O nich będzie głośno: Marcin Budziński


8 lipca 2009 O nich będzie głośno: Marcin Budziński

Według Czesława Michniewicza może być polskim Stevenem Gerrardem. Porównywany jest także do innego sportowego herosa – Lance’a Armstronga. Ma dopiero 19 lat, w tym roku zdawał maturę, a zdążył rozegrać już swój mecz życia. Mecz o najwyższą możliwą stawkę – dalszą egzystencję. Zdołał wygrać z rakiem. Choć lekarze napisali dla niego scenariusz, w którym próżno było szukać sportowych aspektów on wrócił na zieloną murawę i powoli wyrasta na lidera gdyńskiej Arki. Trójmiejscy kibice z uwagą przypatrują się jego poczynaniom. Od mundialu w Hiszpanii, a więc od 1982 roku, z Arki do kadry nie trafił żaden zawodnik. Czy Marcin Budziński jest w stanie przełamać tę niechlubną passę?


Udostępnij na Udostępnij na

Ludzie, którzy zdołali wyjść cało z opresji, cudem uniknęli śmierci, pokonali ciężką chorobę, mawiają, że wygrali los na loterii, że dostali od życia drugą szansę, powrócili, by wypełnić swoją ziemską misję. Motywacja, by udowodnić coś światu, sobie, losowi, jest trudna do pojęcia dla zwykłego śmiertelnika. Najlepiej odzwierciedla to casus Lance’a Armstronga. Amerykański kolarz, który zmagał się z rakiem, wygrał, po czym wrócił na szosę. Dzięki niewyobrażalnej wręcz determinacji, woli walki, wyrzeczeniom, wysiłkowi, który dla wielu rozpatrywany jest w kategorii tych ponad ludzkie siły siedmiokrotnie triumfował w Tour de France, wieloetapowym, najtrudniejszym na świecie wyścigu kolarskim. Co ciekawe, aktualnie również ściga się w 96. edycji „Wielkiej Pętli”. Podobnego rodzaju determinacja, niezłomność i wiara sprawiły, że na sportową ścieżkę zwycięsko powrócił również Marcin Budziński. – Grałem mecz w Młodej Ekstraklasie, gdy nagle poczułem potworny ból żołądka. Wylądowałem w szpitalu, gdzie przeszedłem operację, a badania próbki wykazały, że to złośliwy nowotwór. Od razu zacząłem czytać książki na ten temat, które dodały mi nadziei. Natychmiast zacząłem chemioterapię.

Marcin Budziński
Marcin Budziński (fot. arka.gdynia.pl)

Tego typu informacja w tak młodym wieku potrafi wprowadzić w stan apatii nawet człowieka z mocną psychiką, jednak jak się okazało Marcin odnalazł w sobie taką ilość pozytywnej energii, by stanąć w opozycji do złych wieści i przeciwstawić się chorobie. – To było przerażające, ale powiedziałem sobie: nie poddawaj się, możesz wygrać tę walkę. Podjął rękawicę rzuconą przez los i odwrócił jego koleje na swoją korzyść. Dlatego też nikogo nie powinno dziwić, że piłkarza gdyńskiej Arki nazywa się „Polskim Armstrongiem”, gdyż sportowcy ci dokonali rzeczy podobnego kalibru.

Najszczęśliwszy człowiek na ziemi

Młodzieżowy reprezentant Polski już u progu kariery musiał przejść najcięższą próbę, jaką można sobie wyobrazić. Fakt zwycięstwa z chorobą sprawił, że stał się jeszcze mocniejszym psychicznie człowiekiem. – Po miesiącach kuracji, w końcu usłyszałem wiadomość, na którą czekałem. Wygrałem najtrudniejszy mecz w moim życiu, a lekarze pozwolili mi wrócić do gry. Zapewniam, że tego dnia nikt na świecie nie był szczęśliwszy ode mnie – tak popularny „Budzik” opisywał emocje towarzyszące mu u kresu swojej zwycięskiej walki. Zmagając się z chorobą nigdy nie tracił nadziei, co aktualnie procentuje na piłkarskiej murawie. W trudnych chwilach zdołał wykuć twardy charakter, który na boisku jest bardzo przydatny i ceniony. Właśnie z powodu tej nieustępliwości, waleczności, a także pewnego podobieństwa pod względem fizjonomii były trener Arki – Czesław Michniewicz – określił Budzińskiego mianem „polskiego Gerrarda”. – Marcin świetnie gra i prawą, i lewą nogą, jest odważny, silny, ma kapitalny odbiór piłki. Zobaczyłem go raz na treningu juniorów i kazałem mu następnego dnia przyjść na trening pierwszej drużyny – tak o swoim byłym podopiecznym mówił poprzednik Marka Chojnackiego na stanowisku trenera Arki Gdynia. Co ciekawe, sam zawodnik pytany o boiskowego idola momentalnie odpowiada: Steven Gerrard.

