Końcówka lutego bieżącego roku. Crystal Palace zmaga się z falą urazów swoich zawodników. Sytuacji zespołu Roya Hodgsona nie polepsza terminarz spotkań, przed ekipą z Selhurst Park bowiem trzy arcytrudne spotkania przeciwko Tottenhamowi, Manchesterowi United i Chelsea. Londyńczycy stawiają trudne warunki ligowym potentatom, jednakże ostatecznie wychodzą z tych pojedynków na tarczy, przegrywając wszystkie różnicą jednego gola. Jeden z piłkarzy może czuć się mimo wszystko zwycięzcą. Aaron Wan-Bissaka wkroczył wówczas do świata Premier League.
Do wymagającej serii meczów z końcówki lutego i początku marca, w których to 20-letni boczny obrońca wystąpił w pełnym wymiarze czasowym, Wan-Bissaka w poprzednim sezonie dorzucił jeszcze m.in. 88 minut w pojedynku z Liverpoolem, nomen omen również przegranym przez jego zespół jedną bramką (1:2). Ostatecznie jego dorobek w kampanii 2017/2018 zamknął się na ośmiu występach. Definitywne wejście do podstawowego składu miało dopiero nastąpić.
Od skrzydłowego do obrońcy
Wan-Bissakę należy traktować jako prawdziwego wychowanka z krwi i kości. Do akademii Crystal Palace trafił w wieku 11 lat. Naturalny skrzydłowy obdarzony nieprzeciętnymi umiejętnościami w juniorskich drużynach był wyróżniającą się postacią, jeśli chodzi o statystykę zdobywanych goli oraz asyst. Dlaczego zatem wyróżniający się w ofensywie jako nastolatek piłkarz dziś postrzegany jest jako jeden z najzdolniejszych angielskich prawych obrońców?
– Podczas jednego z treningów z pierwszą drużyną notowałem mnóstwo odbiorów piłki. Wówczas trener pierwszej drużyny Kevin Keen zasugerował zmianę pozycji. W jednym z meczów zespołu U-23 wystąpiłem jako prawy obrońca i początkowo nie byłem z tego zadowolony. Z każdym kolejnym występem było jednak coraz lepiej i doceniłem tę zmianę – w taki sposób odniósł się do sytuacji Wan-Bissaka w jednym z kwietniowych wywiadów dla oficjalnej strony klubowej.
Szczęśliwie dla Wan-Bissaki trafił on pod skrzydła byłego świetnego obrońcy Richarda Shawa, który w latach 1986-1995 rozegrał w barwach Crystal Palace ponad 200 spotkań, obecnego menedżera zespołu klubu z Shelhurst Park do lat 23. Sam 20-latek podkreślił istotną rolę Shawa w jego przemianie. – Richard Shaw bardzo pomógł mi w wielu sprawach. Podobnie jak boiskowi koledzy, zarówno podczas treningów, jak i konkretnych spotkań. To było dla mnie naprawdę istotne – dodał wówczas.
Po zebraniu niezwykle istotnych doświadczeń w drużynie młodzieżowej Wan-Bissaka gotów był do kolejnego ważnego testu. Nie najlepiej wspominany ówczesny menedżer Crystal Palace Frank de Boer zabrał go latem 2016 roku na przedsezonowe tournée do Hong-Kongu w ramach Asian Trophy. To była idealna okazja, aby częściowo poczuć atmosferę wielkiej angielskiej piłki. W azjatyckim turnieju Wan-Bissaka wystąpił w dwóch meczach przeciwko Liverpoolowi oraz West Bromwich Albion.
Już nie tylko Zaha
Mówiłeś Crystal Palace, myślałeś Wilfired Zaha. Skrzydłowy londyńskiego zespołu przez długi czas uchodził tak naprawdę za jedynego klubowego idola. Patrząc na to, w jaki sposób Wan-Bissaka budował swoją pozycję w zespole, kibice z ręką na sercu mogą przyznać, że doczekali się kolejnego ulubieńca. W jego przypadku zrezygnowano z klasycznej metody wypożyczania zawodników w wieku młodzieżowca do niższych lig w celu zebrania niezbędnego doświadczenia i ogrania. We wspomnianym pojedynku przeciwko Tottenhamowi Wan-Bissaka został rzucony na głęboką wodę. Jak się okazało, nic lepszego nie mogło o spotkać. Pomimo młodego wieku prawy obrońca Crystal Palace staje się ligowcem pełną gębą.











