Rubin Kazań wygrał po dogrywce z Levante 2:0 i to on awansował do ćwierćfinału Ligi Europy. Żadna drużyna nie zachwyciła. Mecz praktycznie przez cały czas toczył się w ślamazarnym tempie.
W pierwszym starciu w Walencji był bezbramkowy remis. Lepsze wrażenie sprawiło Levante, która miało większą liczbę dogodnych sytuacji, z główką Ballesterosa na czele. W rewanżu gościom do awansu wystarczał bramkowy remis. Rubin musiał zaatakować i wygrać spotkanie.
Po pierwszym gwizdku sędziego obie drużyny zaczęły grać spokojnie i bez nadmiernego pressingu. Badały się wzajemnie. Większe zagrożenie stwarzali gospodarze, jednak w żaden sposób nie potrafili tego udokumentować. W 12. minucie pierwszy celny strzał oddali goście, ale był on za lekki, aby sprawić problemy Ryżykowowi. Od tego momentu to Levante przejęło inicjatywę. Rubin uderzał z daleka i niecelnie. Mecz toczył się w strefie środkowej, gdyż żadna drużyna nie potrafiła zmylić defensywy rywala.
Najaktywniejszymi piłkarzami Rubinu w pierwszej odsłonie byli Aleksiej Eremenko Karadeniz i Rondon. Po stronie Levante największe zagrożenie stworzyli Ruben Garcia i Nabil El Zhar. W doliczonym czasie gry dobrą sytuację miał Pablo Orbaiz, ale chyba tylko on wie, dlaczego jej nie wykorzystał. W pierwszej połowie wizualnie przeważał Rubin, jednakże nie umiał stworzyć sobie na tyle dogodnej sytuacji, aby strzelić bramkę. Levante przeważnie ograniczało się do wybijania piłki na tzw. aferę i kontrataków, jednak można było odnieść wrażenie, że to goście kontrolują przebieg spotkania.
Drugą połowę oba zespoły rozpoczęły w tych samych składach. Już dwie minuty po przerwie Salomon Rondon mógł wyjść sam na sam z bramkarzem gości, jednak nie przyjął piłki. W drugiej części spotkania obraz gry się nie zmienił. Rubin próbował ataku pozycyjnego, a Levante kontrowało. Przeważnie gra toczyła się jednak w środku pola. Obie ekipy notowały niedokładne podania i pokaźną liczbę strat. W 65. minucie niespodziewanie zza pola karnego strzelił Nabil El Zhar, ale piłka minęła bramkę gospodarzy.
Od 70. minuty nieznaczną przewagę zyskali gospodarze, którzy zepchnęli rywali pod pole karne. W 77. minucie Barkero popisał się wolejem, jednak futbolówka minęła światło bramki. Rubin liczył na dogrywkę, natomiast hiszpański zespół chciał rozstrzygnąć kwestię awansu w podstawowym czasie gry, o czym mogą świadczyć dwie zmiany w drugiej połowie. W miarę upływu czasu goście stwarzali coraz lepsze i bardziej składne akcje. Tuż przed zakończeniem drugiej połowy główkował Rondon, aczkolwiek Navas popisał się fenomenalną obroną. Regulaminowy czas gry dobiegł końca.
Dogrywka przebiegała podobnie jak regulaminowy czas gry. Pięć minut przed końcem pierwszej części Bibras Natcho przyjął jednak piłkę na 18. metrze i zagrał ją po ziemi w pole karne. Salomon Rondon nie miał problemów z umieszczeniem futbolówki w siatce. Od tej chwili goście musieli przejąć inicjatywę. Niewiele brakowało, aby w 110. minucie doprowadzili do wyrównania po pięknym strzale Ballesterosa z 30. metra. Niewykorzystane sytuacje się mszczą. 120 sekund później Ryżykow jak najdalej wyrzucił piłkę, po czym dobiegł do niej Diadiun, który wszedł zaledwie 11 minut wcześniej. Wyszedł sam na sam z bramkarzem. Navas przy strzale Rosjanina był bez szans. Levante już się nie podniosło.










