Arka Gdynia pokonała lidera I ligi, Zawiszę Bydgoszcz, 5:2. Bohaterem meczu okazał się Bartosz Flis, który strzelił dwie bramki, a kolejne dwie wypracował. Ciekawostką jest fakt, że aż pięć goli padło między 28. a 37. minutą.
Lider I ligi, Zawisza, liczył na kolejne punkty w meczu z zawodzącą w tym sezonie Arką Gdynia. Początek spotkania ułożył się jednak lepiej dla grającej na własnym stadionie Arki. Akcja Flisa z Radzewiczem zakończyła się doskonałym wykończeniem Flisa i podopieczni trenera Petra Nemeca mogli podnieść ręce w górę w geście triumfu. Podrażnieni piłkarze Zawiszy nie przebierali w środkach, czego efektem były trzy żółte kartki w ciągu 25 minut, jednak to absolutnie nie przeszkadzało gdynianom. Już w 28. minucie wynik brzmiał 2:0. Bohaterem akcji był po raz kolejny Flis, który doskonale odnalazł wychodzącego na pozycję Arifovicia, który tylko dopełnił formalności.

Ostatnie 15 minut było szalenie emocjonujące. Zaledwie 60 sekund po stracie bramki Zawisza zdobył gola kontaktowego. Po podaniu Majkowskiego piłkę do siatki wpakował Błąd. Radość bydgoszczan nie trwała jednak zbyt długo. 120 sekund później po dośrodkowaniu Kowalskiego z rzutu wolnego świetnie główkował Jarzębowski i było już 3:1. Rozkręcona Arka na tym nie poprzestała. Zaledwie trzy minuty później Flis przeistoczył się z asystenta w egzekutora, pakując piłkę do bramki po podaniu Kowalskiego. Po minucie wynik znów uległ zmianie. Tym razem ukąsił Zawisza, a dokładnie Patryk Klofik, który strzałem z 30 metrów nie dał szans Juszczykowi. Niewiarygodna końcówka, w dziewięć minut padło pięć bramek!
Po kanonadzie w pierwszej połowie w drugiej oglądaliśmy popis nieskuteczności. Początkowo brakowało ostatniego podania, potem zawodnikom obu drużyn brakowało precyzji. Jackiewicz minimalnie chybił do pustej bramki, choć trzeba przyznać, że miał mocno utrudnione zadanie, bo strzelał z bardzo ostrego kąta. Chwilę później przed niepilnowaną bramką stanął Klofik, lecz efekt znów był mizerny. Wszystko się rozstrzygnęło w 71. minucie. Tym razem piłka zatrzepotała w siatce po strzale Flisa, którego śmiało można nazwać ojcem zwycięstwa Arki nad liderem I ligi.











