Piast Gliwice rzutem na taśmę zremisował z Bogdanką Łęczna. Gliwiczanie przegrywali już 0:2, jednak w ostatnich minutach zdołali podnieść się z kolan i strzelili dwie bramki, doprowadzając do remisu.
Zarówno Piast Gliwice jak i Bogdanka Łęczna mają uzasadnione aspiracje na awans do ekstraklasy. Dla obu ekip byłby to powrót do elity, gdyż Piast zaledwie dwa lata temu ją opuścił, natomiast Bogdanka jeszcze pod nazwą Górnik przez kilka lat radziła sobie całkiem nieźle w w najwyższej klasie rozgrywkowej w naszym kraju. To spotkanie miało odpowiedzieć na pytanie, która z tych drużyn jest obecnie bliżej osiągnięcia wymarzonego celu.

W pierwszej połowie przewagę posiadał Piast, lecz to łęcznianie byli bliżsi zdobycia gola. Po dwóch akcjach Nildo kibice gości przynajmniej raz powinni podnieść ręce w górę w geście triumfu, lecz Brazylijczyk tego dnia nie grzeszył precyzją.
Pięć minut po wznowieniu gry dłonie kibiców obu drużyn same składały się do oklasków. Radość ogarnęła fanów Bogdanki, bo to ona po fantastycznym strzale Mateusza Pielacha wyszła na prowadzenie, lecz sympatycy gospodarzy również musieli docenić wyczyn obrońcy rywali. Nie minął kwadrans, a mecz wydawał się już rozstrzygnięty. Nildo w końcu pokazał, że nie bez powodu występuje na pozycji napastnika i po podaniu Sołdeckiego umieścił piłkę w siatce. Gliwiczanie byli załamani.
W ostatnich piętnastu minutach piłkarze Piasta zdołali wykrzesać z siebie resztki sił i ruszyli do ataku. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Faulowany w polu karnym Wojciech Kędziora sam wymierzył sprawiedliwość i obie drużyny dzieliła już tylko jedna bramka. Cztery minuty przed końcem spotkania ofensywnie nastawieni gliwiczanie dopięli swego i doprowadzili do wyrównania. Bohaterem Piasta okazał się Pavol Cicman, o którym zupełnie zapomnieli obrońcy Bogdanki.











