Niepomyślnie zakończyło się spotkanie piątej kolejki I ligi dla Warty Poznań. Zawodnicy ze stolicy Wielkopolski przegrali z Piastem Gliwice 1:3. Piłkarze Czesława Jakołcewicza, choć szybko objęli prowadzenie, nie wykorzystali go, ani żadnej ze stworzonych sobie potem okazji, do strzelenia gola.
Spotkanie Warty z faworyzowanym Piastem rozpoczęło się w sposób wymarzony dla poznaniaków. Zaledwie po 120 sekundach gry dośrodkowanie Magdziarza z prawej flanki wykorzystał Gajtkowski, pokonując Szmatułę. Goście z Gliwic jak najszybciej chcieli się odegrać, lecz nie udawało im się przedrzeć przez szyki obronne miejscowych. Ci atakowali zdecydowanie groźniej. Po wybitym przez Klepczyńskiego dośrodkowaniu Sasina dwukrotnie chybił Iwanicki, raz z dystansu, raz głową. Zaraz po tym zagranie Gajtkowskiego do Bereszyńskiego przechwycił Szmatuła.
Przewaga podopiecznych Czesława Jakołcewicza rosła z minuty na minutę. Goście z Gliwic nie za wiele mieli do powiedzenia. Jego defensorzy musieli wnieść sporo wysiłku, by powstrzymać akcje miejscowych. Dopiero w 20. minucie Sobańskiemu strzałem z wolnego zagroził Podgórski. 180 sekund później okazję miała Warta, lecz sędzia przerwał grę po przewinieniu Iwanickiego. W okolicach pół godziny gry dośrodkować próbował Bzdęga, lecz futbolówkę bez większych problemów wybili obrońcy.
W 32. minucie zawodnicy ze stolicy Wielkopolski musieli przełknąć gorzką pigułkę. W polu karnym Kędziora został sfaulowany przez Sasina. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał Podgórski. Pięć minut później ponownie przycisnęli miejscowi. Aktywnością grzeszył Magdziarz, lecz wszystkie jego dośrodkowania padały łupem Szmatuły. Po kilku chwilach bramkarz Piasta popisał się udaną interwencją przy rzucie rożnym. W końcówce pierwszej połowy tempo gry wyraźnie osłabło. Do przerwy utrzymał się remis 1:1.
Druga połowa nieco lepiej zaczęła się dla miejscowych. Po 180 sekundach od wznowienia gry po podaniu Sasina w dobrej sytuacji znalazł się Gajtkowski. Nie potrafił jednak umieścić piłki w siatce Szmatuły. W 50. minucie Warta przeżyła szok. Kędziora ładnie wypatrzył Cicmana, a ten pewnym strzałem pokonał Sobańskiego. 60 sekund później asystent przy drugim golu mógł zaliczyć własne trafienie, lecz został złapany na spalonym. Na tym przewaga Piasta się nie kończyła. Kolejną okazję ładnie wypracował Zganiacz. Po jego zagraniu wprowadzony w drugiej połowie Świątek mógł stanąć oko w oku z Sobańskim, ale zgubił piłkę.
W 62. minucie trener Jakołcewicz zaczął stawiać wszystko na jedną kartę, w miejsce Bereszyńskiego wprowadzając Piotra Reissa. Zmiany obrazu gry to nie przyniosło. Nadal przeważał Piast. Po faulu Jasińskiego na Kędziorze sędzia odgwizdał rzut wolny. W „szesnastkę” zagrywał Podgórski, lecz najlepszy w polu karnym okazał się Sobański. W odpowiedzi podanie Golińskiego do Gajtkowskiego wyjaśnili defensorzy Piasta. Po niecelnej próbie Magdziarza gliwiczanie mieli dobrą szansę na podwyższenie wyniku. Trójkową akcję gości mógł zakończył Kędziora, gdyby nie znalazł się na spalonym.
Na początku ostatniego kwadransa Szmatuła miał wiele szczęścia. Najpierw popisał sie niezłą interwencją, broniąc strzał z 35 metrów. Chwilę później piłka posłana w kierunku jego bramki przez Kędziorę zatrzymała się na słupku. Warta starała się, jak mogła, by doprowadzić do wyrównania. Jednak o wiele bardziej gorąco robiło się, kiedy to goście podchodzili pod pole karne Sobańskiego. W 87. minucie szansę na gola mógł mieć Świątek, lecz nie popisał się Kędziora, bardzo źle podając. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze i Piast zadał ostateczny cios. Po otrzymaniu piłki od Świątka Cicman wyłożył ją Podgórskiemu. Temu nie pozostało nic, jak wpakować ją do pustej bramki. Chwilę później sędzia zakończył zawody i Warta uległa Piastowi 1:3.










