Newcastle pewnie pokonało na włsanym stadionie Bordeaux 3:0, a Sparta nie dała szans Athleticowi Bilbao wygrywając 3:1. Atut własnego boiska wykorzystał także Rubin, który 2:0 ograł Partizan Belgrad.
Rubin Kazań – Partizan Belgrad 2:0 (1:0)
W jednym z pierwszych dzisiejszych spotkań Ligi Europy, bo rozgrywanym już o 18:00, w grupie H na boisko wybiegli piłkarze Rubina Kazań i Partizana Belgrad. Od pierwszych minut na Stadionie Centralnym w Kazaniu lepsze wrażenie sprawiali gospodarze. W ataku Rubina szalał Rondon, ale jego uderzenie z 2. minuty nie znalazło drogi do bramki Stojkovicia, a chwilę później kolejną próbę Wenezuelczyka zablokowali serbscy obrońcy. Goście także szukali swoich szans, ale przy groźnie zapowiadających się kontrach łapani byli na spalonym. W miarę upływu czasu gra się nieco wyrównała i toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. W 20. minucie bliski pokonania bramkarza Rubina był Ilić, a chwilę później także Ninković, ale zabrakło naprawdę niewiele. Pięć minut później nieznacznie pomylił się także Marković. Goście z Belgradu byli coraz bardziej aktywni, lecz nie przekładało się to na zmianę wyniku. Gdy wydawało się, że do przerwy bramki nie padną, w końcówce pierwszej części spotkania grę przyspieszyli piłkarze Rubina. W 44. minucie duże problemy ze strzałem Eremenki miał Stojković, do piłki dopadł Karadeniz, obiegł z dziecinną łatwością obrońców Partizana i pewnym strzałem przy lewym słupku pokonał serbskiego bramkarza. W doliczonym czasie pierwszej części gry podwyższyć próbował jeszcze Rondon, ale do przerwy wynik się nie zmienił.
Po zmianie stron piłkarze Rubina jeszcze dobrze nie wyszli z szatni, a już prowadzili 2:0. Eremenko znakomicie wypatrzył wychodzącego w pole karne Rjazancewa, a ten strzałem po długim rogu pokonał bezradnego Stojkovicia. To nie podłamało graczy z Belgradu, bo już minutę później wyrównać mógł Ninković, ale uderzył za lekko, aby zrobić krzywdę bramkarzowi Rubina. Kolejna próba Milijkovicia kilka chwil później także nie była najwyższej jakości. Przez następny kwadrans to zawodnicy Rubina dyktowali warunki, ale byli piekielnie nieskuteczni nawet w pozornie niezłych sytuacjach podbramkowych. Gdy tempo spotkania niemal zupełnie siadło, szkoleniowcy obu ekip dokonali roszad w składach. W końcówce swoich szans szukali jeszcze gracze Partizana, ale strzał Kamary był zupełnie nieudany. W 88. minucie znakomitą kontrę wyprowadzili piłkarze Rubina, a konkretnie duet rezerwowych Kasajew – Carlos Eduardo, ale Brazylijczyk nieczysto trafił w futbolówkę. Goście kończyli mecz zupełnie bez wiary w odmianę wyniku i tylko czekali, aż grecki arbiter zagwiżdże po raz ostatni. Nieliczne kontry Rubina też niewiele zmieniały i ostatecznie Rubin pokonał na własnym stadionie Patrizan 2:0.
Sparta Praga – Athletic Bilbao 3:1 (2:0)
W kolejnym spotkaniu Sparta Praga podejmowała Athletic Bilbao. Czesi znakomicie rozpoczęli mecz, od pierwszych minut dominując na boisku. Wysoka gra pressingiem najwyraźniej zaskoczyła podopiecznych Marcelo Bielsy, bo nie mieli pomysłu na skonstruowanie groźnych ataków na bramkę rywali. Pierwsze skrzypce grał zwłaszcza 21-letni albański napastnik, Bekim Balaj, który już w 4. minucie mógł wyprowadzić Spartę na prowadzenie. Na drodze piłki stanął jednak niezawodny Gorka Iraizoz. Odpowiedzieć kilka chwil później próbował Susaeta, ale jego strzał zablokowali prascy obrońcy. W 15. minucie dobre dośrodkowanie mógł wykorzystać aktywny Balaj, ale znów górą był hiszpański golkiper. Osiem minut później znakomitą zespołową akcję gospodarzy wykończyć próbował Kadlec, jednak jego uderzenie trafiło w słupek. Zawodnicy z Pragi nadal szturmowali bramkę baskijskiego klubu i w 26. minucie przyniosło to efekt. Marek Matejovsky podał do dobrze wychodzącego na pozycję Tomasa Zapotocznego, a obrońcy Sparty nie pozostało nic innego, jak wpakować piłkę do siatki przyjezdnych. Niemal natychmiast odpowiedzieć próbował de Marcos, ale z jego strzałem bez większych problemów poradził sobie Vaclavik. Nieliczne kontry gości nie robiły wrażenia na miejscowych, którzy bezlitośnie punktowali braki Athleticu. W końcówce pierwszej części gry znów uaktywnił się Balaj. W 38. minucie jego strzał został jeszcze zablokowany, ale trzy minuty później Josef Husbauer obsłużył swojego napastnika podaniem, którego nie mógł zmarnować. Balaj nie zawiódł i gospodarze przed przerwą prowadzili 2:0. W ostatnich sekundach pierwszej części szczęścia szukał jeszcze Jiri Jarosik, ale jego uderzenie było za słabe.










