Aż dziwny dyskomfort uderzył mnie czytając zdanie, które zawarłem w tytule. Bo to przecież oczywistość. Niebo jest błękitne, trawa zielona, sól słona, cukier słodki, cytryna kwaśna, a Lechia Gdańsk następny sezon rozegra na drugim szczeblu rozgrywkowym. Takie zdanie wypowiadamy, by ułatwić poznawanie świata dwuletniemu dziecku. Trochę przykre, trochę śmieszne, że trzeba je wykładać dorosłemu facetowi, który zarządza dużą, piłkarską marką w Polsce.
Co takiego zrobiła Lechia Gdańsk, że odjęto jej punkty?
Ale po kolei. Lechia Gdańsk rozpoczęła ten sezon z odjętymi punktami. Naruszyła dwa, całkiem istotne kryteria finansowe z podręcznika licencyjnego PZPN. Kryterium F.03 – dotyczy przeterminowanych zobowiązań finansowych wobec innych klubów piłkarskich. Chodzi przede wszystkim o sprawę transferu Tomasza Wójtowicza z Ruchu Chorzów. Lechia Gdańsk nie opłaciła w porę pierwszej raty za gracza „Niebieskich”. Upraszczając: ukradła piłkarza. Pojawiły się także opóźnienia względem MFK Ruzemberok za Tomasa Bobceka, najskuteczniejszego snajpera Ekstraklasy minionego sezonu. Klub miał także zaległości finansowe względem swoich dwóch, byłych piłkarzy – Luisa Fernandesa i Conrado, co znalazło swój finał przed Izbą Rozstrzygania Sporów FIFA.
Drugie z nich, kryterium F.04, które dotyczy opóźnień w wypłatach dla piłkarzy, sztabu szkoleniowego czy innych pracowników klubu. Klub objęto zakazem transferowym, a także rozszerzonym nadzorem finansowym ze strony PZPN. Pod koniec sezonu 2024/2025 finansowe zobowiązania zostały zrealizowane dosłownie na ostatnią chwilę. W gabinetach musiało być gorąco. Apogeum trudnej sytuacji klubu był mecz z Koroną Kielce. Piłkarze Lechii wyszli na boisko z opóźnieniem, co było protestem związanym z opóźnieniami w wypłatach.
Kuriozalne postępowanie odwoławcze
Lechia Gdańsk napisała kuriozalną historię postępowania odwoławczego. Klub odwołał się do Trybunału Arbitrażowego przy Polskim Komitecie Olimpijskim. Ten uwolnił Lechię od zakazu transferowego, ale jednocześnie podjął decyzję, że odjęcie pięciu punktów jest prawomocne i proporcjonalne do skali naruszeń. Paolo Urfer broni nie złożył, choć każdy rozsądny człowiek widział, że to już walka z wiatrakami i pokazówka, która z tygodnia na tydzień staje się coraz bardziej żenującym teatrzykiem dla naiwnych.
Gdy widmo spadku zajrzało Urferowi głęboko w oczy, przypomniał sobie – jest jeszcze Lozanna! Nieco się spóźnił, bo na odwołanie do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. sportu w Lozannie klub miał 21 dni od otrzymania decyzji. By z powrotem „odblokować” taką ścieżkę, musiał uzyskać zgodę od PZPN. Niespodzianka, PZPN takowej nie udzielił.
Abstrahując od zasadności kary nałożonej na klub (a była słuszna), Paolo Urfer koncertowo spartaczył postępowanie odwoławcze od decyzji. Widać to gołym okiem. Rozsądek nakazałby szybkiego wycofania się ze swojej narracji, przybrania kompletnie innego kierunku. Tak się nie stało. On brnie w to dalej.
Lechia Gdańsk zapowiada, że PZPN poniesie konsekwencje jednocześnie żegnając swojego piłkarza
Paolo Urfer wciąż próbuje wmawiać opinii publicznej, że niebo jest zielone, a trawa błękitna. Co tam opinii publicznej! Próbuje wcisnąć to kibicom klubu, którym zarządza. Społeczności kochającej ten klub, od kołyski chodzącej na mecze, deklarującej, że jest z nim na dobre i na złe. Właściciel ośmiesza „Biało-Zielonych” kuriozalnymi oświadczeniami czy adnotacjami do informacji o sprzedaży karnetów.
Dziękujemy Eliasowi [Olssonowi] za reprezentowanie biało-zielonych barw z pełnym zaangażowaniem oraz za odegranie kluczowej roli w awansie Lechii Gdańsk do PKO Bank Polski Ekstraklasy po zakończeniu sezonu 2024/2025. Życzymy mu wszelkich sukcesów w dalszej karierze.
W poniedziałek 29 czerwca Polski Związek Piłki Nożnej złożył odpowiedź na odwołanie Lechii Gdańsk przed Trybunałem Arbitrażowym ds. Sportu (CAS). O kolejnych decyzjach i postępach w sprawie będziemy na bieżąco informować kibiców Lechii Gdańsk.
