W poprzednim sezonie po kolejnych zwycięstwach Manchesteru United pod wodzą Ole Gunnara Solskjaera na Old Trafford zapanowała euforia. Euforia, która szybko przeistoczyła się w ekstazę. Poczucie rzeczywistości zatracili kibice „Red Devils”, a nawet niektórzy eksperci. W norweskim szkoleniowcu na siłę zaczęto upatrywać panaceum na problemy dwudziestokrotnego mistrza Anglii. Obecnie czar już prysł, a Ole Gunnar Solskjaer z wybawiciela zmienił się w wuefistę.
Buch – jak beznadziejnie!
Uch – kolejna porażka!
Puff – znów bez stylu!
Uff – jak tragicznie!
Parafrazując wiersz Juliana Tuwima Lokomotywa, tak własnie wyglądały odczucia kibiców Manchesteru United w trakcie trzeciego sezonu pracy Jose Mourinho na Old Trafford. Mimo zdobycia kilku trofeów dla angielskiego klubu „Czerwone Diabły” szybko zaczęły mieć dość krnąbrnego szkoleniowca. To, że drugim sir Aleksem Fergusonem nie zostanie, było wiadomo od dawna. Jednak beznadziejne wyniki w połączeniu z coraz to nowymi wymówki uruchomiły tykający zegar odliczający czas do zwolnienia Portugalczyka.
Wraz z zegarem odliczali także kibice „Red Devils”, którzy przestali wierzyć, że z tej mąki będzie chleb. Utwierdzeni w przekonaniu, że Jose Mourinho jedyne, co upiekł, to twardą bułę przyprawiającą o niestrawność, szukali promyczka nadziei. Znaleźli w osobie byłego bohatera. Ole Gunnar Solskjaer przejął rozbity po rządach Portugalczyka zespół i zrobił to, co nie udawało się poprzednikowi. Wygrywał.
Ole Gunnar Solskjaer – wybawca
Praktycznie w momencie norweski szkoleniowiec zaczął „robić wynik”. Manchester United wygrywał, strzelając rywalom hurtowe ilości bramek. Było pięknie, było skutecznie, a gwiazda Ole Gunnara Solskjaera znów zabłysnęła na Old Trafford pełnym blaskiem. „Red Devils” pięli się w tabeli, a nadzieje kibiców United na miejsce w czołowej czwórce odżyły. Ba! Można było wręcz napotkać opinie, że gdyby Norweg prowadził zespół od początku kampanii, to walka o tytuł byłaby możliwa.
Miesiąc miodowy szkoleniowca z Manchesterem United trwał w najlepsze. Wygrana z PSG tylko umocniła niektórych w przekonaniu, że Ole Gunnar Solskjaer może być swoistym panaceum na dotychczasowe problemy „Red Devils” . Problemy, które jak ręką odjął odeszły po powierzeniu sterów Norwegowi. Romantyczny wieczór w Paryżu (tam rozgrywano rewanż) zakończył jednak długi miesiąc miodowy szkoleniowca z Manchesterem United. Zaczęły się remisy i porażki. Skończyła świetna atmosfera, a pościg za czołówką wypełniły mniej i bardziej bolesne upadki.













