Jak odejście Djibrila Diawa stało się początkiem kłopotów Korony Kielce


Kamień, który wywołał lawinę – odejście Senegalczyka punktem zwrotnym i początkiem marazmu w Kielcach

27 września 2019 Jak odejście Djibrila Diawa stało się początkiem kłopotów Korony Kielce
Adam Starszyński / PressFocus

W trakcie rundy jesiennej poprzedniego sezonu Korona Kielce w końcu realizowała założenia Gino Lettieriego. Zachwycali głównie obrońcy, którzy grali w sposób nowoczesny, oprócz częstej wymienności pozycji świetnie łącząc zadania w destrukcji oraz ataku. Kielecka defensywa przypominała doskonale naoliwiony mechanizm. Gdy w styczniu Djibril Diaw zdecydował się odejść z klubu, maszyna włoskiego szkoleniowca przestała jednak funkcjonować. Skutki są widoczne do dnia obecnego.


Udostępnij na Udostępnij na

Po objęciu Korony Kielce przez Gino Lettieriego atmosfera w zespole z Suzuki Areny daleka była od poprawnej. Zawodnicy skarżyli się na metody szkoleniowca oraz ciężkie treningi. Nie brakowało kontrowersji, a kilku graczy zadeklarowało chęć odejścia z klubu. Mimo już rozpoczętego sezonu nadal pod znakiem zapytania stała przyszłość Djibrila Diawa. Senegalczyk miał być zdecydowany na opuszczenie Kielc, by spełnić marzenie o grze we francuskiej lidze.

Jego poziom sportowy jest dla nas bardzo satysfakcjonujący. Kibice nie mogą wiedzieć, że Djibril Diaw przyszedł do nas półtora miesiąca temu i powiedział, że chce odejść. Usłyszeliśmy, że źle się czuje w Kielcach i jego marzeniem jest wyjazd do Francji. Rozmawialiśmy o tym z jego menedżerem, chcieliśmy iść w tym kierunku, by mu pomóc – mówił na początku sezonu 2017/2018 w rozmowie z portalem CKsport.pl prezes klubu Krzysztof Zając.

Ostatecznie defensor pozostał jednak w Kielcach, lecz do pierwszego zespołu powrócił dopiero we wrześniu, rozgrywając pełny mecz przeciwko Sandecji Nowy Sącz. Udany występ Senegalczyka sprawił, że Gino Lettieri na dobre zaufał parze środkowych obrońców, którą odtąd przez kilka kolejnych spotkań tworzyli Djibril Diaw z Adnanem Kovaceviciem. W dalszej części sezonu z regularną grą defensora bywało jednak różnie. Wahania formy zawodnika oraz różne rozwiązania taktyczne stosowane przez włoskiego szkoleniowca nie pozwoliły na stałe zagrzać Senegalczykowi miejsca w pierwszej jedenastce. Jednak nawet mimo pomijania gracza przy zestawianiu podstawowego składu Gino Lettieri nadal wierzył w rozwój talentu Djibrila Diawa.

Djibril Diaw – gwiazda tercetu

Kolejny sezon, podobnie jak poprzedni, rosły obrońca rozpoczął od partnerowania Adnanowi Kovaceviciowi na środku bloku defensywnego. Obaj gracze szybko stali się filarami kieleckiego zespołu oraz zawodnikami, od których Gino Lettieri rozpoczynał zestawianie jedenastki. Na coraz lepiej rozumiejącą się i wzajemnie uzupełniającą parę defensorów uwagę zwróciły media. Eksperci doceniali dyspozycję obu graczy, nawet mimo faktu, że w każdym spotkaniu Korona Kielce traciła przynajmniej jedną bramkę.

Dopuściłem zimą do odejścia Djibrila Diawa. Gino Lettieri w rozmowie z tygodnikiem „Piłka Nożna”

Pozycja defensorów w zespole miała ulec zmianie po zakontraktowaniu przez klub z Suzuki Areny Ivana Marqueza. Hiszpan po nadrobieniu braków kondycyjnych był gotowy do gry pod koniec września. Jednak ku powszechnemu zaskoczeniu zamiast wybrać dwóch z trzech obrońców, Gino Lettieri znalazł w zespole miejsce dla wszystkich.

Przesunięcie Adnana Kovacevicia do drugiej linii było prawdopodobnie najlepszą decyzją szkoleniowca podczas pracy w Kielcach. Odtąd Bośniak operujący pierwotnie na pozycji defensywnego pomocnika wraz z Ivanem Marquezem oraz Djibrilem Diawem tworzył świetnie rozumiejący się trójkąt. Między zawodnikami zachodziła swobodna wymiana pozycji. Przykładowo gdy z piłką na połowę przeciwnika zapuszczał się Hiszpan, pozycję środkowego obrońcy pełnił Adnan Kovacević. Podobnie w przypadku senegalskiego defensora, który najczęściej z całej trójki uczestniczył w akcjach zaczepnych. Głównie z powodu świetnych warunków fizycznych oraz znakomitej motoryki. Djibril Diaw (w białym prostokącie) w ekspresowym tempie pokonywał kolejne metry, co było szczególnie przydatne przy wyprowadzaniu kontrataków.

Oprócz uczestniczenia w akcjach zaczepnych trójka zawodników była odpowiedzialna za rozgrywanie akcji ofensywnych. Po wymianie kilku krótkich podań na własnej połowie między defensorami oraz ruchu graczy Korony Kielce w przedniej formacji piłka trafiała do Djibrila Diawa. Rosły zawodnik następnie najczęściej długim przerzutem dostarczał futbolówkę do jednego ze skrzydłowych ustawionych blisko linii bocznej boiska.

