Gdy zespołowi w kolejnych meczach nie idzie, a ławka rezerwowych jest krótka, to osobami, które na tym najbardziej korzystają, są młodzi, zdolni piłkarze, dotychczas skazani na niższy szczebel rozgrywek. Tak też zdarzyło się w Paryżu, gdzie trener miejscowego Paris Saint-Germain z konieczności musiał sięgnąć po stołeczną młodzież. Swoje szanse wykorzystali wtedy Neeskens Kebano oraz Jean-Christoph Bahebeck.
„Oni są tu, by cieszyć się futbolem, za nic nie biorą odpowiedzialności. Jedyną rzeczą, o którą ich proszę, jest, żeby grali tak jak dla drużyny juniorskiej”. Czyja to wypowiedź? Otóż są to słowa szkoleniowca Paris Saint-Germain, Antoine’a Kombouarego, wychwalającego pod niebiosa Neeskensa Kebano i Jeana-Christopha Bahebecka, którzy swymi golami dali awans stołecznej drużynie do półfinału Pucharu Francji. Trafienia z 18. i 27. minuty dogrywki odprawiły z kwitkiem drugoligowy zespół Le Mans. Postawa trenera godna podziwu, może nawet zakrawająca na szaleństwo. Kim zatem jest ta dwójka utalentowanych piłkarzy?
„Holenderskie” dziedzictwo

Neeskens Kebano urodził się 10 marca 1992 roku w podparyskim Montereau-Fault-Yonne, gdzie rozpoczął swoją sportową działalność. W miejscowym klubie ASA Montereau uczestniczył nie tylko w zajęciach piłkarskich, ale również uprawiał judo. W 2004 roku próbował dostać się do jednej z najlepszych szkółek piłkarskich we Francji, Clairefontaine. Instytucja ta położona w odległości 50 km od stolicy Francji powstała w drugiej połowie lat 80. jako narodowe centrum piłki nożnej. Jednak młodemu Kebano nie było dane skorzystać z dobrodziejstw tego miejsca, gdyż został podczas jednego z testowych obozów wypatrzony przez skautów PSG. Wszystko to działo się w 2004 roku. Zaoferowano mu okres próbny w zespole, a po spędzonym kolejnym sezonie w rodzimym klubie podpisał umowę w roku 2006. W ten sposób młody piłkarz znalazł się w jednym z najbardziej medialnych klubów w swoim kraju.
Jako zawodnik kolejnych szczebli wiekowych w nowym klubie udało mu się osiągnąć kilka znaczących tytułów wraz z tytułem krajowym oraz pucharem paryskiego miasta. W obecnym sezonie, mimo jeszcze młodego wieku, został promowany do drużyny rezerw, które rozgrywają swoje mecze w pierwszej lidze amatorskiej, czyli na czwartym szczeblu francuskiej hierarchii. Nic jednak nie zapowiadało, że będzie można o tym młodziaku usłyszeć w najlepszej piłce już teraz, ale o tym za chwilę.
Kebano miał okazję również reprezentować francuskie barwy narodowe. Zagrał kolejno w kadrze „Trójkolorowych” do lat 17., 18. i 19. Jego debiut datuje się na 24 marca 2009 roku w spotkaniu przeciwko rówieśnikom z Białorusi. Tego samego roku wziął udział w mistrzostwach Europy do lat 17., w których rozegrał wszystkie trzy mecze grupowe. Drużyna nie wygrała ani jednego spotkania, lecz nasz bohater zdołał wpisać się na listę strzelców, pokonując włoskiego bramkarza w meczu inauguracyjnym. Do tej pory Kebano zaliczył w barwach Francji 19 występów, zdobywając cztery gole. Seniorskiej kadrze rośnie kolejny talent, choć nie wiadomo, czy nie zgłosi się po niego Federacja Demokratycznej Republiki Konga, dla której również mógłby występować z powodu swojego pochodzenia.
Ciekawostką jest geneza tak oryginalnego imienia tego młodego piłkarza. Od momentu pierwszego pojawienia się w pierwszej drużynie PSG wszystkich dziennikarzy zainteresowała ta sprawa. Otóż ojciec Neeskensa, Nestor Kebano, był wielkim czcicielem talentu holenderskiego napastnika, Johana Neeskensa, i nie omieszkał uczcić go, przekazując swojemu synowi to wielkie dziedzictwo. Jest to tym bardziej symboliczne, że Kebano junior gra na pozycji atakującego pomocnika. Określany jest jako wybuchowy zawodnik z dobrymi możliwościami technicznymi.
Paryski snajper
Nasz drugi bohater, Jean-Christophe Bahebeck, również pochodzi z okolic Paryża, a właściwie z jego przedmieść. Urodził się w Saint-Denis, słynnym na cały świat z powstałego tam Stade de France, na którym rozegrany został finał mistrzostw świata w 1998 roku. Od kolegi z drużyny Bahebeck młodszy jest o ponad rok, gdyż przyszedł na świat 1 maja 1993 roku. Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w dwóch klubach w miejscowości Persan, najpierw od 2000 roku w Club Sportif Municipal, a po trzech latach w Union Sportive. Podobnie jak Kebano został wypatrzony przez paryskich skautów i zaproponowano mu w 2006 roku okres próbny w Paris Saint-Germain. Rok później podpisał kontrakt z dwukrotnym mistrzem Francji. Nie można nie wspomnieć, iż młodym talentem zainteresowani byli także Marsylia oraz Bordeaux, lecz Bahebeck z pełną świadomością zdecydował się na stołeczny klub.
