Znamy już pierwsze drużyny, które zobaczymy w ćwierćfinałach. O dołączenie do nich powalczą na stadionach w Gdańsku i Poznaniu Hiszpanie, Chorwaci i Włosi, natomiast już tylko o honor zagrają niesieni fantastycznym dopingiem Irlandczycy. Niezależnie od wyniku Włochów do kolejnej rundy mogą awansować Hiszpanie i Chorwaci. Warunkiem jest remis 2:2. A historia zna już taki przypadek…
Włochy – Irlandia
W tej grupie wiadomo tylko jedno – żadnych szans na awans nie mają już „The Boys in Green”. Na stadionie w Poznaniu nie wolno jednak spodziewać się tak jednostronnego widowiska jak podczas meczu Irlandczyków z Hiszpanami, kiedy to dwie drużyny dzieliła przepaść. Przede wszystkim dlatego, że Włosi nie są tak ofensywnie usposobieni co gracze z Półwyspu Iberyjskiego oraz – co wstępnie zadeklarował na przedmeczowej konferencji Cesare Prandelli – jego zespół wybiegnie tym razem z czwórką defensorów, czyli zupełnie inaczej niż na dwa pierwsze spotkania. Prandelli nie ukrywał, że zmian dokona przede wszystkim z powodu zmęczenia niektórych graczy. Prawdopodobnie zabraknie w wyjściowej jedenastce miejsca dla Mario Balotellego, wobec którego skończyła się w końcu cierpliwość szkoleniowca. Podczas meczu z Chorwatami napastnik Manchesteru City także miał swoją szansę na rozstrzygnięcie spotkania, jednak ponownie zawiódł. Na jednej z dwóch ankiet na stronie „La Gazzetta dello Sport” to właśnie czarnoskóry napastnik został wybrany na dotychczasowe największe rozczarowanie „Squadra Azzurra”. Wytyka mu się, że gdyby lepiej zachował się w obydwu spotkaniach, Włosi nie musieliby się niczego obawiać przed ostatnim meczem grupowym, mając zagwarantowaną grę w ćwierćfinałach już po dwóch pojedynkach.
Nawet świetna gra Andrei Pirlo może Włochom nie wystarczyć do awansu… (fot. skysports.com)
A mają się obawiać, bo nie wszystko zależy już od nich. Oprócz wygrania z Irlandią muszą także liczyć, że w Gdańsku nie padnie remis 2:2. Mają powody, by wierzyć w taki wynik, na własnej skórze doświadczyli już bowiem kiedyś przypadku podobnego, ba! identycznego kunktatorstwa. Na Euro 2004 w Portugalii, oprócz wygrania swojego spotkania, odpadliby tylko w przypadku, gdyby w meczu Szwedów i Duńczyków padł wynik inny niż właśnie remis 2:2. A Skandynawowie… zakończyli mecz dokładnie takim rezultatem i obie drużyny awansowały dalej. Zaledwie 53% czytelników „La Gazzetta dello Sport” wierzy w czystą, sportową walkę grupowych rywali. Teraz to już tylko hipotetyczne dywagacje, Włosi przede wszystkim jednak wciąż muszą skupić się na sobie. Siła ataku w tym spotkaniu będzie oparta na duecie Di Natale – Cassano, co powinno zakończyć się sukcesem. Podczas spotkania z Chorwatami Cassano często odgrywał do swojego kolegi w ataku, jednak Balotelli nie był w stanie realnie zagrozić bramce Pletikosy. Di Natale to jednak zupełnie inny typ napastnika, jego wzrost nie będzie kluczowy, tak jak miało to miejsce w przypadku Mario w meczu z Chorwatami. W środku pola znowu niepodzielnie powinien rządzić Pirlo, który ostatnim meczem potwierdził swoje niezwykłe umiejętności i rolę lidera.
