Madrycka fabryka talentów pracuje na najwyższych obrotach. W szeregach Realu Madryt Castilla, grającego w Segunda Division B, dojrzewa właśnie nowy Cristiano Ronaldo. Jese Rodriguez Ruiz, czyli bohater tego artykułu, nie jest Portugalczykiem. Nie jest tak wysoki jak były piłkarz Manchesteru United, a na jego koszulce wcale nie widnieje numer siedem. Mimo to z jakiegoś powodu w Hiszpanii nazywa się go cudownym chłopcem i jednym z najbardziej obiecujących graczy szkółki „Los Merengues”.
„Czysty talent. Napastnik, który nie boi się rywalizacji, często trafia do siatki zza pola karnego. Nie brakuje mu szybkości oraz zdolności defensywnych. To zawodnik o nieprzeciętnych umiejętnościach” – czytamy na oficjalnej stronie Realu Madryt.

Piłkarz przyszedł na świat 26 lutego 1993 roku na Wyspach Kanaryjskich – mamy wreszcie podobieństwo do urodzonego na Maderze gwiazdora „Królewskich” – a konkretnie w dzielnicy La Feria w Las Palmas. W wieku dziesięciu lat rozpoczął treningi z ekipą El Pilar FC. Dwa sezony później trafił do Huracanu, dla którego zdobywał średnio 100 bramek w sezonie, objawiając tym samym swój instynkt strzelecki. Dzięki dobrej postawie w drużynie z Estadio Pepe Goncalvez gracz wzbudził zainteresowanie skautów z Bernabeu. Talent zawodnika wypatrzył Sixto Alfonso. Kiedy Jese miał 13 lat, został sprowadzony na testy do Valdebebas – przeszedł je pozytywnie, ale zdecydowano się pozostawić go jeszcze przez rok w Huracanie. Mimo że klub Jesego podpisał już porozumienie z Madrytem, do akcji włączyła się „Duma Katalonii”. Włodarze Barcelony usilnie starali się przekonać chłopaka do rozpoczęcia treningów w La Masii, ale Kanaryjczyk odrzucił ofertę. Miał inne marzenie.
W Madrycie od początku radził sobie świetnie, każdego roku piął się do góry w szkoleniowej hierarchii, awansując o kategorię wyżej. Po Cadete B przyszła pora na Cadete A, później Jesego przeniesiono do Juvenilu B, a następnie – do Juvenilu A. Skrzydłowy ma w swoim życiorysie również występy w młodzieżowych reprezentacjach Hiszpanii. Grał w kadrze U-16, U-17 (jego ekipa dotarła do finału mistrzostw Europy) i U-18. Obecnie jest podstawowym graczem w zespole U-19, w którym jak do tej pory pojawił się na boisku cztery razy.
Jeszcze zanim trafił do Castilli, miał okazję trenować razem z pierwszą drużyną. – Stało się to po przegranej 0:5 na Camp Nou. To był straszny tydzień dla całego madridismo. Jadłem kolację, kiedy zatelefonował do mnie dyrektor szkółki Alberto Giraldez i powiedział mi, że będę mógł ćwiczyć z pierwszym zespołem. Pomyślałem, że to żart – wspominał Jese. Marzenia zawodnika zaczęły się spełniać. Półtorej godziny na murawie u boku najlepszych na świecie, strzelony gol i słowa uznania z ust samego Jose Mourinho: – Zachęcił mnie, żebym dalej się starał, a na pewno kiedyś mnie powoła. To była dla mnie wielka motywacja – opowiadał wychowanek. Nie mógł on jednak liczyć na specjalne względy Portugalczyka. – – mówił Mourinho. Aitor Karanka, który zna Jesego z młodzieżowych reprezentacji, nie ukrywa, że jest zakochany w jego grze na skrzydle, zwodach i wykończeniu akcji. – – z takim wsparciem napastnikowi po prostu nie mogło się nie udać.











