Sezon Premier League zbliża się do półmetka. Nadal trwa kapitalna passa zwycięstw Liverpoolu. „The Reds” jeszcze wygodniej rozsiedli się w fotelu lidera po niespodziewanej wpadce Leicester City. Nic nie jest jednak jeszcze przesądzone, bo ze świetnej strony w meczu Arsenalem pokazał się Manchester City. W przeciwieństwie do sąsiadów z United, którzy znów zgubili punkty. Przedstawiamy kolejną odsłonę naszego cyklu „Pakerzy i frajerzy”.Zimowy maraton trwa w najlepsze. Premier League wrzuciła wyższy bieg i wielkimi krokami zbliża się połowy obecnej edycji rozgrywek. Na przełomie grudnia i stycznia zazwyczaj można typować pierwsze rozstrzygnięcia z dużym prawdopodobieństwem powodzenia.
W bieżącym sezonie oprócz ucieczki Liverpoolu zażarta walka toczy się we wszystkich sektorach tabeli. Nic nie jest jeszcze przesądzone, włącznie z walką o mistrzowski tytuł. Dziesięć punktów przewagi „The Reds” nad Leicester City to dużo, ale żadnej gwarancji nie daje. Chyba że podopieczni Brendana Rodgersa po przerwaniu zwycięskiej passy w minionej kolejce nadal będą gubić punkty.
Ręcznika nie rzucił jednak jeszcze Manchester City. Zespół z Etihad Stadium błyskawicznie pozbawił złudzeń pogrążony w marazmie Arsenal, pierwszą bramkę zdobywając już w drugiej minucie. Porażka z obecnym mistrzem Anglii znacznie komplikuje realizację marzeń „The Gunners” o zajęciu czwartej lokaty w tabeli. Tym bardziej że kolejne zwycięstwo odniósł sąsiad drużyny z Emirates Stadium z północnego Londynu, Tottenham Hotspur. „Spurs” wykorzystują zadyszkę Chelsea, po minionej serii spotkań tracą do ekipy Franka Lamparda już tylko trzy punkty. Przedstawiamy kolejną odsłonę naszego cyklu „Pakerzy i frajerzy”, w którym w zależności od zasług umiejscawiamy bohaterów zakończonej kolejki po jednym z dwóch stron zestawienia.
Pakerzy
Istny spektakl w hicie kolejki, w którym Arsenal podejmował Manchester City, rozegrał Kevin De Bruyne. Worek z bramkami Belg rozwiązał już w drugiej minucie meczu. W ciągu kolejnych trzydziestu siedmiu nie pozostawił złudzeń, kto jest absolutną gwiazdą Premier League. Fantastycznymi zagraniami raz za razem rozrywał defensywę „The Gunners”, oprócz kolejnej bramki dodając także asystę przy golu Raheema Sterlinga. Występ zawodnika na Emirates Stadium na pewno dał wiele do myślenia menedżerowi „The Citizens”. Nieobarczony wieloma zadaniami w destrukcji, ustawiony bliżej bramki rywali, Kevin De Bruyne jest w stanie znacznie więcej dać Manchesterowi City. To powinno napawać optymizmem Pepa Guardiolę. Strata do Liverpoolu jest duża, ale być może hiszpański menedżer znalazł właśnie sposób na udaną pogoń za liderem Premier League.