A Irlandczycy? Oni grają już tylko o honor, co podkreślał na przedmeczowej konferencji Giovanni Trapattoni: – Przeciwko Włochom zagramy o honor narodu, dla naszych kibiców. Nie mam zamiaru wracać do domu z kolejną porażką, zagramy jak drużyna, która zasłużyła na grę na tym turnieju. Nie zabrakło także pytań o grę rywali na dający awans remis: – Nie wierzę w remis 2:2 w drugim spotkaniu. Trudno powtórzyć taką sytuację jak tamta, nie mogą się zawsze zdarzać takie sytuacje. To blizna dla Włochów, ale jesteśmy przecież mistrzami w pesymistycznym myśleniu. Postać selekcjonera Irlandczyków jest oczywiście w centrum uwagi przed tym meczem. Prowadził on wszak swoją rodzimą kadrę przez cztery lata, zaczynając pracę tuż po Euro 2000. Dowodził kadrą także podczas mundialu w Korei i Japonii, z którego Włosi odpadli po bardzo kontrowersyjnym meczu z gospodarzami, a swoją przygodę zakończył właśnie po odpadnięciu bez przegranego spotkania po Euro 2004. Jak sam przyznał, nieudana przygoda na mistrzostwach Europy to nie koniec jego współpracy z irlandzką federacją. Nestor wśród trenerów reprezentacji zapowiedział już dziś, że nie zamierza rezygnować z pracy i jeśli tylko dostanie taką szansę, chciałby poprowadzić Irlandczyków także podczas mistrzostw świata w Brazylii, nawet pomimo sędziwego już wieku 75 lat, jakie będzie miał podczas światowego czempionatu. Wydawać by się także mogło, że doskonale zna swoich rodaków i powinien mieć ich rozpracowanych, jednak nawet to może nie wystarczyć. Wszystko z powodu jego podopiecznych, którzy odstają poziomem od pozostałych zespołów w tej grupie. Byli oni o klasę gorsi od Chorwatów, o dwie od Hiszpanów, czy okażą się także dużo gorsi od Włochów? Czy też może, dopingowani nie tylko przez tysiące swoich niesamowitych kibiców, ale także sprzyjających im Polaków, pokuszą się o przynajmniej remis? Nie ulega jednak wątpliwości, że pomimo wyniku atmosfera na stadionie będzie niesamowita. Chociażby ze względu na fantastycznych irlandzkich fanów warto będzie zwrócić uwagę na to spotkanie.
Przewidywane składy
Włochy: Buffon – Chiellini, Bonucci, Barzagli, Maggio – Pirlo, De Rossi, Marchisio – Diamanti, Di Natale, Cassano
W Hiszpanii wszyscy dziś mówią o przedłużonym do 2014 roku kontrakcie Vicente del Bosque. Mimo iż został podpisany już dzień przed meczem z Irlandią, wiadomość ogłoszono dopiero dzisiaj. Jeśli nie zdarzy się żadna katastrofa, del Bosque zostanie selekcjonerem z największą liczbą spotkań w roli trenera „La Furia Roja”. Obecnie brakuje mu do legendarnego Laszlo Kubali jedenastu spotkań, zatem jeśli doliczymy mecz z Chorwacją, osiem spotkań eliminacji oraz mecze towarzyskie, osiągnięcie to wydaje się wielce prawdopodobne. Oprócz tego na Półwyspie Iberyjskim panuje względny spokój. Hiszpańska prasa absolutnie nie wierzy w możliwość ustawienia z Chorwatami remisu, w typowy dla siebie nieskromny sposób uważając wynik gorszy niż zwycięstwo za nierealny. Potwierdzają to zwłaszcza piłkarze, którym chyba przydałoby się trochę pokory. Zacznijmy od Javiego Martineza: – Jesteśmy lepsi od Chorwacji, musimy to tylko pokazać. Juan Mata: – Chorwaci to dobra drużyna, znam ich kilku z Premier League. Niezależnie, z kim gramy, zawsze wychodzimy na boisko, żeby wygrać, czujemy także presję wywieraną przez kibiców i media. Alvaro Negredo: – Pierwszy mecz nie wyszedł nam, jak zakładaliśmy, ale teraz jesteśmy faworytami, mamy wszystko w naszych rękach i pomimo iż Chorwaci to trudni rywale, powinniśmy wygrać. Nic, tylko pozazdrościć wiary we własne umiejętności.
… jeśli Hiszpanie zremisują 2:2 z Chorwatami (fot. Skysports.com)
Dużo także mówi się oczywiście o wspomnianym już remisie 2:2. Fernando Torres określił takie myślenie „brakiem szacunku dla Hiszpanów i Chorwatów”, podobnie zareagował Vicente del Bosque, zupełnie nie rozumiejąc podobnych dywagacji, skupiając się na duchu sportowej rywalizacji. Hiszpański selekcjoner musi mieć powody do zadowolenia, po dwóch dotychczasowych spotkaniach żaden gracz nie jest bowiem kontuzjowany, jedynie Jordi Alba i Sergio Busquets narzekali na drobne dolegliwości, ale nie powinno to w żaden sposób zagrozić ich występowi w spotkaniu z Chorwacją. Prawdopodobnie przeciwko ostatniemu grupowemu rywalowi zobaczymy identyczną jedenastkę, jaka pojawiła się na boisku w starciu z Irlandią.
