Piast Gliwice na inaugurację nowego sezonu ekstraklasy przegrał u siebie z Lechem Poznań 1:2. „Kolejorz” odrobił stratę dzięki dwóm bramkom Filipa Marchwińskiego. Choć Piast stwarzał sobie liczne sytuacje, w oczy rzucał się brak skutecznego napastnika. Jak zaprezentowały się obie drużyny? Jakie wnioski możemy wyciągnąć z tego spotkania?
Piast brutalnie obudzony z letniego snu
Kibice Piasta oraz eksperci zajmujący się tym klubem zgodnie zachwycali się postawą zespołu w przedsezonie. Nic w tym dziwnego, bowiem podopieczni Aleksandara Vukovicia zwyciężyli we wszystkich spotkaniach, prezentując przy tym dobry styl. Niestety starcie z Lechem dotkliwie uwypukliło kilka deficytów zespołu z Gliwic. Niektóre z nich wydają się dość proste do wyeliminowania drogą pracy na treningu. Inne, poważniejsze mogą wskazywać nawet na konieczność zmian osobowych.
Tym prostym błędem, który w dzisiejszym spotkaniu kosztował Piasta punkty, jest skłonność niektórych zawodników do podejmowania decyzji ze zbyt dużym opóźnieniem. Głównie widoczne było to u skrzydłowych, może za wyjątkiem Serhija Krykuna. Objawiało się to poprzez zbytnie „przekombinowanie” pozornie prostych akcji. Dobrym przykładem może być tu sytuacja z drugiej połowy, kiedy to piłkę na prawym skrzydle otrzymał Damian Kądzior.
Skrzydłowy Piasta zamiast od razu dośrodkować piłkę w pole karne, kilkukrotnie poprawił sobie futbolówkę i próbował zmylić rywala, pozorując dośrodkowanie. Jak się zdaje, dużo lepszym rozwiązaniem byłaby prosta wrzutka czy to na czekającego w polu karnym Wilczka, czy zamykającego z drugiego skrzydła Krykuna. Podobne zachowanie widać było także w pierwszej połowie u młodego Michaela Ameyawa, który po kilku przekładankach nad piłką uderzył na oślep, marnując sytuację, w której więcej pożytku mogłoby przynieść podanie choćby na przedpole do kogoś z dwójki Chrapek – Tomasiewicz.
Piast potrzebuje nowej „dziewiątki”
Tak, drugim – trudniejszym do rozwiązania – problemem jest sama obsada pozycji napastnika w Piaście. Kamil Wilczek to znakomity piłkarz, jednak już od pewnego czasu widać u niego zjazd formy. Dzisiaj szczególnie widoczne było to po samym jego sposobie poruszania się w polu karnym. Gra Piasta w dużej mierze opierała się na dośrodkowaniach kierowanych właśnie na Wilczka. Ten jednak często nie wykonywał nawet ruchu w kierunku piłki, nie mówiąc już o wyskoku do główki. Jasne, na jego obronę możemy wspomnieć sytuację z końcówki spotkania, kiedy to złożył się do strzału nożycami. Mimo to zdaje się, że o wiele więcej pożytku niż ten ekwilibrystyczny strzał przyniosłoby drużynie konsekwentne ruszanie do piłki w każdej akcji i po prostu stała obecność Wilczka w polu karnym Lecha.
Skoro Wilczek nie prezentował się najlepiej, to dlaczego nie został zmieniony? No i tutaj widać inny problem – brak alternatywy. Dzisiaj w kadrze meczowej Piasta zabrakło zarówno rezerwowego napastnika Gabriela Kirejczyka, jak i nowo przybyłego Piotra Urbańskiego. Absencja Kirejczyka wydaje się zagadkowa – sam piłkarz w udzielonym nam wywiadzie zapewniał, że fizycznie jest gotowy na starcie z Lechem. Być może wydarzyło się jeszcze coś, co uniemożliwiło mu grę w dzisiejszym meczu. Urbański natomiast pozostaje dużą niewiadomą. Były piłkarz drużyny młodzieżowej Polonii Warszawa nie zagrał w barwach Piasta w żadnym dostępnym do wglądu sparingu, więc nie za bardzo wiadomo, czego się po nim spodziewać.