Będąc piłkarzem młodzieżowych drużyn PSG, został rozpoznany jako łowca bramek. W zespole do lat 17. zdobył 17 goli w 23 meczach, w o dwa lata starszej ekipie mógł zaś pochwalić się równie wyśmienitym wynikiem 14 bramek w 20 występach. Z nadejściem bieżącego sezonu otrzymał promocję do drużyny rezerw i już w drugim swoim spotkaniu zdobył pierwsze trafienie, a do stycznia uzbierał ich aż pięć, pojawiając się zaledwie siedem razy na murawie. Zauważył to Antoine Kombouare i zabrał snajpera na obóz przygotowawczy w przerwie zimowej.
Kariera reprezentacyjna Bahebecka zaczęła się w 2009 roku jako członka kadry do lat 16., choć rozegrał w niej zaledwie dwa spotkania. W znacznie lepszej sytuacji znajduje się obecnie. Po braku powołań do kadry siedemnastolatków, w bieżącym sezonie załapał się do zespołu o rok starszego i zdążył już przekonać trenera o swoich umiejętnościach. W turnieju rozgrywanym w Limoges ustrzelił dublet przeciwko greckim rówieśnikom. Choć ma on pełne predyspozycje na snajpera, to udanie pełni również rolę skrzydłowego.
Młodzieży na ratunek!

Jednak nie występy w barwach „Trójkolorowych” przyniosły mu ostatnimi czasy największą sławę. Otóż wraz z Neeskensem Kebano został włączony w rundzie wiosennej do seniorskiego składu Paris Saint-Germain. Po świetnej jesieni piłkarze Antoine’a Kombouarego zaczęli z rozpoczęciem nowego roku bardzo zawodzić. Okazało się, że dotychczasowe gwiazdy jak Nene, Hoarau czy Erding nie są w stanie same sprostać trudom całego sezonu, a na ławce rezerwowych zabrakło równorzędnych zmienników. Szczególnie ważne było zimowe odejście Stephane’a Sessegnona, który nie mógł pogodzić się z rolą zmiennika. Szkoleniowiec stołecznych zaczął więc rozglądać się za świeżą krwią.
Znalazł ją we wspomnianej dwójce, świeżą i gorącą. Swój debiut Kebano zaliczył w pucharowym spotkaniu z Martigues, lecz prawdziwe wejście smoka obu zawodników miało dopiero nadejść. Przed miesiącem (2 marca) klub ze stolicy Francji rozgrywał swój ćwierćfinałowy mecz w Coupe de France. Drugoligowy przeciwnik, Le Mans, postawił twarde warunki i do końca regulaminowego czasu gry utrzymywał się bezbramkowy remis. Kombouare postanowił dać więc szansę młodzieży. Zdecydował się w drugiej połowie wprowadzić Bahebecka oraz Kebano i się nie zawiódł. Po dogrywce rezultat spotkania był 2:0 dla paryżan, a do siatki rywali trafiali Neeskens Kebano oraz Jean-Christophe Bahebeck. Lepszego scenariusza w debiucie nie można było sobie wyobrazić.
PSG – Le Mans [1:0, Bahebeck]:
PSG – Le Mans [2:0, Kebano]:
Od tej chwili obecność obu tych piłkarzy na ławce rezerwowych nie dziwi już żadnego z obserwatorów. Każdy z nich zaliczył już swój ligowy debiut, choć większym zaufaniem obdarzony został przez trenera Bahebeck. Wynikać to może z tego, iż obecnie największą bolączką PSG jest brak skutecznych napastników. Piłkarz z przedmieść Paryża zagrał już w czterech spotkaniach, zawsze wchodząc z ławki rezerwowych. Gola jeszcze nie strzelił, lecz to tylko kwestia czasu. Cierpliwości Kombouaremu na pewno nie brakuje, wnioskując z wprowadzającej wypowiedzi. Na swoją ligową szansę „holenderski” pomocnik poczekać musiał trochę dłużej. Dopiero w minionej kolejce pojawił się w meczowej osiemnastce i został wprowadzony na boisko w miejsce Ludovica Giuly’ego.
Nie można jednak oczekiwać, iż tych dwóch stanie się natychmiast kluczowymi piłkarzami klubu, który rok w rok walczy o najwyższe pozycje w Ligue 1. Początek mieli wyśmienity, ale kto wie, co będzie dalej. Na tę chwilę mają fantastyczną okazję obcowania z piłką na najwyższym piłkarskim poziomie wśród wielu utytułowanych zawodników (Giuly, Makelele). Otrzymali od szkoleniowca margines błędu, który jest konieczny w kontekście młodzieńczej brawury. Czego chcieć więcej? Istnieje zatem wielka nadzieja, iż jeszcze będzie o nich głośno.