Ofensywne możliwości, jakie Koronie Kielce dawał tercet stworzony przez Gino Lettieriego, doceniano w całym kraju. Jednak oprócz wsparcia przednich formacji Djibril Diaw, Ivan Marquez oraz Adnan Kovacević gwarantowali przede wszystkim spokój w szykach obronnych. W pięciu spotkaniach rundy jesiennej, które trójka zawodników w komplecie rozegrała w pełnym wymiarze czasowym, Korona Kielce trzykrotnie zanotowała czyste konto. Ponadto w każdym ze wspomnianych meczów triumfowała, dzięki czemu klub z Suzuki Areny wzbogacił się o piętnaście punktów.

Tam(m) daleko za Diawem

Dyspozycja całego tercetu mogła imponować. Twór taktyczny Gino Lettieriego był powszechnie doceniany, szczególnie że nowocześnie grający defensorzy to w Polsce nadal abstrakcja. Na tle całej trójki wyróżniał się jednak Djibril Diaw. Senegalczyk pozbył się już łatki gracza nieobliczalnego, a stał absolutną gwiazdą Korony Kielce.

Wysoka dyspozycja zawodnika nie przeszła bez echa również poza granicami kraju znad Wisły. Rozwój gracza dostrzegł selekcjoner Senegalu Aliou Cissé, który zdecydował się powołać defensora Korony Kielce na październikowy dwumecz z reprezentacją Sudanu. Choć Djibril Diaw nie zdołał zadebiutować w kadrze, to sam pobyt na zgrupowaniu wraz z graczami klasy Sadio Mane był wielkim wyróżnieniem. Kariera Senegalczyka nabrała tempa, a w obliczu umowy wygasającej po zakończeniu sezonu odejście z Kielc stało się coraz bardziej możliwe. Mimo chęci ze strony władz Korony zawodnik nie chciał przedłużać kontraktu, by w końcu spełnić marzenie o grze we Francji. Szczególnie że zainteresowanych defensorem nie brakowało.

Mimo lepszych finansowo ofert m.in. z Włoch Djibril Diaw zdecydował się na transfer do Angers SCO. Po latach spędzonych w Kielcach zawodnik w końcu dołączył do klubu występującego w upragnionej Ligue 1. Mimo że na Suzuki Arenie był powszechnie ceniony, raczej nikt wtedy nie przypuszczał, że sprzedaż Senegalczyka wywoła lawinę problemów, które trawią Koronę do dzisiaj.

Miejsce pozostawione przez Senegalczyka na środku kieleckiej defensywy miał wypełnić Joonas Tamm. Jednak już pierwsze spotkania Estończyka w zespole Korony pokazały, iż jest zupełnie innym typem gracza. Obecny obrońca Lillestrøm SK poruszał się wolno i niezgrabnie, a ponadto zadziwiał nieumiejętnością czytania gry. Jakiekolwiek nadzieje Gino Lettieriego na kontynuowanie pracy nad tercetem z lekką modyfikacją legły w gruzach.

Mimo pierwszych względnie udanych spotkań po wznowieniu rozgrywek w dalszej fazie kielecka defensywa prezentowała się momentami tragicznie. Wyciągnięcie Djibrila Diawa ze świetnie współpracującego kolektywu sprawiło, że mechanizm przynoszący dotąd wiele korzyści zespołowi przestał funkcjonować, a wręcz istnieć.

Płacząc nad rozlanym mlekiem

W 17 spotkaniach rozegranych na wiosnę Korona Kielce straciła 31 bramek, ponosząc tak kompromitujące porażki jak m.in. w domowym starciu z Wisłą Kraków, w którym zespół Gino Lettieriego poległ 2:6. Za Senegalczykiem szybko w Kielcach zatęskniono. Z Djibrilem Diawem w składzie zespół z Suzuki Areny również tracił bramki, lecz znacznie mniej – 23 w 20 spotkaniach. To średnio o 0,67 gola na mecz po stronie wpuszczonych goli.

Odpowiedzialność za problem powstały po odejściu Senegalczyka wziął na siebie Gino Lettieri. Włoski szkoleniowiec w rozmowie z tygodnikiem „Piłka Nożna” przyznał się do błędu. – Dopuściłem zimą do odejścia Djibrila Diawa – deklarował w sierpniu.

Mimo iż skrucha dotąd zazwyczaj butnego szkoleniowca mogła ucieszyć kieleckich kibiców, to nie zmieniła trudnej dla Korony rzeczywistości. Ze świetnie funkcjonującego i nowocześnie grającego defensywnego tercetu zostały tylko zgliszcza. Po sprzedaży Djibrila Diawa znacznie gorzej zaczęli prezentować się Adnan Kovacević oraz Ivan Marquez. Kolejne indywidualne błędy obu zawodników doprowadzały i nadal doprowadzają do porażek zespołu. Problemy w bloku defensywnym jeszcze bardziej uwidacznia beznadziejna skuteczność kieleckiego zespołu. Nawarstwienie kłopotów spowodowało, iż Korona na dobre zadomowiła się w strefie spadkowej. Jak na razie bez światełka nadziei na wyjście z kryzysu.

***

Przypadek Djibrila Diawa pokazuje, jak odejście jednego, bardzo istotnego zawodnika może pogrążyć cały zespół. Na razie w Kielcach nie znaleźli recepty na zastąpienie Senegalczyka. W stosunku 1:1 się nie udało, a wszystkie dotychczasowe rozwiązania taktyczne również skończyły się niepowodzeniem. Na Suzuki Arenie muszą szybko znaleźć panaceum na obecne kłopoty, gdyż widmo degradacji staje się powoli coraz bardziej wyraźne.

Komentarze
Victor (gość) - 3 lata temu

A i sam Diaw, pobytu w Francji nie może na razie zaliczyć do udanych.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze