Nic od dawna nie podzieliło tak polskich kibiców piłki nożnej jak wrażenia z pierwszego meczu naszej kadry w Katarze. Zremisowaliśmy 0:0, udało się nie przegrać meczu, ale nasz styl pozostawia wiele do życzenia. Boli zwłaszcza to, że Robert Lewandowski został pozostawiony sam sobie w atakach naszej kadry. Jeżeli chcemy wykorzystać jego moc, nie możemy liczyć tylko na jego jeden błysk. Bez jakiejkolwiek pomocy sam meczu nie wygra.Zespół Myslovitz wydał na polskim rynku kilka przebojów – wśród nich m.in. „Długość dźwięku samotności”. W meczu Meksyk – Polska pod nosem mógł ją sobie nucić kapitan reprezentacji Polski. W naszym pierwszym spotkaniu na mistrzostwach świata w Katarze skupiliśmy się przede wszystkim na tym, aby nie stracić gola. Ucierpiał na tym nasz napastnik, który był z przodu sam. Robert Lewandowski nie mógł liczyć na pomoc innych.
Jeżeli chcemy mieć snajpera o takich samych walorach jak w Bayernie i teraz w Barcelonie, to przede wszystkim trzeba go wesprzeć. Wiedział o tym Adam Nawałka, który odblokował go dla „Biało-czerwonych”. Za to Czesław Michniewicz wolał uczynić z niego samotnego snajpera, niczym z filmów wojennych, który miał czekać na tę jedyną okazję. Tylko nawet kiedy ona naszła, zawiódł. Ale my tutaj nie o zmarnowanym karnym, a o słabej taktyce ofensywnej Polaków.
Nikt nie zostawia lidera samego
Robert Lewandowski to nie jedyna wielka gwiazda, która zagra na mistrzostwach świata w Katarze. Wszyscy dobrze wiemy, kim są Lionel Messi, Cristiano Ronaldo, Neymar, Harry Kane, Kylian Mbappe czy Gareth Bale. Czy kadry narodowe tych zawodników zostawiają grę ofensywną swoich liderów? Nie. Czy Czesław Michniewicz liczył na to, że Meksykanie nie oglądają europejskich lig i nie wiedzą, kim jest kapitan „Biało-czerwonych”? Chyba nie.
Jak się kończy zostawianie wszystkiego liderowi? Coś o tym wie Argentyna, która przed kilkoma laty miała bardzo prostą taktykę – podaj piłkę do Messiego. Oczywiście argentyński lider sam nie dawał rady ogrywać rywali i zapewniać zwycięstw swojej drużynie. Każdy przeciwnik dobrze wie, kim jest obecny piłkarz PSG, jak jest niebezpieczny – dlatego podwójnie uważa na jego ruchy. W ten sposób „Albicelestes” zaliczali regres. To, że inni piłkarze w ofensywie też są potrzebni, najlepiej pokazuje mundial z 2014 roku, w którym Argentyńczycy doszli do finału. W tym turnieju Messi nie tylko grał, ale miał też wsparcie innych piłkarzy.
Jeżeli już skupimy się na samym turnieju w Katarze, to każdy z wyżej wymienionych piłkarzy otrzymywał wydatną pomoc kolegów w fazie ataku. Każda z reprezentacji, mająca w składzie mocne nazwisko, tak układała taktykę, żeby ofensywa nie spoczywała wyłącznie na jednym piłkarzu. Wiadome będzie, że najgroźniejsi są ci najlepsi, ale przeciwnicy też to wiedzą i mają się na baczności. Gorzej z bronieniem jest w momencie, kiedy więcej piłkarzy podchodzi do ataku. Ogólnie na mistrzostwach świata 2022 oglądamy dość ofensywny futbol. Jak do tej pory jedynie Polska otoczyła się podwójnymi zasiekami.











