Piast Gliwice zwyciężył na własnym stadionie Flotę Świnoujście, wykonując w ten sposób kolejny krok w kierunku ekstraklasy. Jednym z głównych architektów tego zwycięstwa był Adrian Świątek, który strzelił dwa gole i zaliczył jedną asystę.
Jeśli Piast chciał dalej marzyć o powrocie do elity, to w meczu z Flotą musiał wzbogacić się o kolejne trzy punkty. Gliwiczanie już na początku chcieli udowodnić swoją wyższość i niewiele brakowało, by w 3. minucie spotkania Kędziora wyprowadził ich na prowadzenie. Po podaniu Świątka napastnik Piasta skierował piłkę w stronę bramki, lecz okazało się, że minimalnie chybił. Zaledwie trzy minuty później gospodarze stworzyli sobie kolejną dogodną sytuację i tym razem dopisało im szczęście. Po dośrodkowaniu Świątka z rzutu rożnego świetnie zachował się Jurado, który strzałem z woleja wpakował piłkę do siatki.

Piast nie zamierzał zadowalać się jednobramkowym prowadzeniem. W 17. minucie powinno być już ono wyższe, świetnym uderzeniem popisał się bowiem Świątek. Artur Melon w ostatniej chwili wybił piłkę ponad poprzeczkę. Trzy minuty później Melon znów był zmuszony do interwencji, tym razem po strzale Cicmana. Bramkarz przyjezdnych obronił strzał Słowaka, lecz nadbiegający Świątek, jak przystało na snajpera, nie miał litości i skierował piłkę do pustej bramki.
Po tym golu nic się nie zmieniło. Dalej dominował Piast, a pałeczkę od Świątka przejął Cicman. Różnica była taka, że skrzydłowy nie wykorzystał dwóch dogodnych sytuacji z rzędu, co natychmiast się zemściło. W 32. minucie po dośrodkowaniu w pole karne do piłki doszedł Nnamani i z odległości trzech metrów posłał futbolówkę obok bezradnego Szmatuły.
Drugą połowę znów lepiej zaczęli gliwiczanie. Najpierw Zganiacz strzałem z niemal 20 metrów był bliski oszukania Wesołowskiego, który w 38. minucie zastąpił kontuzjowanego Melona, a niecały kwadrans później wynik uległ zmianie. Podawał Kędziora, a w roli egzekutora ponownie wystąpił Świątek. Czyżby napastnik Piasta wracał do takiej dyspozycji, jaką swojego czasu imponował w Górniku Zabrze?
Drużyna Piasta pozytywnie nakręcona przez trenera Brosza nie ustawała w ofensywie. Niedługo po zdobyciu trzeciej bramki Jan Buryan trafił w słupek, a potem Lisowski uderzeniem z dużej odległości sprawdził czujność Wesołowskiego. O dziwo, mimo ataków gospodarzy to goście zdołali strzelić kontaktowego gola. W roli snajpera ponownie wystąpił Nnamani. Jedna bramka różnicy powinna gwarantować emocje do ostatniej sekundy, lecz zamiast zmasowanej ofensywy oglądaliśmy festiwal fauli. Ostatecznie Piast wrócił na właściwe tory i po zwycięstwie 3:2 zbliżył się do ekstraklasy.