PZPN poniesie odpowiedzialność za nieodwracalne szkody wyrządzone naszemu Klubowi. – czytamy w oficjalnym oświadczeniu klubu.
Elias Olsson był piłkarzem Lechii Gdańsk niecałe trzy sezony – ostatnią wiosnę spędził na wypożyczeniu w Wieczystej Kraków. Fakt, nie zapisze się w annałach historii Lechii Gdańsk, nie będzie zbyt długo wspominany w rozmowach kibiców przy złocistym trunku, po prostu był jakiś czas i odszedł. Poziomem do Ekstraklasy nie dojeżdżał, raczej odnalazły się w realiach pierwszoligowych. Niemniej, choćby i był w tej kiepskiej, wiosennej Lechii, zawaliłby utrzymanie klubu, wciąż zasłużyłby na coś lepszego niż na pożegnanie będące de facto tłem do desperackiego wymachiwania szabelką w stronę PZPN-u. Nie jest to może pożegnanie a’la Piast Gliwice wysyłający proporczyk, kubek i flaszkę czystej wódki z wygrawerowanym herbem Jakubowi Szmatule, związanemu z klubem od 2010 roku, ale tak czy siak Olsson nie zasłużył na wrzucanie pożegnania jego osoby obok aktualizacji stanu aktualnej, personalnej wojenki Urfera z PZPN-em.
nie zawiodlem sie pic.twitter.com/J9oUETDKta
— Marcello🦈 #LupashkoNation (@MarcelloLGD) June 30, 2026
Arka Gdynia wyśmiewa Lechię Gdańsk. Ma do tego prawo i robi to dobrze
Odchodząc na chwilę od kwestii przyzwoitości – to wygląda bardzo nienaturalnie, źle, abstrakcyjnie. Poważna marka nie może serwować czegoś takiego. Hasło „PZPN poniesie konsekwencje” brzmi desperacko. Bo tu widzimy, czarno na białym, że związek nie wyrządził ani jednej, nieodwracalnej szkody klubowi, a Urfer spóźnił się prawie rok z odwołaniem do Lozanny. Jego wątpliwości zostały wyjaśnione na etapie decyzji Trybunału Arbitrażowego przy PKOI.
Zresztą, o komizmie tego zdania wiele mówi tweet Arki Gdynia, która szybko podchwyciła temat. Komunikacyjnie potrafi pójść w autoironię, ale i wbić szpilkę lokalnemu rywalowi. I ta szpilka mówi nie tylko o dobrym wyczuciu osób odpowiadających za klubowe social media, ale także o wizerunkowej pozycji obu klubów.
📑 Kup karnet i razem sprawmy, by @_1liga_ poniosła konsekwencje za nieodwracalne szkody wyrządzone naszemu Klubowi poniższym wpisem.
🎟️ https://t.co/ZgvAQ8lRAN pic.twitter.com/IVjb2mN4pE
— Arka Gdynia (@ArkaGdyniaSA) July 10, 2026
Arka jest pogodzona ze spadkiem, ale działa. Sprowadza bardzo dobrych piłkarzy jak na pierwszą ligę, łączy młodość w osobach chociażby Filipa Walusia i Maksymiliana Sznaucnera, z doświadczeniem reprezentowanym przez Dominika Kuna czy Bartłomieja Pawłowskiego. Zawiera porozumienie ze Slavią Praga, jednym z czołowych, europejskich klubów pod względem szkolenia młodych piłkarzy. Arka Gdynia wbijając szpilę Lechii Gdańsk jest nie tylko zabawna, ale i wiarygodna. Wydaje się być na ten moment dużo poważniejszym klubem, co jest złym znakiem dla Lechii, bo można powiedzieć, że ci dwaj, lokalni rywale jadą na jednym wózku. Razem spadli z Ekstraklasy, spotkali się z naturalnymi dla spadkowicza problemami. Arka już się otrząsnęła, Lechia dalej tkwi w amoku i myśli, że dalej jest w Ekstraklasie, a ich ruchy blokuje zakaz transferowy, bo znowu nie płaci.
Karnetowiczu Lechii, jak coś, wejdziesz na mecze Lechii w Ekstraklasie podczas sezonu 2026/2027!
Urfer wtrącił swoje trzy grosze także przy informacji o sprzedaży karnetów.
Karnety na sezon 2026/2027 będą obowiązywać zarówno w ramach Betclic 1. Ligi, jak i – w przypadku powrotu do PKO Bank Polski Ekstraklasy – na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Rezerwacja miejsca z poprzedniego sezonu będzie obowiązywać do 24 lipca. – czytamy na stronie klubu.
To bardzo miłe, że Urfer daje karnetowiczom dostęp do meczów Lechii Gdańsk w rozgrywkach, w których nie wystąpi. Należałoby zadań pytanie czy karnet umożliwia także wejście na mecze Lechii Gdańsk w Lidze Mistrzów, Premier League i Keeza Klasie B grupie Radom II? Wejdę z nim na La Ligę? Może Jupiler Pro League?
😍 https://t.co/E4H9eYzv6r pic.twitter.com/QH9fDgg9Nl
— Tomek Hatta (@Fyordung) July 13, 2026
Żarty na bok. Lechia Gdańsk nie zostanie przywrócona do PKO Ekstraklasy. Wieczysta Kraków uczciwie do niej awansowała. Gdańszczanie zajęli szesnastą pozycję w lidze. Oznacza to spadek klasę niżej. Fakt, mieli odjęte pięć punktów – zostało już stwierdzone, że kara nie została orzeczona za nic. Paolo Urfer miał wiele momentów, w których dostawał taryfę ulgową, kolejne godziny, tygodnie, miesiące na regulację zobowiązań. Poskutkowało, gdy Lechia była naprawdę o włos od nieotrzymania licencji na grę w Ekstraklasie. Wtedy już jednak musiał liczyć się z tym, że jakieś konsekwencje trzeba będzie ponieść. Lechia Gdańsk rozpoczęła sezon z odjętymi pięcioma punktami.
Lechia Gdańsk miała sporo pecha, ale spadła uczciwie
Może dałoby się lepiej zagrać z osłabionymi Radomiakiem Radom i Widzewem Łódź. Z pewnością, do uniknięcia była porażka z Bruk-Bet Termaliką Niecieczą. Trudno przełknąć mi przez ślinę, że Lechia Gdańsk zasłużyła na spadek, bo przez większość sezonu grała na niezłym poziomie. Imponował przede wszystkim ofensywny styl Johna Carvera. Łatwość w zdobywaniu przestrzeni, szybkość Carlosa Meny, technika i mental Rifeta Kapicia, skuteczność Tomasa Bobceka, dojrzałość w środku pola Ivana Zhelizki. Na końcu sezonu to wszystko wygasło i z każdą porażką zespół był coraz bardziej rozbity. A sezon ułożył się tak, że dorobek punktowy, który normalnie wystarczyłby na przedłużenie pobytu w lidze tym razem tego nie dawał. Lechia Gdańsk poleciała.
Poleciała uczciwie, choć bardzo pechowo. Paolo Urfer stanął przed wyborem: przyjmujemy bardzo bolesny cios, zaciskamy zęby, ale bierzemy się za poważne wzmocnienia, dalszy rozwój klubu w takich realiach, w jakich się znalazł i wypłacamy piłkarzom pensje – tak jak chociażby sąsiadka z Gdyni – czy może prowadzimy desperacką walkę prowadzącą donikąd, by uwypuklić, że to my jesteśmy ofiarą, a PZPN oprawcą. Wybrano opcję drugą. Być może przy pełnej świadomości Urfera, że Lechia w Ekstraklasie nie zagra – jeżeli tak, jest to wyjątkowo bezczelne względem kibiców ze stolicy Pomorza. Jeżeli nie, jest to wyjątkową naiwnością i przejawem przerażającej wręcz niekonsekwencji swoich czynów. Oba warianty źle świadczą o prezesie Lechii.
Przerażająca strategia komunikacyjna Paolo Urfera
Adnotacja przy informacji o sprzedaży karnetów czy dodatek do pożegnania Eliasa Olssona to nie są występki. To dwa harde, istotne elementy bardzo krzywdzącej dla kibiców strategii Paolo Urfera. Pokazuje on – patrzcie, to oni, ten zły PZPN spuścił nas do pierwszej ligi, a nasze miejsce jest w Ekstraklasie! Przypomina o tym w komunikatach, nawet niepoświęconych temu postępowaniu, przy sprzedaży karnetów i chyba tylko sam Pan Bóg wie, co wymyśli dalej. To jest tania propaganda. Liczenie, że kłamstwo powtórzone dostatecznie wiele razy zostanie odebrane jako prawda. Stosowanie propagandy względem kibiców własnego klubu? Mówiąc delikatnie, słabe. I właśnie kibiców Lechii Gdańsk w tej całej tragikomedii najbardziej szkoda. Po pierwsze, dlatego, że są oszukiwani. Po drugie, że Urfer robi z ich klubu pośmiewisko na cały kraj.
Lechio, pobudka!
Na razie lepiej się skupić na zdjęciu zakazu transferowego i wzmocnieniach pod szybki awans. W tym z pewnością bardziej pomoże szersza, jakościowa kadra niż wysyłane z opóźnieniem odwołania do Lozanny.
Bo przypomnę: Lechia Gdańsk uczciwie straciła pięć punktów, nie wypłacała wynagrodzeń swoim piłkarzom, miała problemy z uregulowaniem płatności za transfery. Zajęła szesnaste miejsce w osiemnastozespołowej lidze, z której poziom niżej spadają trzy kluby. Osiemnasta Termalica, siedemnasta Arka, szesnasta Lechia. Lechia Gdańsk w związku z tym za tydzień z niewielkim hakiem rozpocznie zmagania w Betclic 1. Lidze. Jedyną możliwą ścieżką powrotu do Ekstraklasy jest awans wywalczony na boisku.