Po zremisowanym na wyjeździe 3:3 meczu z Węgrami przyszedł czas na następną kolejkę eliminacji. Tym razem w Warszawie, na stadionie Legii, „Biało-czerwoni” podejmowali Andorę. To także drugi raz, gdy Paulo Sousa poprowadził naszą reprezentację. Andora wydawała się mniej wymagającym przeciwnikiem i Polska nie powinna mieć problemów z jej pokonaniem. Tak się też stało. Niedzielny mecz to dzień pierwszego zwycięstwa Portugalczyka jako selekcjonera kadry. Nie musiał długo na to czekać w porównaniu ze swoimi poprzednikami. Dobry występ i okazałe zwycięstwo z Andorą było potrzebne, gdy w perspektywie jawi się starcie z Anglikami na Wembley. Wygrana podniosła morale po niedawnym remisie z Węgrami i lekkim niesmaku oraz niedosycie, jaki po nim pozostał.
Na konferencji prasowej selekcjoner Sousa zdradził, że w wyjściowym składzie zobaczymy Szczęsnego oraz Lewandowskiego. Pozostałe personalia owiane były tajemnicą.
Debiutant i napastnicy
Kolejny mecz, kolejny debiut młodego obrońcy. Po Michale Heliku przeciwko Andorze swój premierowy występ z orzełkiem na piersi zaliczył Kamil Piątkowski. To zaskoczenie, jednak nie takie duże, ponieważ wiele się o tym mówiło, a Andora okazała się najlepszym rywalem, aby słowa wcielić w życie. Gracz Rakowa zapisał się też na kartach historii swojego klubu, ponieważ jest drugim Polakiem (po Pawle Skrzypku), który grając w drużynie spod Jasnej Góry, zaliczył występ w reprezentacji.
Selekcjoner od pierwszej minuty postawił na solidną siłę rażenia w ataku. Wyszliśmy z Lewandowskim, Milikiem i Piątkiem z przodu. W drugiej części gry z Węgrami to ustawienie dobrze funkcjonowało. Także i dziś miało tak być. Selekcjoner wiedział, że im szybciej zapewnimy sobie korzystny rezultat, tym wcześniej będzie mógł dać odpocząć niektórym zawodnikom, a innym szansę do gry.
Ciężka przeprawa
Od początku meczu „Biało-czerwoni” chcieli dominować. Niestety, nie było to wcale takie łatwe, ponieważ przeciwnicy stali bardzo gęsto i ciasno w obronie. Trudno było znaleźć jakąkolwiek lukę, aby posłać tam piłkę i przedrzeć się pod bramkę. Polska przegrywała futbolówkę z jednej na drugą stronę, ale Andora dobrze się przesuwała i utrzymywała szczelne ustawienie. Piłkarze z Andory chcieli wślizgami i zaczepkami wybić Polaków z rytmu. Po ich nastawieniu mogło się wydawać, że nie skończą tego meczu w pełnym składzie.










