanżowej rundzie I ligi? Okaże się z pewnością w najbliższych dniach.