W pierwszym spotkaniu po powrocie do gry obecni mistrzowie Polski roznieśli „Białą Gwiazdę”. Dwie kolejki później na Stadion Miejski w Gliwicach zawitał rywal zza miedzy – Górnik Zabrze, który kilka dni wcześniej zremisował z Lechią i już niemal na pewno stracił szanse na miejsce w górnej ósemce. Gliwiczanie to najlepiej grająca u siebie drużyna w ekstraklasie, obie ekipy nie przegrały jeszcze meczu po przerwie spowodowanej pandemią.
Wszystko zapowiadało emocjonujące starcie i faktycznie zawodnicy już od początku narzucili wysokie tempo. Oba zespoły musiały zgodzić się na pewne kompromisy w swoich jedenastkach. Nie zagrał lider drużyny z Gliwic, Jorge Felix, który zmaga się z kontuzją. Erik Janża zaś po obejrzeniu żółtego kartonika w meczu przeciwko Lechii był zmuszony pauzować i nie pojawił się na murawie podczas derbów.
Niekonsekwencja szkoleniowca
W obliczu pauzy, jaką odbyć musiał defensor Górnika Zabrze, trener Marcin Brosz zmuszony był szukać alternatywy na pozycję lewego obrońcy. W meczu z Lechią swoją szansę otrzymał Michał Koj, który w tym sezonie więcej czasu spędził na boiskach III ligi niż ekstraklasy. To właśnie jego spodziewaliśmy się ujrzeć w pierwszej jedenastce Górnika. Tymczasem trener zabrzan postawił na młodziutkiego Adriana Gryszkiewicza.
W poprzednim sezonie 20-latek był jednym z podstawowych zawodników „Trójkolorowych”, młody Polak stracił jednak miejsce w składzie na rzecz Janży. W obecnym Gryszkiewicz wystąpił zaledwie w kilku spotkaniach zabrzańskiej drużyny rezerw, a na boiskach ekstraklasy nie zobaczyliśmy go nawet przez minutę. Brosz zdecydował się jednak na wystawienie młodego Polaka w pierwszej jedenastce na mecz w Gliwicach.
Zmiany, jakich przed kilkoma dniami w Zabrzu dokonywał szkoleniowiec Górnika, odbiły się szerokim echem wśród fanów. Michał Koj, Szymon Matuszek oraz Kamil Zapolnik już od jakiegoś czasu prezentują bardzo przeciętny poziom. Wiadomo przecież, że ostatni z wymienionej trójki na pewno latem odejdzie z ekipy Górnika Zabrze. Kibice zarzucają trenerowi niestawianie na zawodników młodych, odejście od polityki, dzięki której klub po wielu latach znów zagrał w europejskich pucharach. Na ławce znajdowali się przecież David Kopacz czy właśnie Gryszkiewicz.
Chudy – bohater Górnika
W sezonie 2019/2020 słowacki golkiper nie raz miał okazję pokazać klasę. Czy to podczas meczu z Jagiellonią, czy nawet w poprzednim spotkaniu Górnika przeciwko Lechii. Dobra forma Chudego wielokrotnie „ratowała” punkty. Słowak już w Łodzi pokazał, że mimo przerwy nadal znajduje się w świetnej dyspozycji. Gdyby nie dobra postawa bramkarza, zabrzanie o górnej ósemce mogliby zapomnieć już w Łodzi.
Chudy podobnie spisywał się w Gliwicach. Piast naciskał od samego początku, często zamykał Górnika na ich własnej połowie, kreował akcje. Po kilkunastu minutach swoją skocznością mógł się popisać Piotr Parzyszek, który wzbił się w powietrze w polu karnym i oddał świetny strzał głową. Kiedy wszyscy już widzieli piłkę w siatce, Słowak popisał się fantastyczną interwencją.











