Niedziela to podobno dzień, który był początkiem. W związku z tym pomyślałem, że to czas, aby zapoczątkować cykliczne felietony, które będą opisywały wydarzenia ze świata piłki. Nie ma być tu żadnych relacji, newsów ani opisów wielkich piłkarzy czy wybitnych zespołów. Od tego są moi koledzy z redakcji, którzy robią tu naprawdę świetną robotę – a niebawem będzie jeszcze lepiej – wiem, o czym piszę, zaufajcie mi. Sukces rodzi się w bólach i tak samo będzie tutaj. Ja będę pisał tylko i wyłącznie własne opinie. Wszystko w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Będzie o tym, co przeżyłem, co zobaczyłem. Mam cichą nadzieję, że Was to zaciekawi. Będę starał się regularnie pisać o tym, co wywoła dyskusję. Może być też tak, że będę pisał o tym, do czego właśnie Wy – czytelnicy – mnie zainspirujecie. Zatem witam was wszystkich w troszkę innej niż dotychczas roli i wierzę, że przynajmniej w małej cząsteczce spełnię Wasze oczekiwania.
Niedzielny wieczór jest dobry na przemyślenia. Tym bardziej, że miesiąc tak ponury, jakim jest listopad, dał wiele do myślenia. Z racji tego, że to serwis piłkarski nie będzie słowa o obchodach 11 listopada. Nie będzie też o wypadku samolotu, który przed kilkoma godzinami miał miejsce w Rosji. Nie będzie również o katastrofie na Filipinach. Skupię się na domowym ogródku. Na tym, co miało miejsce w piątek na Stadionie Miejskim we Wrocławiu. A właściwie o tym, czego nie było.

Jeśli ktoś myśli, że będę analizował poczynania 16 osób, które reprezentowały biało-czerwone barwy, to muszę tę osobę rozczarować. Jeśli ktoś w tym momencie pomyślał, że spuszczę lawinę krytyki na nowego selekcjonera reprezentacji Polski, to również muszę i tę osobę rozczarować. Nie skomentuję również ćwierknięcia Mateusza Klicha. Nie będzie także omówień sensu meczów z Niemcami oraz Rosją. To wszystko na tę chwilę jest, według mnie, mało istotne.
Mamy listopad. Jest to miesiąc, który w momencie przeglądania kalendarza kojarzy się z jednym. Nie jest to mokry dyngus. Nie są to słoneczne wakacje. Nie jest to choinka. Atrybutami, które mogą się kojarzyć z tym miesiącem – jak z żadnym innym – są znicze oraz różnego rodzaju wieńce. Listopad ma być hołdem dla tych, o których nie myślimy przez cały rok. Ma być uhonorowaniem dla bliskich nam osób, a także dla tych ludzi, którzy wyróżnili się w historii Polski.
Obserwuj autora na Twitterze: @LukaPawlik
Wiadomo, że śmierć jest nierozerwalnym elementem życia na Ziemi. Od samego początku, gdy przychodzimy na świat, towarzyszy nam słowo śmierć. Niejednokrotnie dzieje się w życiu tak, że na jednej szpitalnej sali ktoś się rodzi, aby na innej ktoś nas opuścił. Jednym towarzyszy radość, innym smutek. Tak samo jest na co dzień. Przechadzając się ulicami miasta, nie wiemy, co napotkanym osobom mogło się przytrafić. Tak samo zaintrygowało mnie dziś, o czym myślała rodzina zmarłego na początku miesiąca wybitnego reprezentanta Polski, gdy odśpiewywano Mazurka Dąbrowskiego.