Bojowe nastroje panują także w reprezentacji Chorwacji. Dario Srna, kapitan Chorwatów, określił siebie i swoich kolegów „lwami, którzy pokażą Hiszpanom swój charakter”. Na przedmeczowej konferencji mówił też, że nikt nie boi się najbliższego rywala, podkreślając także doskonałe przygotowanie do długiego turnieju całej drużyny, jednoznacznie wskazując, że nie mają zamiaru wracać do domu już po fazie grupowej. Nie ulega wątpliwości, że lepiej dla nas, Polaków, jako gospodarzy turnieju byłoby, aby to Chorwaci grali dalej – chyba każdy, kto był w Poznaniu, widział, ilu kibiców ubranych w biało-czerwone szachownice przybyło do Polski. W porównaniu z nimi Włochów (czy nawet Hiszpanów) do naszego kraju przyjechała garstka. Jednak właśnie fani są powodem sporych problemów chorwackiej federacji, w obydwu wcześniejszych meczach odpalali oni bowiem na stadionie race, za co z pewnością ich drużyna poniesie konsekwencje. Nieoficjalnie mówi się nawet o najsurowszej karze, czyli odebraniu Chorwatom punktów już na starcie eliminacji do mundialu w Brazylii. Jeśli chodzi o taktykę, jest niemal pewne, że Slaven Bilić nie powtórzy już ustawienia 4-4-2, znanego z pierwszych dwóch spotkań. Tym razem ustawi swój zespół w systemie 4-2-3-1, z Rakiticiem cofniętym na pozycję drugiego, obok Vukojevicia, pivota, mającego przed sobą trójkę Pranjić – Modrić – Mandzukić oraz osamotnionego z przodu Jelavicia. Możliwa jest zmiana Perisicia za Pranjicia, ale czy na taki ruch zdecyduje się Bilić, dowiemy się dopiero na godzinę przed meczem. Na przedmeczowym treningu Chorwaci trenowali wiele scenariuszy, biorąc pod uwagę każdy możliwy przebieg jutrzejszych spotkań. Jedno jest pewne – emocji nie zabraknie.
Znamy już pierwsze drużyny, które zobaczymy w ćwierćfinałach. O dołączenie do nich powalczą na stadionach w Gdańsku i Poznaniu Hiszpanie, Chorwaci i Włosi, natomiast już tylko o honor zagrają niesieni fantastycznym dopingiem Irlandczycy. Niezależnie od wyniku Włochów do kolejnej rundy mogą awansować Hiszpanie i Chorwaci. Warunkiem jest remis 2:2. A historia zna już taki przypadek…
Włochy – Irlandia
W tej grupie wiadomo tylko jedno – żadnych szans na awans nie mają już „The Boys in Green”. Na stadionie w Poznaniu nie wolno jednak spodziewać się tak jednostronnego widowiska jak podczas meczu Irlandczyków z Hiszpanami, kiedy to dwie drużyny dzieliła przepaść. Przede wszystkim dlatego, że Włosi nie są tak ofensywnie usposobieni co gracze z Półwyspu Iberyjskiego oraz – co wstępnie zadeklarował na przedmeczowej konferencji Cesare Prandelli – jego zespół wybiegnie tym razem z czwórką defensorów, czyli zupełnie inaczej niż na dwa pierwsze spotkania. Prandelli nie ukrywał, że zmian dokona przede wszystkim z powodu zmęczenia niektórych graczy. Prawdopodobnie zabraknie w wyjściowej jedenastce miejsca dla Mario Balotellego, wobec którego skończyła się w końcu cierpliwość szkoleniowca. Podczas meczu z Chorwatami napastnik Manchesteru City także miał swoją szansę na rozstrzygnięcie spotkania, jednak ponownie zawiódł. Na jednej z dwóch ankiet na stronie „La Gazzetta dello Sport” to właśnie czarnoskóry napastnik został wybrany na dotychczasowe największe rozczarowanie „Squadra Azzurra”. Wytyka mu się, że gdyby lepiej zachował się w obydwu spotkaniach, Włosi nie musieliby się niczego obawiać przed ostatnim meczem grupowym, mając zagwarantowaną grę w ćwierćfinałach już po dwóch pojedynkach.
