Polonia Bytom w swoim pierwszym meczu przed własną publicznością w nowym sezonie uległa Olimpii Grudziądz 1:2. Wynik spotkania otworzył w 61. minucie Adam Cieśliński. W ostatnim kwadransie gry prowadzenie podwyższył Piotr Ryszkul. Natomiast honorowego gola zdobył wprowadzony tuż przed końcem meczu Kamil Walesa.
Po nadmorskiej porażce z Flotą Świnoujście bytomska Polonia w swoim drugim spotkaniu w pierwszej lidze w sezonie 2012/2013 podejmowała Olimpię Grudziądz. W meczu tym faworytem wydawała się być drużyna z województwa kujawsko-pomorskiego, która nie tak dawno wyeliminowała z Pucharu Polski Lecha Poznań. Jednak podopieczni Piotra Pierścionka z pewnością nie składali broni przed przeciwnikiem i swoją młodością oraz przebojowością chcieli się przeciwstawić drużynie mającej w swojej kadrze więcej doświadczonych zawodników.

Mecz od początku przebiegał pod dyktando gości. Drużyna dowodzona przez Tomasza Asenskiego prezentowała futbol o wiele dojrzalszy aniżeli gospodarze. Już po dwóch minutach „Biało-zieloni” mogli objąć prowadzenie, lecz strzał Cieślińskiego nie wylądował w siatce bramki strzeżonej przez Mateusza Mikę. Bytomianie ograniczali się tylko do gry z kontry. Raz po raz z szybkim atakiem udało się wychodzić kolejno Przemysławowi Szkatule czy Michałowi Płókarzowi, ale ofensywnym piłkarzom „Królowej Śląska” brakowało zwykle wykończenia.
Przyjezdni natomiast wciąż usiłowali zdobyć gola po centrach z prawej czy lewej strony. Jedna z takich prób miała miejsce tuż przed końcem pierwszej części gry, lecz uderzenie głową Piotra Ryszkula nieznacznie minęło światło bramki. W związku z tym pierwsza połowa gry nie obfitowała w gole.
Po zmianie stron goście mogli idealnie wejść w mecz, bo kapitalną okazję miał kapitan Olimpii, Dariusz Kłus. Strzał byłego zawodnika Cracovii obronił jednak skutecznie golkiper bytomian i cała akcja spełzła na niczym. Chwilę później po indywidualnej akcji na listę strzelców mógł wpisać się z kolei Adam Cieśliński, lecz strzał 30-latka z ostrego kąta i w tym przypadku został obroniony przez Mikę.

Gospodarze w sportowej złości mogli odwdzięczyć się swoim adwersarzom pięknym za nadobne, ale nieoczekiwany strzał młodego Dawida Krzemienia ostatecznie nie sprawił kłopotu bramkarzowi grudziądzan, Michałowi Wróblowi.











