Zaledwie 55 minut – tyle czasu na ekstraklasowych boiskach spędził w obecnym sezonie Arkadiusz Piech. Mało, ale w niedzielnym spotkaniu z Podbeskidziem pokazał się z naprawdę dobrej strony, notując piękną asystę do Nikolicia. Renesans formy?
Jedna jaskółka wiosny nie czyni, analogicznie jeden udany występ nie zwiastuje powrotu do optymalnej dyspozycji. Zwłaszcza jeżeli mówimy o 31-minutowym epizodzie w meczu z Podbeskidziem. Trzeba jednak otwarcie powiedzieć, że wejście Piecha, który zastąpił Prijovicia, dało legionistom impuls do ataków. Były napastnik m.in. chorzowskiego Ruchu jest o wiele bardziej mobilny od „polskiego Zlatana”, a właśnie ruchliwości i dynamiki przed bramką rywala potrzebowała Legia.
Piech jest Legii potrzebny. Dlaczego? Bo potrafi zdobywać gole, a takich ludzi w stołecznym klubie możemy policzyć na palcach jednej ręki, używając jedynie kciuka. Nikolić i długo, długo nic. 17 goli w 17 meczach. Absolutna deklasacja reszty stawki. Bramki Węgra to dziś 50%(!) dorobku całej Legii. Strach pomyśleć, co stałoby się z drużyną wicemistrza kraju, gdyby zabrakło Nikolicia. Kto miałby przejąć po nim schedę, kto mógłby zastąpić takiego napastnika? Prijović? Nie czas i miejsce na sarkazm. Owszem, Szwajcar urósł do miana piłkarza ważnego. Spełnia na boisku istotną rolę człowieka, który utrzyma piłkę na połowie rywala, powalczy w powietrzu, zastawi się, wywalczy rzut wolny etc. Czasem nawet uda mu się strzelić bramkę, jak choćby w spotkaniu z FC Midtjylland. Ale Prijović nigdy nie będzie „golleadorem” na miarę Nikolicia. Zapytacie jednak, dlaczego takim kimś miałby być Piech? Już tłumaczę.
Patrząc na grę Arkadiusza Piecha z czasów, gdy reprezentował barwy Ruchu Chorzów czy nie tak odległych, gdy biegał w koszulce GKS-u Bełchatów, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jego styl gry jest niemalże bliźniaczo podobny do tego, jaki prezentuje Nikolić. Niepozorni, niezbyt wysocy, zrywający ze stereotypem silnej, atletycznie zbudowanej klasycznej „9”. Swoim boiskowym zachowaniem – grą na pograniczu spalonego, szybkością, wyczuciem tempa akcji – nawiązują do niemalże antycznych wzorców napastnika. Inzaghi approves. Myślę, że Piecha można by nawet oskarżyć o boiskową inteligencję. Szkoda, że nie idzie ona w parze z zachowaniem poza murawą. Mowa oczywiście o incydencie ze świdnickiego szpitala, podczas którego Piech miał rzekomo zaatakować lekarza, będąc pod wpływem alkoholu. Co prawda, piłkarzowi nic nie udowodniono, ale niesmak pozostał.
Abstrahując jednak od pozaboiskowych wojaży pana Arkadiusza, podtrzymuję tezę, jakoby Piech i Nikolić byli zawodnikami ulepionymi z tej samej gliny. Wystarczy spojrzeć na to, w jaki sposób zdobywają swoje gole, jak wykorzystują swoją inteligencję, niejako ośmieszając obronę rywali.
Oto Piech:
A tutaj mała próbka umiejętności Nikolicia:










