Nieważne, czy wygrywają, czy przegrywają – i tak pół świata czeka na ich mecze. Real Madryt i FC Barcelona od początku nie prezentują takiej formy, jakiej oczekiwaliby fani obu zespołów. Jednak wydaje się, że przynajmniej „Królewscy” wrócili na odpowiedni tor.
Racing Santander-Real Madryt 0:2
W przedostatnim meczu 3. kolejki Primera Division do Santander przyjechał mistrz kraju. „Królewscy” po falstarcie na początku sezonu rozpędzają się i wygrywają spotkanie za spotkaniem, nie tylko w lidze. Dzisiaj od pierwszego gwizdka zarówno Racing jak i goście stwarzali sobie sytuacje do zdobycia bramki, jednak w obu przypadkach dobrze spisywał się blok defensywny. Do końca pierwszej połowy najwięcej zamieszania wywołała… kontuzja Gutiego, który został zastąpiony przez Rafaela Van der Vaarta. Po zmianie stron do ataku rzucili się goście, fantastyczną akcję prawą stroną przeprowadził Gonzalo Higuain, wykładając piłkę do Rubena Del la Reda, który zdobył pierwszą bramkę tego spotkania. Po wyjściu na prowadzenie Real spokojnie kontrolował przebieg spotkania i nie zamierzał gwałtownie atakować. Decydujący cios padł w 75. minucie, kiedy dokładne podanie ze środka boiska otrzymał Ruud Van Nisterlooy. Rzadko mylący się Holender po raz kolejny wpisał się na listę strzelców.
Sporting Gijon-FC Barcelona 1:6
Fani Barcelony na pierwsze zwycięstwo musieli czekać od pamiętnego, wygranego meczu z Wisłą Kraków. Podopieczni Pepe Guardioli od początku sezonu prezentowali się bardzo słabo, zdobywając tylko jeden punkt w ostatnich dwóch kolejkach. Prawdziwy przełom nastąpił w meczu LM ze Sportingiem Lizbona. „Katalończycy” prezentowali futbol podobny do tego z lat świetności, gdy wygrywali Champions League. Dzisiaj „Blaugrana” przyjechała do beniaminka i głównego kandydata do spadku. Sporting Gijon to jedyna drużyna w lidze, która przegrała wszystkie swoje mecze. Od pierwszego gwizdka to piłkarze Barcy rzucili się do ataku. Pierwszą bramkę już w 27. minucie strzelił Xavi i był to początek uczty strzeleckiej w wykonaniu gości. W 32. minucie do siatki trafił Samuel Eto’o i do przerwy był wynik 0:2. Po zmianie stron gospodarze wyszli z nadzieją, że uda się odrobić straty. Tak sobie wzięli do serca słowa trenera, że bramkę… samobójczą strzelił Gerrard. Sygnałem do ataku dla Sportingu była bramka zdobyta w 50. minucie przez Maldonado, jednak w 69. minucie rywali do ziemi przyparł Andreas Iniesta. Przed ostatnim gwizdkiem sędziego do siatki dwukrotnie trafił Leo Messi. Sporting rozgromiony przez Barcelonę.










