Transfer Sebastiana Szymańskiego do Dymana Moskwa wywołał lawinę komentarzy dotyczących między innymi obecnej pozycji stołecznego klubu w rosyjskim futbolu. Jedna z najbardziej utytułowanych tamtejszych drużyn w zakończonym niedawno sezonie Priemjer-Ligi rzeczywiście nie zachwyciła, ale jej ambicje sięgają ponownej gry w europejskich pucharach.
Dwunasta lokata w szesnastozespołowej rosyjskiej ekstraklasie rzeczywiście może nie robić wrażenia, zwłaszcza jeśli mówimy o Dynamie w kontekście transferu jednego z najbardziej utalentowanych polskich zawodników. Stołeczna drużyna należała po prostu do przeciętniaków rozgrywek, dlatego największym wydarzeniem sezonu było z pewnością ponowne otwarcie jej własnej areny. Budowa VTB Arena imienia Lwa Jaszyna zajęła blisko dziesięć lat, a inauguracja nowego obiektu przypadła na ostatnią kolejkę rozgrywek, kiedy piłkarze Dynama mogli myśleć już tylko o wakacjach.
Na skraju przepaści
W trakcie przeciągającej się budowy nowego stadionu Dynamo zaliczyło najgorszy sezon w swojej historii. Wpierw nie zostało dopuszczone do europejskich rozgrywek z powodu naruszenia zasad finansowego fair play, zaś po rozpadzie drużyny nie było w stanie zagwarantować sobie utrzymania w Priemjer-Lidze. Trudno ukryć, że stołeczny klub stał się jedną z głównych piłkarskich ofiar kryzysu gospodarczego, który był następstwem sankcji związanych z wojną na wschodzie Ukrainy i aneksją Krymu przez Rosję.
Nie był to jedyny czynnik mający wpływ na upadek jednej z najbardziej utytułowanych rosyjskich drużyn. Dynamo po rozwiązaniu Związku Radzieckiego i prywatyzacji klubów sportowych nigdy nie zapewniło sobie stabilnego finansowania. Kiedy inne zespoły były przejmowane przez oligarchów, struktura właścicielska biało-niebieskich stale się zmieniała, zaś żaden z nich nie był w stanie zapewnić im długofalowej perspektywy rozwoju. Ostatecznie ciężaru finansowania klubu nie udźwignął też bank VTB należący do biznesmena Borisa Rotenberga.
Na początku 2016 roku poinformowano, że klub jest zadłużony na blisko 70 milionów euro, natomiast jego spadek do drugiej ligi nie pozwolił na sfinalizowanie umowy z nowym sponsorem. Dynamu groziło nawet ogłoszenie bankructwa, choć ostatecznie wierzyciele nie zdecydowali się na wezwanie go do spłaty długów. W maju 2017 roku prokuratura wszczęła z kolei kilka śledztw dotyczących nieprawidłowości finansowych w moskiewskim klubie.
Z rąk do rąk
Klub przed bankructwem uratował tak naprawdę Władimir Strzałkowski, który przed prawie trzema laty został przewodniczącym całego klubu sportowego Dynamo. Byłemu agentowi KGB i przyjacielowi Władimira Putina udało się spłacić większość zobowiązań, najprawdopodobniej dzięki sprzedaży udziałów w projekcie nowego stadionu. Pod koniec 2016 roku wykupił on większość akcji stołecznego klubu z rąk VTB, aby w lutym bieżącego roku… ponownie sprzedać je tej samej instytucji.
Nowy-stary właściciel Dynama twierdzi, że w tej chwili jest w stanie zapewnić Dynamu stabilne finansowanie. Budżet klubu został podniesiony do kwoty blisko 138 milionów euro. Jednocześnie VTB deklaruje spłatę długu w równych ratach i bez odsetek w ciągu najbliższych ośmiu lat, a także rozbudowę klubowej akademii piłkarskiej mającej zasilać pierwszy zespół utalentowanymi zawodnikami.











