Piłkarze włoskiego Udinese Calcio z 40-minutowym opóźnieniem zameldowali się dzisiaj o godzinie 13 na poznańskiej Ławicy. Ekipa jutrzejszego rywala Lecha w rozgrywkach Pucharu UEFA błyskawicznie przemieściła się do hotelu Merkury. Wieczorem piłkarze pojawili się na stadionie przy ul. Bułgarskiej, gdzie w godzinie meczu odbyli krótki trening. Pół godziny wcześniej trener Pasquale Marino i Antonio Di Natale spotkali się z dziennikarzami na konferencji prasowej.
Obaj panowie cierpliwie odpowiadali na wszystkie pytania polskich i włoskich żurnalistów. Ze sporym respektem wypowiadał się o Kolejorzu szkoleniowiec zespołu z Udine:

– Widziałem sporo meczów Lecha jeszcze sprzed przerwy zimowej i jest to naprawdę bardzo silna drużyna. Są bardzo dobrze zorganizowani, przygotowani fizycznie i preferują twardy futbol. Najbardziej utkwił mi w pamięci grudniowy mecz Lecha z Feyenoordem Rotterdam. Lech to klasowy przeciwnik – mówił z respektem Pasquale Marino. Niedawny kryzys opiekun „Zebrettes” bardzo dyplomatycznie obrócił w żart:– W Polsce jest dość długa przerwa zimowa, dlatego my również ją sobie zrobiliśmy, popadając w kryzys. Znakomicie wykorzystaliśmy jednak czas świąteczno-noworoczny i wróciliśmy na właściwe tory – mówił.
Bardziej lakonicznie na pytania przedstawicieli mediów odpowiadał uznawany za największą gwiazdę Udinese Antonio Di Natale. Włoski snajper zdawał się być bardzo pewny swego.

– Teraz, gdy kryzys, który nas dotknął, mamy już za sobą, możemy skupić się w równej mierze zarówno na rozgrywkach ligowych, jak i europejskich pucharach. Wierzę, że stać nas na połączenie obu i osiągniemy w nich bardzo dobry rezultat – powiedział.












