Na placu boju pozostał już tylko jeden zespół, który w obecnym sezonie Premier League nie zaznał smaku porażki. Triumfatorzy ostatniej edycji Champions League z Anfield Road uzyskali pięciopunktową przewagę nad Manchesterem City. Wszystko za sprawą sensacyjnej porażki ekipy Pepa Guardioli przeciwko Norwich City. Zaskakujący wynik na Carrow Road był największym wydarzeniem minionej kolejki na angielskich boiskach. Kto według nas zasłużył na miano pakera oraz frajera? Zapraszamy do lektury.
Wspomniany triumf beniaminka według wszelkich początkowych analiz nie miał prawa się zdarzyć. Opinia publiczna zwracała uwagę przede wszystkim na fakt, iż zespół Norwich City został zdziesiątkowany przez liczne kontuzje. Stało się inaczej, a po sobotnim starciu hiszpański menedżer mistrzów Anglii stwierdził w rozmowie z brytyjskimi mediami, że jego podopieczni wciąż pozostają tylko zwykłymi śmiertelnikami, o czym ludzie często zapominają.
Niezłomni i niewzruszeni pozostają natomiast piłkarze Juergena Kloppa. Komplet punktów po pięciu kolejkach jasno wskazuje, że na Anfield Road nie będzie nic ważniejszego niż długo wyczekiwany powrót na mistrzowski tron. W tym sezonie żadne wymówki nie zostaną przez nikogo przyjęte do wiadomości. Po europejskich sukcesach czas na podbój Premier League. Liverpool na razie jeńców nie bierze. Niezależnie od poziomu rywala „The Reds” są po prostu sobą. Nawet w sytuacji, gdy przychodzą chwile słabości. Przeciwko Newcastle należało przecież gonić wynik. Niezwykle imponująco zapowiada się najbliższy poważny ligowy sprawdzian przeciwko Chelsea.
Pakerzy
Guardiola swoją wypowiedzią trafił w samo sedno. Wykazał się słowną precyzją, podobnie jak strzelecką na boisku Tammy Abraham w rywalizacji z Wolverhampton. Anglik to zdecydowanie największy beneficjent wszelkiego zamieszania, jakie nastąpiło w zespole Chelsea przed rozpoczęciem bieżącej kampanii. Bez zakazu transferowego młodzi angielscy gracze w koszulce „The Blues” zdecydowanie nie mieliby aż tak prostej drogi do wyjściowego składu. Na razie wszelkie problemy na Stamford Bridge paradoksalnie wychodzą na dobre.
Podczas inauguracyjnego meczu z Manchesterem United być może widać było po Abrahamie pewną tremę. Kolejne spotkania w jego wykonaniu wiązały się jednak z wybuchem prawdziwego instynktu strzeleckiego. Siedem trafień oraz jedna asysta to wynik wybitny, którego za czasów swojej piłkarskiej przygody nie powstydziłby się obecny szkoleniowiec Chelsea, Frank Lampard.











