Myślimy Philipe Coutinho, mówimy: zejście do środka i piękny strzał w dalsze okienko bramki. Fakt, to zagranie jest jego firmową akcją, ale czy to nie za mało jak na zawodnika, za którego Barcelona składa ponad stumilionową ofertę? Co prawda Brazylijczyk jest świetnym piłkarzem, ale choruje na syndrom Mesuta Oezila. Często po prostu znika i przez kilkanaście meczów nie jest wartościowym elementem układanki Juergena Kloppa. Jakby dodać do tego jeszcze często trapiące go kontuzje, to wychodzi, że ten Coutinho nie jest wcale tak genialny, jak go malują.
W internecie mocno popularne jest słowo „hype” oznaczające, że ktoś jest po prostu na fali, jest doceniany. Ofensywny pomocnik Liverpoolu stanowi doskonały przykład na to, że ktoś może być „przehajpowany”, czyli po prostu za mocno chwalony.
Syndrom wiecznego lenistwa Mesuta Oezila

Jest taki piłkarz… mistrz świata z Niemcami, człowiek, który potrafi posłać prostopadłe podanie w miejsce, o którym ktoś inny nawet by nie pomyślał. Ma genialnie ułożoną lewą nogę, nigdy nie strzela mocno, ale prawie zawsze celnie. Tak, to ofensywny pomocnik Arsenalu, Mesut Oezil. Jednak przy tylu zaletach posiada on również kilka wad, które skreślają go z listy najlepszych piłkarzy na świecie. Jest po prostu leniem, typem, za którego trzeba biegać. Zasadniczo to w popularnej grze sportowej „FIFA” nie powinien mieć on opcji biegania, a w zamian jako jedyny na świecie powinien otrzymać opcję człapania po boisku. Owszem, są legendy, że Mesut zrobił kiedyś wślizg, a nawet pobiegł 60 metrów na sprincie. Jako że w każdej legendzie jest trochę prawdy, to potwierdzam, zdarzyło mu się to od dziewięciu do jedenastu razy przez ostatnie cztery lata.
Piłkarz byłby z niego genialny, ale niestety – jest tylko gościem, który miewa przebłyski. Często genialne, często spektakularne, ale myślę, że bardziej korzystne byłoby wrócenie się za stratą chociaż trzy razy w meczu niż trzy ładne piętki lub podania raz na 13 spotkań.
I tutaj mamy małe podobieństwo między nim a głównym tematem naszego tekstu. Coutinho, bo o nim mowa, potrafi strzelić fenomenalną bramkę z dystansu, potrafi fenomenalnie podać, ale miewa przestoje, których po prostu mieć nie powinien. Przeanalizujmy jego dotychczasowe występy w barwach „The Reds”.
Dotychczasowe występy w Liverpoolu – minuty w lidze i zdobyte bramki
Do klubu przyszedł w sezonie 2013/2014. Jego pierwsze rozgrywki na Wyspach były po prostu słabe, na boisku spędził ponad 2300 minut i zdobył jedynie pięć goli, co jest wynikiem mizernym.
Sezon 2014/2015 – ponad 3700 minut w lidze i ponownie tylko pięć zdobytych bramek.
W sezonie 2015/2016 Philipe Coutinho rozegrał około trzech tysięcy minut i zdołał poprawić swoje wyczyny strzeleckie, trafił do siatki ośmiokrotnie, ale to wciąż nie jest wynik godny zawodnika wartego 150 milionów.