Lepszy od „Sobola”?

Pomimo że Budziński ma status wychowanka „Żółto-niebieskich”, premierowe kroki na futbolowej murawie stawiał poza Trójmiastem. Pierwsze treningi zaliczał na Mazurach w drużynie Mamry Giżycko, która występuje w klasie okręgowej. Szybko został wychwycony przez szperaczy gdyńskiej Arki i trafił do tamtejszej drużyny juniorskiej. Od początku sezonu 2008/2009 Budziński był w kadrze seniorskiego zespołu Arki dyrygowanej przez Michniewicza. „Polski Mourinho” zdradził w jednym z wywiadów, że szykował młodego pomocnika nawet na występ w spotkaniu otwierającym zmagania w sezonie, w którym Arka grała z Jagiellonią przy Olimpijskiej, jednak gdy okazało się, że na boisko wybiec może niezwykle doświadczony Dariusz Ulanowski, Michniewicz wolał postawić na rutyniarza. Co się odwlecze to nie uciecze, w piątej kolejce w meczu z Legią zabrakło na boisku drugiego z defensywnych pomocników „Żółto-niebieskich” Krzysztofa Przytuły, dlatego szansę na debiut otrzymał Budziński.

Marcin miał wówczas dokładnie 18 lat dwa miesiące i siedem dni. Trudno uwierzyć w to, że w niespełna rok i dwa miesiące po pierwszej chemioterapii wybiegł na Łazienkowską i rozegrał 74 minuty w starciu ze stołeczną Legią. Gdynianie doznali wówczas pierwszej w sezonie porażki. Jednym ze znikomej ilości pozytywów w tamtym meczu był właśnie dobry występ utalentowanego Budzińskiego, który nie miał jakichkolwiek problemów, by rywalizować z zawodnikami utytułowanego rywala. Zdał kolejny w swoim życiu ważny egzamin, dzięki czemu otrzymywał następnie coraz częściej szansę od Michniewicza. Trener ten znany jest z tego, że lubi stawiać na młodzież, czego przykładem może być też przypadek Szymona Pawłowskiego z Zagłębia Lubin, który pod skrzydłami Michniewicza znacząco się rozwinął. Tego szkoleniowca na ławce trenerskiej gdyńskiej ekipy już oczywiście nie ma, ale nowy sternik żółto-niebieskiego okrętu – Marek Chojnacki również poznał się na talencie wychowanka Arki. Dzięki temu, że cieszył się estymą w oczach dwóch kolejnych szkoleniowców i nie zawodził, jego nazwisko coraz częściej przewijało się w wyjściowych jedenastkach.

