Już dziś odbędzie się mecz pomiędzy dwoma Realami: z Valladolidu i Madrytu. Przypomnijmy, iż madrytczycy są w słabej formie, a mecz ten będzie ostatnią szansą niemieckiego szkoleniowca na utrzymanie posady.
Kiedy niespełna miesiąc temu Królewscy przegrali pierwsze spotkanie w Lidze Mistrzów z Juventusem 2:1, nikt zapewne nie przypuszczał, że może to zapowiadać słabszą formę Los Blancos. Jednak powoli gra ekipy ze stolicy Hiszpanii stawała się coraz gorsza, następstwem tego było ciężko wywalczona wygrana z Athletic Bilbao oraz nieoczekiwana porażka z Realem Union w Copa del Rey.
To jednak nie był jeszcze koniec nieprzespanych nocy prezesa Ramóna Calderóna. Kolejnym potknięciem był remis z Almerią, gdzie trener tłumaczył, że wynik 1:1 jest według niego satysfakcjonujący, choć z pewnością tak nie było.
Następnym powodem do nerwicy Niemca mogła być druga porażka w Pucharze Europu z Włochami, gdzie zapowiadany rewanż miał być pogromem turyńczyków, a zakończył się porażką Hiszpanów 0:2.
Jako tako sytuację w ekipie podtrzymała ciężko wywalczona dzięki Higuainowi wygrana z Malagą 4:3. Jednak kilka dni później Wikingowie ponownie upadli bardzo nisko, gdyż w tym tygodniu klub przegrał bój o kolejną fazę Pucharu Hiszpanii. Otóż pomimo wygranej na własnym terenie 4:3 odpadli z dalszych rozgrywek…
Ta fatalna dla Mistrzów Kraju wiadomość obiegła cały piłkarski świat niczym błyskawica. Usłyszawszy to, cały glob roześmiał się z Schustera i jego podopiecznych. Klub zadziałał automatycznym ultimatum dla byłego trenera Getafe, i dzisiejszy mecz ma być decydującym w sprawie jego dalszej kariery w klubie.
Jednym słowem, w tym meczu pan Bernd będzie mieć nóż na gardle. Musi zrobić wszystko, aby utrzymać się na stanowisku.