Nawet świetna gra Andrei Pirlo może Włochom nie wystarczyć do awansu… (fot. skysports.com)
A mają się obawiać, bo nie wszystko zależy już od nich. Oprócz wygrania z Irlandią muszą także liczyć, że w Gdańsku nie padnie remis 2:2. Mają powody, by wierzyć w taki wynik, na własnej skórze doświadczyli już bowiem kiedyś przypadku podobnego, ba! identycznego kunktatorstwa. Na Euro 2004 w Portugalii, oprócz wygrania swojego spotkania, odpadliby tylko w przypadku, gdyby w meczu Szwedów i Duńczyków padł wynik inny niż właśnie remis 2:2. A Skandynawowie… zakończyli mecz dokładnie takim rezultatem i obie drużyny awansowały dalej. Zaledwie 53% czytelników „La Gazzetta dello Sport” wierzy w czystą, sportową walkę grupowych rywali. Teraz to już tylko hipotetyczne dywagacje, Włosi przede wszystkim jednak wciąż muszą skupić się na sobie. Siła ataku w tym spotkaniu będzie oparta na duecie Di Natale – Cassano, co powinno zakończyć się sukcesem. Podczas spotkania z Chorwatami Cassano często odgrywał do swojego kolegi w ataku, jednak Balotelli nie był w stanie realnie zagrozić bramce Pletikosy. Di Natale to jednak zupełnie inny typ napastnika, jego wzrost nie będzie kluczowy, tak jak miało to miejsce w przypadku Mario w meczu z Chorwatami. W środku pola znowu niepodzielnie powinien rządzić Pirlo, który ostatnim meczem potwierdził swoje niezwykłe umiejętności i rolę lidera.
A Irlandczycy? Oni grają już tylko o honor, co podkreślał na przedmeczowej konferencji Giovanni Trapattoni: – Przeciwko Włochom zagramy o honor narodu, dla naszych kibiców. Nie mam zamiaru wracać do domu z kolejną porażką, zagramy jak drużyna, która zasłużyła na grę na tym turnieju. Nie zabrakło także pytań o grę rywali na dający awans remis: – Nie wierzę w remis 2:2 w drugim spotkaniu. Trudno powtórzyć taką sytuację jak tamta, nie mogą się zawsze zdarzać takie sytuacje. To blizna dla Włochów, ale jesteśmy przecież mistrzami w pesymistycznym myśleniu. Postać selekcjonera Irlandczyków jest oczywiście w centrum uwagi przed tym meczem. Prowadził on wszak swoją rodzimą kadrę przez cztery lata, zaczynając pracę tuż po Euro 2000. Dowodził kadrą także podczas mundialu w Korei i Japonii, z którego Włosi odpadli po bardzo kontrowersyjnym meczu z gospodarzami, a swoją przygodę zakończył właśnie po odpadnięciu bez przegranego spotkania po Euro 2004. Jak sam przyznał, nieudana przygoda na mistrzostwach Europy to nie koniec jego współpracy z irlandzką federacją. Nestor wśród trenerów reprezentacji zapowiedział już dziś, że nie zamierza rezygnować z pracy i jeśli tylko dostanie taką szansę, chciałby poprowadzić Irlandczyków także podczas mistrzostw świata w Brazylii, nawet pomimo sędziwego już wieku 75 lat, jakie będzie miał podczas światowego czempionatu. Wydawać by się także mogło, że doskonale zna swoich rodaków i powinien mieć ich rozpracowanych, jednak nawet to może nie wystarczyć. Wszystko z powodu jego podopiecznych, którzy odstają poziomem od pozostałych zespołów w tej grupie. Byli oni o klasę gorsi od Chorwatów, o dwie od Hiszpanów, czy okażą się także dużo gorsi od Włochów? Czy też może, dopingowani nie tylko przez tysiące swoich niesamowitych kibiców, ale także sprzyjających im Polaków, pokuszą się o przynajmniej remis? Nie ulega jednak wątpliwości, że pomimo wyniku atmosfera na stadionie będzie niesamowita. Chociażby ze względu na fantastycznych irlandzkich fanów warto będzie zwrócić uwagę na to spotkanie.
Przewidywane składy
Włochy: Buffon – Chiellini, Bonucci, Barzagli, Maggio – Pirlo, De Rossi, Marchisio – Diamanti, Di Natale, Cassano
W Hiszpanii wszyscy dziś mówią o przedłużonym do 2014 roku kontrakcie Vicente del Bosque. Mimo iż został podpisany już dzień przed meczem z Irlandią, wiadomość ogłoszono dopiero dzisiaj. Jeśli nie zdarzy się żadna katastrofa, del Bosque zostanie selekcjonerem z największą liczbą spotkań w roli trenera „La Furia Roja”. Obecnie brakuje mu do legendarnego Laszlo Kubali jedenastu spotkań, zatem jeśli doliczymy mecz z Chorwacją, osiem spotkań eliminacji oraz mecze towarzyskie, osiągnięcie to wydaje się wielce prawdopodobne. Oprócz tego na Półwyspie Iberyjskim panuje względny spokój. Hiszpańska prasa absolutnie nie wierzy w możliwość ustawienia z Chorwatami remisu, w typowy dla siebie nieskromny sposób uważając wynik gorszy niż zwycięstwo za nierealny. Potwierdzają to zwłaszcza piłkarze, którym chyba przydałoby się trochę pokory. Zacznijmy od Javiego Martineza: – Jesteśmy lepsi od Chorwacji, musimy to tylko pokazać. Juan Mata: – Chorwaci to dobra drużyna, znam ich kilku z Premier League. Niezależnie, z kim gramy, zawsze wychodzimy na boisko, żeby wygrać, czujemy także presję wywieraną przez kibiców i media. Alvaro Negredo: – Pierwszy mecz nie wyszedł nam, jak zakładaliśmy, ale teraz jesteśmy faworytami, mamy wszystko w naszych rękach i pomimo iż Chorwaci to trudni rywale, powinniśmy wygrać. Nic, tylko pozazdrościć wiary we własne umiejętności.
… jeśli Hiszpanie zremisują 2:2 z Chorwatami (fot. Skysports.com)
Dużo także mówi się oczywiście o wspomnianym już remisie 2:2. Fernando Torres określił takie myślenie „brakiem szacunku dla Hiszpanów i Chorwatów”, podobnie zareagował Vicente del Bosque, zupełnie nie rozumiejąc podobnych dywagacji, skupiając się na duchu sportowej rywalizacji. Hiszpański selekcjoner musi mieć powody do zadowolenia, po dwóch dotychczasowych spotkaniach żaden gracz nie jest bowiem kontuzjowany, jedynie Jordi Alba i Sergio Busquets narzekali na drobne dolegliwości, ale nie powinno to w żaden sposób zagrozić ich występowi w spotkaniu z Chorwacją. Prawdopodobnie przeciwko ostatniemu grupowemu rywalowi zobaczymy identyczną jedenastkę, jaka pojawiła się na boisku w starciu z Irlandią.
Bojowe nastroje panują także w reprezentacji Chorwacji. Dario Srna, kapitan Chorwatów, określił siebie i swoich kolegów „lwami, którzy pokażą Hiszpanom swój charakter”. Na przedmeczowej konferencji mówił też, że nikt nie boi się najbliższego rywala, podkreślając także doskonałe przygotowanie do długiego turnieju całej drużyny, jednoznacznie wskazując, że nie mają zamiaru wracać do domu już po fazie grupowej. Nie ulega wątpliwości, że lepiej dla nas, Polaków, jako gospodarzy turnieju byłoby, aby to Chorwaci grali dalej – chyba każdy, kto był w Poznaniu, widział, ilu kibiców ubranych w biało-czerwone szachownice przybyło do Polski. W porównaniu z nimi Włochów (czy nawet Hiszpanów) do naszego kraju przyjechała garstka. Jednak właśnie fani są powodem sporych problemów chorwackiej federacji, w obydwu wcześniejszych meczach odpalali oni bowiem na stadionie race, za co z pewnością ich drużyna poniesie konsekwencje. Nieoficjalnie mówi się nawet o najsurowszej karze, czyli odebraniu Chorwatom punktów już na starcie eliminacji do mundialu w Brazylii. Jeśli chodzi o taktykę, jest niemal pewne, że Slaven Bilić nie powtórzy już ustawienia 4-4-2, znanego z pierwszych dwóch spotkań. Tym razem ustawi swój zespół w systemie 4-2-3-1, z Rakiticiem cofniętym na pozycję drugiego, obok Vukojevicia, pivota, mającego przed sobą trójkę Pranjić – Modrić – Mandzukić oraz osamotnionego z przodu Jelavicia. Możliwa jest zmiana Perisicia za Pranjicia, ale czy na taki ruch zdecyduje się Bilić, dowiemy się dopiero na godzinę przed meczem. Na przedmeczowym treningu Chorwaci trenowali wiele scenariuszy, biorąc pod uwagę każdy możliwy przebieg jutrzejszych spotkań. Jedno jest pewne – emocji nie zabraknie.