W minionym sezonie „Budzik” zaliczył 15 ligowych występów w Ekstraklasie, w których trzy razy zapisywał się w pomeczowym raporcie otrzymując żółte kartki. Oprócz tego miał szansę pokazania się w rozgrywkach Pucharu Ekstraklasy, w których Arka dotarła aż do półfinału, a także w Pucharze Polski oraz Młodej Ekstraklasie. Ogółem 34-krotnie wybiegał na murawę. W połowie przypadków znajdował się w jedenastce desygnowanej do gry od pierwszych minut. Gdy Krzysztof Przytuła przestał pełnić pierwszorzędną rolę w drugiej linii klubu znad Bałtyku to właśnie Marcin wypełnił lukę w składzie występując na pozycji defensywnego pomocnika. – Idealnie pasuje do systemu 4-4-2, to będzie taki lepszy Radek Sobolewski. „Sobol” strzela mało goli, a Marcin będzie je zdobywał. Zobaczycie. Tylko dajmy mu trochę czasu – Tak komplementował swojego podopiecznego Michniewicz. Dzięki dobrym warunkom fizycznym oraz trafnej antycypacji boiskowych wydarzeń często popisywał się godnymi podziwu odbiorami i wraz z Ulanowskim rozbijał akcję rywala. W rundzie wiosennej pokazał, że jest zawodnikiem uniwersalnym, gdy zmuszony był występować na prawej stronie pomocy, z powodu deficytu skrzydłowych w szeregach gdyńskiej drużyny. Przez długi czas kontuzjowany był Bartosz Karwan, Marcin Pietroń po odejściu Michniewicza został odsunięty na boczny tor i to właśnie Budziński musiał biegać po prawej flance. Pomimo tego, że nie zdobył żadnej bramki, nie można powiedzieć, że zawiódł oczekiwania kibiców. Robił to, co do niego należało, skrupulatnie wypełniając nakreśloną przez trenera taktykę. Można rzec, że pracował dla drużyny, unikając efekciarskich, niebezpiecznych zagrań, chociaż niekiedy próbował również swoich sił jako drybler. Szczyptę umiejętności w tym aspekcie gry zaprezentował chociażby w meczu derbowym z Lechią w Pucharze Ekstraklasy:

Warto również wspomnieć, że Budziński przywdziewał już reprezentacyjny trykot, jednak jak na razie były to drużyny młodzieżowe, do lat 19 oraz 21. Brał udział między innymi w starciach z Czarnogórą, Grecją oraz Łotwą. Kupcewicz, Boguszewicz, Korynt – to nazwiska zawodników, którzy grając w Arce otrzymywali powołania do seniorskiej kadry narodowej. Czy do tej listy będzie można w ciągu kilku najbliższych sezonów dopisać nazwisko Budzińskiego? Na chwilę obecną trudno wyrokować. Pewne jest, że pomocnik Arki to jeden z bardziej utalentowanych graczy swojego pokolenia i jeśli będzie w dalszym ciągu się rozwijał może osiągnąć wysoki poziom. Mocna psychika, walka do ostatniej chwili, wiara we własne umiejętności są pokłosiem przebytej choroby, choroby, która wielu ludzi wpędza w głęboką apatię i doprowadza do prostracji, jednak bohater tego artykułu nawet w najtrudniejszych momentach kroczył z podniesioną przyłbicą i zwyciężył. Wygrał ze śmiercią, dlatego można śmiało powiedzieć, że nie ma na świecie rywala, którego mógłby się obawiać.

Komentarze
Magdalena Domańska (gość) - 15 lat temu

Za każdym razem , kiedy czytam felieton z tego cyklu,
jestem zaskoczona, bo piszecie o piłkarzach, o
których w ogóle nie słyszałam (choć wbrew pozorom
znam wielu :) ).
Świetny cykl, rewelacyjne artykuły, tak trzymać
Panowie:)

Odpowiedz
Maciej Kanczak (gość) - 15 lat temu

Ma papiery na granie, ale pod warunkiem, że będzie
wystawiany w środku pola. Z Odrą Marek Chojnacki
wystawił go na prawej pomocy, gdzie kompletnie się
spalił, tracił piłki, mało dogrywał. W środku pola
faktycznie, przy zachowaniu odpowiednich proporcji,
jest jak Steven Gerrard. Dużo widzi, nie boi się
niekonwencjonalnych zagrań, ogółem dużo mu daje
współpraca z Bartoszem Ławą. Fajny tekst ogółem Duman
:)

Odpowiedz
~asd (gość) - 15 lat temu

Już Pietroń miał być najlepszym lewym pomocnikiem czy
obrońcą ligi.Co do komentarza Pana Macieja ,Gerarda
widziałem jak grał na prawej pomocy, lewej pomocy, za
napastnikiem ,jako ofensywny środkowy pomocnik
,defensywny.Określenie" tak jak gerard w środku
pomocy"jest dowodem na niezrozumienie wielkości i
filozofii gry tego piłkarza.Jeśli się kogoś porównuje
do takiego piłkarza to według mnie prawa pomoc nie
powinna być problemem.Ja widzę młodego agresywnie i
zdecydowanie grającego piłkarza,ale z Gerardem to ma
bardzo mało wspólnego

Odpowiedz
~niebieski (gość) - 15 lat temu

A teraz pobił człowieka ładnie dostaje szansę w
postaci życia a teraz pobicie... Brak słów

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze