W miniony weekend wystartowały mistrzostwa świata kobiet, które odbywają się w Kanadzie. 24 reprezentacje, dużo bramek, emocjonujące spotkanie, ponad 50 tysięcy ludzi na meczu otwarcia – to jasne strony mundialu.
Zanim mistrzostwa świata wystartowały, już przed rozpoczęciem turnieju wzbudziły one kontrowersje. FIFA ogłosiła bowiem, że wszystkie spotkania, na wszystkich sześciu stadionach odbywać się będą na sztucznych murawach. Protestowały przede wszystkim same zawodniczki, które grać na takiej nawierzchni nie chciały. Protesty na nic się zdały. Narzekania nadal są, w końcu sztuczna nawierzchnia nie należy do ulubionych, nie tylko przez piłkarki. Od razu w internecie pojawiły zdjęcia przedstawiające zdjęcia obdartych kolan piłkarek, co ma pokazać, jak złe jest granie na sztucznej murawie.
Sztuczna murawa to niejedyna nowość na turnieju. Podczas wszystkich meczów dostępna będzie także technologia goal-line. Już raz system się przydał, podczas spotkania Kolumbijek z Meksykankami.
Historia mistrzostw świata kobiet nie jest zbyt długa. Pierwszy turniej odbył się w roku 1991 w Chinach. Od tego czasu rozgrywany jest on tak samo jak mundial mężczyzn, co cztery lata. W dotychczasowych sześciu edycjach dwukrotnie najlepsze były Niemki oraz Amerykanki, po jednym triumfie mają Norweżki oraz zwyciężczynie sprzed czterech lat – Japonki.
W tym roku turniej odbywa się w Kanadzie i w meczu otarcia gospodynie podejmowały Chiny. Imponująca z całą pewnością była frekwencja – mecz obejrzało z trybun 53 058 kibiców. Niestety, jeśli ktoś obejrzał mecz otwarcia i na co dzień nie interesuje się piłkarstwem kobiecym, mógł się mocno zniechęcić. O ile pierwsza połowa jeszcze jakoś wyglądała, o tyle drugiej nie dało się oglądać. Dodatkowo kontrowersje wzbudza także rzut karny podyktowany dla gospodyń w 91. minucie. „Jedenastkę” na gola zamieniła Christine Sinclar i gospodynie wygrały 1:0. Czy faul był? Oceńcie sami.
https://twitter.com/Jigsawwill/status/607345255575392256
O ile mecz otwarcia mógł się nie podobać, o tyle już rywalizacja w poniedziałek, pomiędzy Szwecją a Nigerią, podobać się powinna. Spotkanie zakończyło się remisem 3:3, ale miało niezwykle interesujący przebieg. Ładne gole, niekonwencjonalne rozwiązywanie stałych fragmentów gry, szybkie i żywe akcje, a do tego sporo emocji – to wszystko sprawiło, że mecz podobał się każdemu. Obie reprezentacje grają w grupie D, która nazywana jest grupą śmierci. Nic dziwnego, skoro rywalizują jeszcze w niej Amerykanki oraz nieobliczalne Australijki. W bezpośrednim meczu górą USA – 3:1.











