W dniu ogłoszenia powołań do szerokiej kadry reprezentacji Polski na mundial w Katarze wielu spodziewało się niespodzianek, w końcu można było w niej zmieścić aż 55 nazwisk. Ostatecznie pojawiło ich się tam jedynie 47, ale tego konkretnego nie przewidział chyba nikt. Patryk Dziczek, bo o nim mowa, z miejsca stał się obiektem dyskusji kibiców i ekspertów w polskim środowisku piłkarskim.
Dziczek latem tego roku wrócił po nieudanej przygodzie z Lazio Rzym do Polski. Po paśmie nieszczęść w trakcie trzech lat spędzonych we Włoszech przyjął go Piast Gliwice, klub jakże dobrze mu znany. Jak dotąd rozegrał osiem meczów w ramach wszystkich krajowych rozgrywek dla „Piastunek”. Oczywiście potrzebował rozszerzonego okresu przygotowawczego, więc na początku wchodził na końcówki.
Przegrany mecz z Rakowem rozegrał już od początku do końca i naprawdę mógł się podobać. Powinien był zanotować asystę w tym spotkaniu, ale Jorge Felix nie wykorzystał jego dobrego zagrania. Również w ostatnim starciu w Szczecinie imponował tym, co u niego charakterystyczne – agresywnością, doskokiem, umiejętnością rozgrywania. Wygląda zatem na to, że Patryk Dziczek już na dobre zadomowił się w PKO Ekstraklasie.
Co poszło nie tak we Włoszech?
Do Lazio Dziczek przeszedł po zwycięskim sezonie Piasta w sierpniu 2019 roku. Jako że był kluczowym graczem mistrza Polski, wszyscy ostrzyliśmy sobie zęby na rywalizację kolejnego młodego Polaka z zawodnikami klasy europejskiej w Italii. Błyskawicznie został wypożyczony na dwa lata do występującej wówczas w Serie B Salernitany. Miał tam grać przez pełne 90 minut i zapoznać się z klimatem panującym w ligach włoskich, by następnie być gotowy do walki o pierwszy skład w Rzymie.
24-latek mógł być umiarkowanie zadowolony z pierwszego sezonu w mieście Salerno. Na początku martwiliśmy się jego nieobecnością w składzie (nie rozegrał ani minuty przez pierwsze osiem kolejek). Wskoczył jednak do niego w grudniu i nie oddał miejsca już do końca sezonu, przy okazji zdobywając bramkę i notując dwie asysty. W następnej kampanii również grał w miarę regularnie. Przyszłość Patryka Dziczka rysowała się w jasnych barwach, z czego cieszył się również Czesław Michniewicz, powołując go do kadry U-21.
Do czasu. 20 lutego 2021 roku pod koniec meczu wyjazdowego Salernitany z Ascoli Dziczek nagle upadł na murawę bez kontaktu z rywalem i stracił przytomność. Natychmiast obok pojawiły się służby medyczne i młodzieżowy reprezentant Polski został odwieziony do szpitala. Diagnoza – niejasna. Prawdopodobnie przyczyną było zapalenie mięśnia sercowego. Po kilku dniach opuścił szpital. Życie piłkarza nie było zagrożone, ale kariera już tak – z powodów zdrowotnych nie wybiegł na murawę ani na minutę przez kolejne półtora roku.











