Sobota w Barcelos miała pachnieć powrotem. Francesco Farioli wpisał Oskara Pietuszewskiego do wyjściowej jedenastki FC Porto na 9. kolejkę Ligi Portugal Betclic. Smoki, liderzy z kompletem ośmiu zwycięstw i 24 punktami, jechały do Gil Vicente po ligowy spokój po dwóch porażkach w Lidze Mistrzów. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem na Estadio Cidade de Barcelos ten plan rozsypał się już na rozgrzewce.
Fizjoterapeuta zamiast pierwszej jedenastki
Pietuszewski zdążył znaleźć się w ogłoszonym składzie, w ataku obok Pepe i Andre Silvy. Potem, jak relacjonuje „Bola na Rede”, na murawie zamienił kilka słów z lekarzem Smoków, Nelsonem Pugą, i nie dokończył rozgrzewki niebiesko-białych. Zszedł do szatni. „A Bola” w relacji z płyty pisze o dyskomforcie mięśniowym lewej nogi i o tym, że Polak odpada z meczu. Klub, na którego informację powołuje się Flashscore, doprecyzowuje miejsce: lewe udo. W jedenastce jego miejsce zajął Borja Sainz, jeszcze przed rozgrzewką wpisany na ławkę. Skali urazu sztab publicznie jeszcze nie podał.
Udo, które ciągle wraca
Ciało ma pamięć dłuższą niż niejeden komunikat prasowy. W sierpniu „O Jogo” i Record opisywały uraz mięśniowy prawego uda i przerwę liczoną w około trzech tygodniach. Pietuszewski z gry wypadał już z Alvercą, a w tle majaczyły Rio Ave i Arouca. Ten początek sezonu Oskar Pietuszewski spędził więc bliżej sztabu medycznego niż linii bocznej. Flashscore przypomina, że na koncie ma ledwie cztery oficjalne występy, a po raz ostatni wyszedł w podstawie we wtorek, w Lidze Mistrzów przeciwko PSV. Wcześniej, po kadrze Jana Urbana, Farioli mówił wprost na łamach „O Jogo”, że skrzydłowy wrócił w gorszym stanie, niż wyjeżdżał. Gol z Maritimo, przy wygranej 2:1, dał jednak Smokom punkty i poczucie, że numer 77 znów potrafi ważyć w hierarchii zespołu. Jeszcze w piątek Włoch, w słowach przytaczanych przez Observador za agencją Lusa, widział Pietuszewskiego bliżej optymalnej dyspozycji. Dobę później rozgrzewka w Barcelos znów posłała go do lekarzy klubowych.
Borja Sainz i zniweczony wieczór
Szóste w tabeli Gil Vicente, 14 punktów i seria trzech ligowych zwycięstw, przyjmowało lidera po dwóch ciosach w Europie: 2:3 z Betisem i 0:1 z PSV. Farioli mówił przed wyjazdem, że to pierwsze takie z rzędu potknięcia w Lidze Mistrzów od jego przyjścia do klubu. Liga miała być miejscem, w którym Smoki gaszą ten pożar. Na skrzydle staje jednak Borja Sainz zamiast Pietuszewskiego. Póki piłka w grze, nic nie jest przesądzone — ani wieczór w Barcelos, ani to, czy lewe udo okaże się jednym ostrożnym wieczorem, czy kolejną wyrwą w składzie. Sztab zna już tę melodię. Kibice też. Pytanie, czy tym razem refren urwie się po jednej zwrotce.











