Choć to piłkarze Sparty mogli schodzić z boiska z podniesioną głową, przebłysk geniuszu Oscara zapewnił Chelsea pierwszą wygraną w Lidze Europy.
Korespondencja z Pragi
W mroźny czwartkowy wieczór od zwycięstwa 1:0 swoją przygodę z Ligą Europy rozpoczęła Chelsea. Choć zwycięstwo na trudnym wyjazdowym terenie może podopiecznych Rafy Beniteza cieszyć, styl i determinacja pozostawiały wiele do życzenia. Sparcie pozostaje duma z bardzo dobrego występu oraz szanse na udany rewanż w Londynie. Gdyby Chelsea wrzuciła przysłowiowy piąty bieg częściej niż raz na mecz, losy dwumeczu byłyby przesądzone.

W barwach gości nie mogli wystąpić Demba Ba (grał już w tegorocznych rozgrywkach dla Newcastle) oraz zawieszony David Luiz. W szeregach gospodarzy zabrakło kontuzjowanego Jiri Jarosika, który w przeszłości także bronił barw „The Blues”.
Sparcie wyraźnie brakowało dynamiki oraz meczowego ogrania – było to pierwsze oficjalne spotkanie podopiecznych Vitezslava Lavicki od początku grudnia. Może właśnie dlatego już w 15. minucie David Lafata zmarnował świetne dośrodkowanie z głębi pola – zamiast przyjąć, 31-letni napastnik huknął z woleja wysoko ponad bramką przywitanego gwiazdami Petra Cecha. Lafata już chwilę później mógł się poprawić, ale tym razem jego strzał zablokował pełniący rolę kapitana Frank Lampard.
Oprócz popularnego „Lampsa” oraz niezwykle aktywnego Marko Marina w szeregach gości panowały nonszalancja oraz brak determinacji, aby słabszych piłkarsko gospodarzy przycisnąć.
Choćby z tego powodu swoją grą Sparta stopniowo coraz wyraźniej usprawiedliwiała obecność w fazie pucharowej Ligi Europy. Ostatnie 20 minut pierwszej połowy upłynęło pod znakiem całkowitej dominacji gospodarzy. Ich kibice mogli uważać, że Sparcie należał się karny w 27. minucie po starciu Ladislava Krejcica z Cesarem Azpilicuetą, ale sędzia Daniele Orsato z Włoch był innego zdania. Choć okazji strzeleckich nie brakowało, kulminacji boiskowej przewagi w postaci bramki do szatni jednak zabrakło.
Sparta również drugą połowę rozpoczęła ambitnie, a postawę gości można było podsumować strzałem Fernando Torresa w 71. minucie. Hiszpan mocno uderzył zza pola karnego, ale jego strzał…wylądował za linią autową.
Jeżeli założeniem Lavicki było nie stracić bramki u siebie i z korzystnym wynikiem pojechać do Londynu – jego piłkarze wywiązywali się z tego lepiej niż dobrze aż do 82. minuty. Aż do tej minuty Chelsea nie potrafiła stworzyć choćby jednej stuprocentowej sytuacji strzeleckiej. Ba! Wprowadzanie w 76. minucie Kameruńczyka Leony’ego Kweuke można było odebrać jako sygnał, że prascy gospodarze zwietrzyli szansę na wygraną nad tryumfatorem ubiegłorocznej Ligi Mistrzów.
Tym niemniej kluczowy moment przyszedł w 82. minucie. Oscar potrzebował trzech dotknięć piłki, aby wpisać się na listę strzelców natychmiast po wejściu na boisko. Najpierw szybko zagrał z klepki piłkę przed polem karnym z Edenem Hazardem. Belg natychmiast mu ją odegrał, dzięki czemu 21-letni Brazylijczyk łatwo wszedł pomiędzy obrońców Sparty, przełożył sobie jeszcze piłkę i płaskim strzałem w lewy dolny róg pokonał Tomasa Vaclika.











